Xiaomi Smart Solar Camera 4 Pro: kamera dla miejsc, do których Wi-Fi zwykle nie dociera

Kamery domowe długo zakładały, że świat jest wygodnie okablowany: gdzieś obok znajduje się gniazdko, domowe Wi-Fi bez problemu przechodzi przez dwie ściany, a właściciel ma czas co kilka tygodni ładować akumulator. Xiaomi Smart Solar Camera 4 Pro wychodzi poza ten uporządkowany scenariusz. Ma pilnować posesji, działki, magazynu czy parkingu bez kabla zasilającego i bez routera w pobliżu. Przyznaję, że to kierunek, który przekonuje mnie bardziej niż kolejna kamera do salonu, obserwująca głównie kota i kuriera.

Nowy model trafił oficjalnie do sprzedaży w Chinach po wcześniejszej obecności na platformie crowdfundingowej Youpin. Kosztuje 649 juanów, czyli około 360 zł. W tej cenie Xiaomi obiecuje zestaw z panelem solarnym, łącznością komórkową 4G, dwoma aparatami 5 MP oraz rozbudowanym mechanizmem obrotu. Na papierze brzmi to jak sprzęt skrojony pod miejsca, w których infrastruktura ma charakter raczej aspiracyjny.

Gdy kamera nie musi znać hasła do Wi-Fi

Najbardziej praktyczną cechą Smart Solar Camera 4 Pro jest modem 4G. Kamera ma dwa wbudowane moduły SIM i potrafi przełączać się między nimi przy słabym sygnale. W założeniu ma to ograniczać sytuacje, w których urządzenie przestaje wysyłać obraz dokładnie wtedy, gdy zdarza się coś wartego sprawdzenia. To rozwiązanie ma szczególny sens na działkach rekreacyjnych, budowach, w sadach, na rozległych posesjach i wszędzie tam, gdzie rozciąganie sieci Wi-Fi byłoby osobnym projektem technicznym.

Warto jednak zachować chłodną głowę. Dwie karty SIM nie są magiczną receptą na brak zasięgu. Jeśli w danym miejscu żaden operator nie zapewnia stabilnego LTE, kamera pozostanie równie samotna jak metalowa skrzynka na końcu leśnej drogi. Dochodzi też koszt transmisji danych. Przy podglądzie na żywo i częstych alertach pakiet internetu może skończyć się szybciej, niż sugeruje słowo „monitoring”. Rozsądne ustawienie czułości wykrywania ruchu oraz nagrywanie przede wszystkim przy zdarzeniach będą tu ważniejsze od marketingowego zapewnienia o stałej łączności.

Jest jeszcze jeden istotny szczegół: urządzenie zaprezentowano na rynku chińskim, a jego wbudowane karty są najpewniej powiązane z tamtejszymi operatorami. Nie ma informacji o polskiej premierze, europejskiej wersji ani zasadach aktywacji lokalnej usługi 4G. Import na własną rękę byłby więc ryzykowny, nawet jeśli cena kusi. W sprzęcie z łącznością komórkową zgodność pasm i dostęp do obsługiwanej aplikacji bywają ważniejsze niż liczba megapikseli.

Core highlights of the Smart Solar Camera 4 Pro Dual Camera Edition (machine translated)
fot. Xiaomi

Słońce jako ładowarka, bateria jako plan B

Panel solarny ma uwolnić użytkownika od regularnego zdejmowania kamery i podłączania jej do ładowarki. To pomysł prosty, ale w urządzeniu montowanym wysoko na elewacji albo słupie wyjątkowo pożądany. Xiaomi zastosowało akumulator o pojemności 9900 mAh i deklaruje ponad osiem dni działania po pełnym naładowaniu, gdy panel nie dostaje wystarczającej ilości światła.

Ta deklaracja mówi więcej o klasie sprzętu niż o realnym czasie pracy w każdej sytuacji. Zużycie energii zależy od temperatury, jakości sygnału LTE, liczby wykrytych zdarzeń, uruchamiania podglądu oraz tego, ile zimowych dni słońce będzie ledwie widoczne zza chmur. Kamera ustawiona przy ruchliwej drodze może pracować znacznie intensywniej niż ta pilnująca bramy używanej dwa razy dziennie. Mimo to zestaw panel plus duży akumulator to rozsądna konstrukcja. W praktyce daje szansę na długą autonomię, zamiast sprzedawać fantazję o urządzeniu całkowicie niezależnym od warunków.

Przed zakupem takiego sprzętu zawsze sprawdziłabym miejsce montażu. Panel potrzebuje możliwie długiego dostępu do światła, a kamera powinna patrzeć na przestrzeń, którą da się faktycznie interpretować. Montowanie jej pod głębokim okapem, naprzeciwko zachodzącego słońca i wysoko ponad twarzą każdego przechodnia to szybki przepis na zestaw drogi, lecz mało użyteczny.

Samples from the two cameras
fot. Xiaomi

Dwa obiektywy zamiast jednego kompromisu

Xiaomi zastosowało dwa sensory 5 MP, które mają rejestrować obraz określany jako 3K. Górny moduł obraca się w poziomie o 180 stopni i w pionie o 20 stopni. Dolny ma dużo większą swobodę: 355 stopni w poziomie oraz 95 stopni w pionie. Taka konfiguracja sugeruje podział ról. Jeden obiektyw może obserwować szerzej stały fragment posesji, drugi zaś śledzić ruch lub zaglądać w strefę pod kamerą.

To rozwiązanie ma przewagę nad pojedynczą kamerą PTZ, czyli obrotową. Gdy jej obiektyw podąża za ruchem po lewej stronie, przestaje widzieć, co dzieje się po prawej. Drugi moduł ogranicza ten klasyczny problem monitoringu, choć oczywiście nie zastąpi dobrze zaprojektowanego systemu z kilkoma kamerami. Przy domu z wieloma wejściami nadal lepiej myśleć o konkretnych punktach obserwacji niż ufać, że jeden ruchomy gadżet obejmie całą rzeczywistość.

W materiałach producenta pojawia się jasny obiektyw f/1.6, pełnokolorowy tryb nocny i podwójne diody podczerwieni, które mają zapewniać czytelny obraz do 10 metrów. Ostre cyfry po zmroku są zawsze obietnicą wymagającą odrobiny sceptycyzmu. Kolorowy obraz nocny zazwyczaj potrzebuje choćby niewielkiego oświetlenia otoczenia, a podczerwień lepiej radzi sobie z rozpoznaniem sylwetki niż z odczytywaniem detali. Do pilnowania furtki lub zaparkowanego auta może to wystarczyć. Rozpoznanie twarzy z dużej odległości, zwłaszcza w deszczu, pozostaje zadaniem dla znacznie droższych instalacji.

AI ma pomagać, ale nie warto oddawać mu całej uwagi

Smart Solar Camera 4 Pro oferuje funkcje bezpieczeństwa wspierane przez AI. Producent nie podał jeszcze pełnej listy scenariuszy ani szczegółów działania algorytmów, dlatego trudno uczciwie ocenić ich skuteczność. Można jednak zakładać, że chodzi przede wszystkim o rozpoznawanie ruchu i filtrowanie mniej istotnych zdarzeń. To właśnie na tym poziomie rozgrywa się codzienna jakość korzystania z kamery.

Kamera, która wysyła powiadomienie przy każdym liściu, ptaku i refleksie samochodu, szybko staje się cyfrowym odpowiednikiem alarmu samochodowego z lat 90. Teoretycznie chroni, praktycznie wszyscy przestają na niego reagować. Dlatego doceniam samą obecność automatycznego wykrywania, ale przed zakupem chciałabym wiedzieć, czy użytkownik może ustawić strefy prywatności, obszary wykrywania, harmonogram pracy i czułość alertów. Te funkcje decydują, czy kamera daje poczucie kontroli, czy produkuje lawinę banerów w telefonie.

Istotna jest też kwestia prywatności. Urządzenie ma slot na kartę microSD, co daje możliwość lokalnego przechowywania nagrań i jest dobrym punktem wyjścia. Warto jednak sprawdzić, czy do pełnej obsługi potrzebna będzie chmura, jakie dane trafiają na serwery producenta oraz kto ma dostęp do podglądu w aplikacji. Kamera z mobilnym internetem powinna mieć silne hasło, aktualne oprogramowanie i dostęp ograniczony do osób, które naprawdę go potrzebują. Monitoring sąsiadów albo chodnika przed posesją to również temat, który wymaga rozsądku i uwzględnienia zasad prywatności.

IP66 uspokaja, ale pogoda lubi sprawdzać deklaracje

Obudowa ma klasę IP66, więc powinna być odporna na pył oraz silne strumienie wody. Dla kamery montowanej na zewnątrz to solidne minimum. Nie oznacza to jednak pełnej odporności na każdą pogodową przygodę. Długotrwałe upały, mróz, lód na panelu, zasolone powietrze czy źle zabezpieczony uchwyt potrafią wykończyć nawet sprzęt z przyzwoitą normą szczelności.

W przypadku urządzenia solarnego trwałość mechaniczna ma wyjątkowe znaczenie, bo zestaw pracuje stale i zwykle poza zasięgiem ręki. Przed ewentualnym zakupem sprawdziłabym sposób mocowania panelu, dostęp do karty pamięci oraz możliwość wymiany akumulatora po kilku sezonach. Specyfikacje często traktują takie pytania jak drobiazgi, lecz po trzech zimach stają się ważniejsze od deklarowanej rozdzielczości.

Czy taka kamera ma sens?

Xiaomi Smart Solar Camera 4 Pro wygląda jak ciekawie skalkulowany sprzęt dla konkretnego rodzaju użytkownika. Za około 360 zł oferuje panel solarny, zapas energii, 4G i dwa ruchome moduły optyczne, czyli zestaw funkcji zwykle rozproszonych po znacznie droższych urządzeniach. Jeśli trafi w wersji przystosowanej do europejskich kart SIM, może być bardzo sensowną opcją dla osób, które chcą zabezpieczyć miejsce pozbawione stałego internetu i zasilania.

Na razie nie traktowałabym jej jednak jako gotowej rekomendacji dla polskiego domu. Brakuje potwierdzenia lokalnej dostępności, kompatybilności z operatorami, szczegółów aplikacji i zasad przechowywania danych. Sama koncepcja jest za to trafiona. Coraz więcej elektroniki domowej przestaje zakładać, że każdy metr świata objęty jest Wi-Fi i gniazdkiem. A to akurat bardzo praktyczna zmiana, nawet jeśli słońce, LTE i algorytmy czasem będą miały własne zdanie.