13 cali i cztery głośniki kuszą. Honor Pad X9 Max ma jednak jeden problem: cenę

Od tabletów coraz rzadziej oczekuję, że zastąpią komputer. Znacznie bardziej interesuje mnie, czy potrafią uczciwie zagospodarować ten dziwny kawałek życia między telefonem a laptopem: wieczorny serial, dłuższy tekst, przepis stojący na blacie, rozmowę wideo czy notatki zrobione bez rozkładania całego stanowiska pracy. Honor Pad X9 Max wygląda jak urządzenie stworzone właśnie dla tej strefy. Ma 13-calowy ekran, cztery głośniki i baterię, która zapowiada długi wieczór bez szukania ładowarki. Problem w tym, że w kilku ważnych detalach producent wyraźnie oszczędzał.

Nowy tablet Honora zadebiutował w Wielkiej Brytanii i od razu zdradza swoje ambicje gabarytami. Przy przekątnej 13 cali trudno traktować go jak większy telefon do przeglądania sieci jedną ręką. To raczej przenośny ekran domowy, który ma leżeć na stole, opierać się o etui albo lądować na kolanach. I szczerze mówiąc, ta kategoria ma coraz więcej sensu. Telefony są świetne do szybkich spraw, komputery do pracy wymagającej skupienia, a tablet z dużym panelem może po prostu wygodnie obsługiwać całą resztę.

Trzynaście cali, które zmieniają sposób korzystania

Panel LCD ma rozdzielczość 2500 x 1560 pikseli i odświeżanie 120 Hz. Pierwszy parametr oznacza wystarczająco ostry obraz dla filmów, dokumentów i podzielonego ekranu, drugi poprawia płynność przewijania stron oraz interfejsu. Po kilku latach używania ekranów 90 lub 120 Hz trudno wraca się do podstawowych 60 Hz, choć w tablecie przeznaczonym głównie do oglądania seriali nie jest to przewaga równie odczuwalna jak w telefonie.

Honor deklaruje jasność szczytową do 700 nitów, co dobrze wróży korzystaniu w jasnym pokoju czy podczas podróży. Do tego dochodzą tryb czytania mający imitować papier, przyciemnianie DC oraz certyfikat TÜV Rheinland dotyczący ograniczania emisji światła niebieskiego. Warto zachować wobec podobnych certyfikatów zdrowy rozsądek: nie zamieniają one wielogodzinnego wpatrywania się w ekran w zajęcie neutralne dla oczu. Mogą za to poprawić komfort, zwłaszcza wieczorem, gdy ekran nie powinien świecić jak lodówka w pustej kuchni.

Najbardziej przemawia do mnie sam format. Na 13 calach można czytać PDF bez nieustannego powiększania, wyświetlić przepis i nadal widzieć całą listę składników albo podzielić ekran między wideorozmowę a notatnik. Właśnie w takich drobiazgach tablet odzyskuje swoją rację bytu. Nie wymaga logowania się do służbowego systemu, nie wciąga w telefoniczne powiadomienia tak bezlitośnie jak smartfon, a jednocześnie nie zajmuje pół biurka.

Honor unveils Pad X9 Max: 13-inch 120Hz screen, huge battery and quad speakers
fot. Honor

Dźwięk ma tu większe znaczenie niż aparat

Cztery głośniki z certyfikacją IMAX Enhanced brzmią obiecująco, zwłaszcza że duże tablety często kończą jako osobiste ekrany do streamingu. Oczywiście nawet cztery niewielkie przetworniki nie zastąpią porządnego soundbara ani słuchawek. Mogą jednak dać wyraźniejszy dialog, szersze brzmienie i mniej płaskie wrażenie podczas oglądania materiałów bez akcesoriów. W tej klasie urządzeń to ważniejszy element niż rozbudowany moduł fotograficzny.

Honor najwyraźniej też tak uznał, bo z przodu i z tyłu znalazły się aparaty 5 Mpix. Do spotkania wideo, skanowania pojedynczego dokumentu czy awaryjnego zdjęcia wystarczą. Nikt rozsądny nie będzie jednak kupował 13-calowego tabletu z myślą o fotografii. Widok osoby próbującej zrobić nim zdjęcie na wakacjach nadal ma w sobie urok technologicznego kabaretu, ale aparat w tablecie od dawna pełni głównie funkcję użytkową.

Duża bateria i rozsądne dodatki

Akumulator o pojemności 10 100 mAh ma według deklaracji producenta wystarczyć nawet na 16 godzin odtwarzania wideo albo 13 godzin czytania. Rzeczywisty wynik będzie zależał od jasności, aplikacji, Wi-Fi oraz odświeżania ekranu, ale sama pojemność daje podstawy, by liczyć na kilka dni luźnego domowego używania. Ładowanie przewodowe 45 W nie jest rekordowe, za to przy tak dużym ogniwie trudno uznać je za dodatek czysto symboliczny.

Aluminiowa obudowa i masa 618 g pokazują cenę dużego ekranu. Pad X9 Max nie będzie sprzętem do trzymania nad głową podczas nocnego oglądania, chyba że ktoś lubi ryzyko i ma szybki refleks. W etui z podpórką, na stole albo na kolanach ten ciężar powinien być akceptowalny. Szkoda byłoby tylko nosić go bez ochrony, bo przy urządzeniu o takiej powierzchni nawet zwykłe zsunięcie się z kanapy może skończyć się kosztowną lekcją fizyki.

Tablet obsługuje opcjonalny rysik i klawiaturę, a system MagicOS 10 oparty na Androidzie 16 ma ułatwiać notowanie i lekką pracę. To sensowny kierunek, pod warunkiem że nie pomylimy lekkiej pracy z próbą urządzenia sobie mobilnego biura na stałe. Odpowiedź na maile, poprawki w dokumencie, planowanie tygodnia czy adnotacje na materiałach – jak najbardziej. Kilka godzin w arkuszach kalkulacyjnych z wieloma oknami może już szybko przypomnieć, dlaczego laptopy wciąż mają klawiatury, gładziki i aktywne chłodzenie.

Procesor i łączność zdradzają budżetowy rodowód

Podstawą urządzenia jest Snapdragon 6s 4G Gen 2, wspierany przez 4 GB lub 6 GB RAM oraz 128 GB albo 256 GB pamięci. Plusem pozostaje slot microSD pozwalający rozszerzyć przestrzeń aż o 2 TB. To szczególnie praktyczne dla osób, które pobierają filmy na podróż, przechowują komiksy, książki i materiały dla dzieci. W czasach, gdy część producentów traktuje kartę pamięci jak relikt po dinozaurach, ten detal nadal bywa realnym argumentem zakupowym.

Procesor powinien spokojnie obsłużyć streaming, przeglądarkę, komunikatory, aplikacje edukacyjne i codzienną wielozadaniowość w umiarkowanym wydaniu. Nie liczyłabym za to na komfort w wymagających grach, ciężkiej obróbce wideo czy długiej pracy na wielu aplikacjach jednocześnie. Wersja z 4 GB RAM przy Androidzie 16 wydaje mi się szczególnie mało przyszłościowa. Jeśli ten tablet ma posłużyć dłużej niż jeden sezon serialowy, wariant 6 GB i 256 GB wygląda znacznie rozsądniej.

Większy zgrzyt budzi brak 5G oraz Wi-Fi 5 i Bluetooth 5.1. Tablet domowy może przeżyć bez sieci komórkowej, bo hotspot z telefonu załatwia sprawę. Wi-Fi 5 również nie przekreśla oglądania filmów, ale w urządzeniu wprowadzanym na rynek w 2026 roku pachnie magazynem części, a nie przemyślaną oszczędnością. Przy cenie wyższej wersji trudno przejść nad tym obojętnie. Duży ekran zachęca do przesyłania większych plików i korzystania z szybkiego domowego internetu, więc nowocześniejszy moduł łączności byłby czymś więcej niż pozycją w tabelce.

Cena decyduje, czy wybaczymy mu te kompromisy

W Wielkiej Brytanii Honor Pad X9 Max kosztuje 349,99 funta, czyli około 1750 zł, w wersji 4 GB RAM i 128 GB pamięci. Model z 6 GB RAM oraz 256 GB pamięci wyceniono na 449,99 funta, czyli około 2250 zł. To poziom, przy którym nie wystarczy już rzucić hasłem duży ekran i liczyć na bezwarunkową wdzięczność kupujących.

Tańsza konfiguracja może mieć sens jako ekran do mediów dla domu, zwłaszcza gdy cena szybko spadnie w promocjach. Droższy wariant staje natomiast przed trudniejszym zadaniem, bo w tym budżecie warto bardzo dokładnie porównać wydajność, jakość ekranu, długość wsparcia systemowego i standardy łączności z konkurencją. Warto też sprawdzić cenę klawiatury i rysika. Akcesoria często zamieniają pozornie przystępny tablet w zakup wyraźnie droższy, niż sugeruje pierwsza metka.

Honor Pad X9 Max ma wyraźny charakter: jest szerokim, multimedialnym tabletem dla osób, które chcą oglądać, czytać, rozmawiać i czasem coś zanotować na ekranie większym niż typowy laptop 13-calowy. Podoba mi się, że producent nie udaje, iż każdy tablet musi aspirować do roli ultramobilnej stacji roboczej. Jednocześnie trudno mi wybaczyć Wi-Fi 5, Bluetooth 5.1 i skromną pamięć RAM w podstawowej wersji. Gdyby Honor obniżył cenę albo dorzucił do niej sensowne akcesoria, byłby to bardzo przyjemny cyfrowy mebel do codziennego życia. W obecnej formie pozostaje sprzętem interesującym, choć wymagającym uważniejszego spojrzenia na metkę niż na imponujące 13 cali na pudełku.