Kurz w klawiaturze ma wyjątkowy talent do pojawiania się dokładnie wtedy, gdy trzeba pokazać komputer komuś innemu. Nitecore BB Nano Wired jest odpowiedzią na ten drobny, lecz irytująco znajomy problem: waży około 85 g, mieści się w dłoni i zamiast jednorazowych puszek ze sprężonym powietrzem korzysta z zasilania USB-C. Uważam, że właśnie w tej prostocie tkwi jego urok, choć producent dorzucił też warunek, o którym łatwo zapomnieć podczas zakupowego entuzjazmu.
To akcesorium zaprojektowano do wydmuchiwania pyłu z laptopowych klawiatur, zakamarków obudowy peceta czy elementów aparatu. Ma około 4,7 x 4,7 x 9,2 cm, więc bardziej przypomina gruby marker niż warsztatowy kompresor. Dla osób, które mają dość trzymania w szufladzie kilku puszek z gazem, to bardzo sensowny kierunek. Zwłaszcza że puszka działa świetnie aż do chwili, gdy kończy się w połowie sprzątania, a wtedy pozostaje jej tylko bezradnie lekka waga.
USB-C uwalnia od ładowania, ale stawia wymagania ładowarce
W nazwie Wired kryje się najważniejsza zmiana względem wcześniejszego, akumulatorowego BB Nano. Wersja przewodowa nie ma własnej baterii. Trzeba podłączyć ją przewodem USB-C do ładowarki, powerbanku albo innego źródła zasilania. Dzięki temu urządzenie jest lżejsze od modelu bateryjnego, który waży około 99 g, i nie dokłada kolejnego akumulatora do listy rzeczy wymagających regularnego doładowania.
Jest jednak haczyk. Maksymalna prędkość wydmuchiwanego powietrza, około 50 km/h, pojawia się przy USB Power Delivery dostarczającym 20 V. Podłączenie dmuchawy do słabej ładowarki 5 V obniża tę wartość do około 19 km/h. Przy 9 V lub 12 V można liczyć na około 31 km/h. To nie jest detal dla tabelki specyfikacji, lecz realna różnica między sprawnym wywianiem kurzu spod klawiszy a delikatnym poruszeniem drobinek, które i tak zostaną na miejscu.
Mam wrażenie, że USB-C przyzwyczaiło nas do błędnego założenia: skoro wtyczka pasuje, wszystko będzie działać równie dobrze. BB Nano Wired przypomina, że identyczne złącze potrafi oznaczać zupełnie inne możliwości. Do pełnego potencjału przyda się więc współczesna ładowarka PD lub powerbank obsługujący 20 V. W domach wypełnionych przypadkowymi kostkami od dawnych telefonów może się okazać, że mała dmuchawa jest bardziej wybredna, niż sugeruje jej rozmiar.
Kolorowy pierścień, który ma praktyczny sens
Przy porcie USB-C umieszczono pierścień RGB zmieniający kolor zależnie od napięcia wejściowego. Zwykle jestem ostrożna wobec RGB w gadżetach użytkowych, bo podświetlenie często pełni rolę brokatu na instrukcji obsługi. Tutaj ma ono jednak uzasadnienie: pozwala od razu sprawdzić, czy urządzenie dostało właściwe zasilanie. Jeśli sprzątanie laptopa idzie ospale, nie trzeba zgadywać, czy winny jest kabel, ładowarka, czy przesadne oczekiwania wobec niewielkiego silnika.
To też sprytne wykorzystanie elementu, który w innych okolicznościach służyłby wyłącznie dekoracji. Nitecore stosowało podobne rozwiązanie w powerbanku NB10000 Gen4, gdzie świetlny pierścień pomagał znaleźć port po ciemku. W BB Nano Wired funkcja jest bardziej diagnostyczna, a przez to zwyczajnie przydatniejsza.
Lepsze od gruszki fotograficznej, lecz bez ambicji do generalnych porządków
Producent deklaruje ciśnienie 3 kPa i około dwukrotnie wyższą skuteczność niż w przypadku ręcznej gumowej gruszki używanej przy fotografii. W odróżnieniu od niej elektryczna dmuchawa może utrzymywać strumień powietrza bez męczenia dłoni i bez rytmu pompowania, który przy większym sprzątaniu szybko staje się mało zabawny. Względem akumulatorowego BB Nano deklarowane ciśnienie również jest odrobinę wyższe, bo tam wynosi 2,6 kPa.
Nie oczekiwałabym jednak, że tak mały sprzęt zastąpi sprężarkę albo odkurzacz serwisowy. BB Nano Wired ma sens przy regularnej, lekkiej pielęgnacji elektroniki: przedmuchaniu klawiatury, wentylatorów i filtrów, oczyszczeniu statywu czy zewnętrznych części obiektywu. Przy zwartej warstwie kurzu w komputerze, który przez kilka lat pracował pod biurkiem obok psa, jej możliwości mogą się skończyć szybciej, niż życzyłaby sobie reklama.
Warto też zachować ostrożność podczas czyszczenia podzespołów. Dmuchawa powinna służyć do usuwania luźnego pyłu, nie do rozpędzania wentylatorów do absurdalnych obrotów. Podczas przedmuchiwania wnętrza peceta rozsądnie jest unieruchomić łopatki wentylatorów, a sprzęt odłączyć od zasilania. Przy optyce aparatów strumień powietrza przydaje się przede wszystkim do zebrania pyłków przed użyciem odpowiednich akcesoriów czyszczących. Wciskanie końcówki w delikatne szczeliny nadal pozostaje pomysłem ryzykownym.
Mała dmuchawa ma przewagę nad puszką wtedy, gdy leży pod ręką
Największą zaletą BB Nano Wired wydaje mi się dostępność. Nie trzeba pamiętać o poziomie naładowania ani kupować kolejnego wkładu. Wystarczy kabel USB-C i zasilacz, który i tak zwykle leży gdzieś w pobliżu biurka. W pracy z laptopem, aparatem lub klawiaturą mechaniczną takie urządzenie może stać się narzędziem używanym często właśnie dlatego, że nie wymaga przygotowań.
Ma też ograniczenie typowe dla konstrukcji przewodowych. Przewód oraz źródło zasilania trzeba mieć przy sobie, więc mobilność jest warunkowa. Fotograf pracujący w terenie może bardziej docenić akumulatorowy odpowiednik, nawet jeśli jest cięższy i oferuje nieco niższe ciśnienie. Z kolei przy stałym stanowisku, domowym biurku lub serwisowym blacie brak baterii wygląda raczej jak zaleta niż kompromis.
Cena zdecyduje, czy to drobny luksus, czy dobry nawyk
Nitecore nie podało jeszcze ceny BB Nano Wired. Dla porównania akumulatorowy BB Nano kosztuje w USA 29,95 dolarów, czyli około 120 zł. Jeśli wersja przewodowa zostanie wyceniona podobnie lub wyraźnie niżej, może być rozsądną alternatywą dla puszek ze sprężonym powietrzem i tanich dmuchawek o niejasnej jakości. Jeśli zaś zbliży się do ceny znacznie większych, mocniejszych urządzeń, kompaktowość przestanie wystarczać jako argument.
BB Nano Wired nie rozwiąże problemów świata, ale też nie musi. To drobny gadżet dla osób, które wolą utrzymywać elektronikę w porządku małymi gestami, zamiast urządzać jej wielkie sprzątanie raz na kilka lat. I chyba właśnie dlatego widzę w nim więcej sensu niż w kolejnej efektownej ładowarce z ekranem. Kurz nie jest spektakularny, lecz komputer pracujący ciszej, czystsza klawiatura i brak pustej puszki w szufladzie potrafią dać zaskakująco dużo satysfakcji.

