Sony FX5 wygląda jak FX3 po solidnym kursie zawodowym. 5K ma tu sens

Sony FX3 przez lata była jedną z tych kamer, które spotykało się wszędzie tam, gdzie twórca przestał traktować wideo jako dodatek do aparatu, ale nie chciał jeszcze wchodzić w świat wielkich kamer kinowych i ich równie wielkich rachunków. Sony FX5 bierze tę wygodną formułę, dorzuca nagrywanie 5K open gate i parametry bliższe poważnej produkcji filmowej. Patrzę na nią z dużą sympatią, choć bez odruchowego zachwytu: to sprzęt dla ludzi, którzy wiedzą, po co im większy zapas obrazu, a nie dla każdego, komu spodoba się cyfra 5K na pudełku.

5K open gate, czyli zapas, który przydaje się po zdjęciach

Sercem Sony FX5 jest pełnoklatkowy, 18,2-megapikselowy sensor Exmor RS. Kamera potrafi rejestrować materiał 5K przy 60 kl./s w trybie open gate, czyli z użyciem całej powierzchni matrycy. Dla filmowca to znacznie bardziej praktyczna wiadomość niż samo hasło o wyższej rozdzielczości. Materiał z całej matrycy daje większą swobodę kadrowania w montażu, ułatwia przygotowanie wersji pionowej i poziomej z jednego ujęcia, a także dobrze współpracuje z obiektywami anamorficznymi.

To ważne zwłaszcza dziś, gdy jedna realizacja potrafi skończyć jako poziomy film, pionowa reklama, fragment na platformę społecznościową i jeszcze kadr do miniatury. Jeszcze niedawno takie potrzeby oznaczały nerwowe przekadrowywanie albo ustawianie dwóch kamer. FX5 nie rozwiąże wszystkich produkcyjnych problemów, bo żaden korpus nie zastąpi dobrze przemyślanego planu, ale wyraźnie daje więcej oddechu na etapie postprodukcji.

W porównaniu z zaprezentowaną w 2021 roku FX3 zmiana jest czytelna. Poprzedniczka pozostawała znakomitym narzędziem 4K, lecz FX5 przesuwa granicę w stronę produkcji, w których zapas rozdzielczości i elastyczność obrazu mają wartość większą niż efektowny wpis w tabelce specyfikacji.

The optional OLED viewfinder can swivel up to 90-degrees.
fot. Sony

Duża rozpiętość tonalna jest ważniejsza niż kolejna cyfra w nazwie

Sony deklaruje ponad 15 stopni rozpiętości tonalnej w S-Log3. W zwykłym języku oznacza to większą szansę na uratowanie szczegółów w jasnym oknie, białej sukni, skórze oświetlonej ostrym słońcem czy ciemnym kącie wnętrza. Nie jest to oczywiście licencja na dowolne błędy ekspozycji. Materiał logarytmiczny nadal wymaga świadomego naświetlania i późniejszej obróbki, ale FX5 powinna znosić trudne kontrastowe sceny spokojniej niż sprzęt nastawiony głównie na szybkie publikowanie prosto z karty.

Pomóc ma procesor BIONZ XR2 z redukcją szumu wspieraną przez AI oraz trzy bazowe czułości ISO: 800, 4000 i 12800. Jest też tryb dual gain, który ma rozszerzać użyteczną tolerancję obrazu w szerokim zakresie ISO od 320 do 409 600. Ten ostatni numer warto traktować z zawodowym dystansem. Wysokie ISO nie zamienia nocy w dzień i nie zwalnia z użycia lampy, ale przy dokumentach, reportażu lub zdjęciach eventowych dobre zachowanie przy ISO 4000 albo 12800 potrafi uratować scenę, której nie da się powtórzyć.

Mam wrażenie, że właśnie tu FX5 zdradza swoje ambicje najlepiej. To kamera projektowana dla osób, które częściej walczą ze światłem zastanym niż budują idealnie kontrolowany plan. A takich realizacji jest dziś bardzo dużo, od reportażu po markowe materiały kręcone w biegu.

Autofokus i stabilizacja dla ekipy, która nie zawsze ma ekipę

FX5 korzysta z hybrydowego autofokusu z 759 punktami detekcji fazy i kontrastu. System wykrywa ludzi, zwierzęta oraz ptaki, a wsparcie algorytmów AI ma poprawiać trzymanie ostrości na szybko poruszających się obiektach. W kinowym środowisku wciąż znajdą się operatorzy, którzy słusznie wybiorą manualne ostrzenie i doświadczoną osobę od focus pullingu. Tyle że ogromna część współczesnej pracy wideo wygląda inaczej: jedna osoba prowadzi rozmowę, pilnuje kadru, zbiera dźwięk i usiłuje nie potknąć się o statyw. W takim układzie zaufany autofokus bywa po prostu rozsądnym narzędziem.

Do tego dochodzi 5-osiowa stabilizacja matrycy oraz cyfrowy Dynamic Active Mode. Z obiektywami E-mount FX5 powinna więc dobrze odnaleźć się w rękach operatorów pracujących z gimbalem, ale także tych, którzy chcą ograniczyć liczbę akcesoriów. Stabilizacja nie zastąpi ruchu zaplanowanego z wyczuciem, jednak coraz częściej pozwala zostawić gimbal w samochodzie, zamiast ciągnąć go na każde ujęcie spacerowe.

Profesjonalne detale, które bywają bardziej kosztowne niż sama kamera

Sony FX5 ma dwa sloty obsługujące karty SDXC i CFexpress Type A, a producent przewiduje zapis 16-bitowego, skompresowanego RAW w formacie X-OCN. To ambitna propozycja, ale warto od razu pamiętać o konsekwencjach. Materiał RAW oznacza większe pliki, szybsze nośniki, mocniejszy komputer i więcej czasu na postprodukcję. Dla niewielkiej firmy produkcyjnej koszt wejścia nie kończy się na cenie korpusu. Dochodzą karty, dyski, zasilanie, obiektywy, dźwięk i stanowisko do montażu. Kamera kinowa ma tę przykrą cechę, że umie bardzo skutecznie zachęcać do kolejnych zakupów.

Na szczęście Sony nie zapomniało o pracy zespołowej. Są złącze LAN, HDMI, dwa porty USB, Wi-Fi 802.11ax, synchronizacja timecode i obsługa sieciowego streamingu RTSP w 4K. Dla osób kręcących wywiady, wydarzenia na żywo czy wielokamerowe realizacje te elementy mogą mieć większe znaczenie niż kolejny profil kolorystyczny. FX5 została pomyślana jako część planu, a nie samotna wyspa z bardzo ładnym obrazem.

Ważny jest także dźwięk. Z opcjonalnym uchwytem XLR kamera pozwala rejestrować do czterech kanałów audio 96 kHz w 32-bitowym float. Taki zapis daje duży margines bezpieczeństwa przy nagłych skokach głośności i ogranicza ryzyko przesterów. Każda osoba, która próbowała później uratować w montażu wypowiedź nagraną z clippingiem, wie, że ten detal potrafi być bardziej cenny od kolejnych megabitów obrazu.

Cena oddziela ciekawych od zdecydowanych

Sony wyceniło FX5 na 5499,99 dolarów, czyli około 20 tysięcy zł, w zestawie z uchwytem XLR. Wersja bez uchwytu ma kosztować 4899,99 dolarów, czyli około 18 tysięcy zł. To poziom, przy którym zakup musi wynikać z konkretnego sposobu pracy i realnych zleceń. Entuzjasta dostanie za te pieniądze świetny sprzęt, lecz równie dobrze może utopić budżet w funkcjach, których nigdy nie wykorzysta.

W materiałach dotyczących oznaczeń wariantów pojawia się przy tym pewna niejasność, więc przed zakupem warto sprawdzić u sprzedawcy, który dokładnie kod produktu obejmuje uchwyt XLR. Przy sprzęcie za kilkanaście tysięcy złotych liczenie na to, że właściwe akcesorium magicznie znajdzie się w pudełku, byłoby wyjątkowo drogą formą optymizmu.

Korpus waży 1046 g, więc nadal mieści się w kategorii mobilnych kamer Cinema Line, choć z solidnym obiektywem, kartą i uchwytem audio przestanie być lekki. Producent oferuje 3,5-calowy, odchylany ekran LCD o rozdzielczości 2,76 mln punktów, a dla osób pracujących w ostrym świetle przewidziano opcjonalny elektroniczny wizjer OLED 0,58 cala o rozdzielczości 7,07 mln punktów. Wybór wizjera jako dodatku może budzić dyskusję, ale jest zrozumiały w korpusie, który ma utrzymać kompaktową formę.

FX5 ma sens, gdy 4K przestaje wystarczać z powodów praktycznych

Premiera Sony FX5 nie oznacza, że FX3 nagle przestaje nagrywać świetne ujęcia. Dobra kamera z 2021 roku nie starzeje się od samego pojawienia się nowszego modelu, choć branża potrafi zachowywać się tak, jakby aktualizacja firmware’u była archeologią. FX5 kieruje ofertę w stronę twórców, którzy potrzebują pełnej powierzchni sensora, zapasu do kadrowania, mocniejszego zaplecza sieciowego i obrazu przygotowanego na poważniejszą korekcję barwną.

Jeśli Sony dopracuje obiecaną jakość obrazu przy wysokiej czułości i rzeczywiście zapewni wygodny zapis X-OCN na dostępnych nośnikach, FX5 ma szansę stać się bardzo rozsądnym krokiem pomiędzy kompaktowym aparatem hybrydowym a znacznie większą kamerą planową. Mnie przekonuje jej pragmatyzm. W świecie sprzętu wideo łatwo dopłacić za funkcje, które dobrze wyglądają w zwiastunie. Tutaj spora część nowości odpowiada na codzienną pracę: mniej stresu z ostrością, więcej zapasu w kadrze, sensowniejszy dźwięk i łatwiejsze wpięcie kamery w większą produkcję. To wciąż kosztowna decyzja, ale przynajmniej nie wygląda na kosztowną zabawkę.