Współczesne prototypy wyścigowe bywają fascynujące technicznie, lecz wizualnie potrafią zlewać się w jeden szybki, niski i piekielnie skomplikowany kształt. Porsche dobrze to rozumie. Dlatego na Road America dwa egzemplarze 963 dostaną stroje, które działają jak skrót do całych epok motorsportu: granatowo-żółty hołd dla Sunoco Porsche 917/30 oraz żółto-czerwone wspomnienie Porsche RS Spyder. Patrzę na te projekty i mam wrażenie, że właśnie takich pomysłów współczesne wyścigi potrzebują więcej niż kolejnego pakietu naklejek sponsorskich.
To pierwszy raz, gdy dwa fabryczne Porsche Penske 963 wystartują w różnych malowaniach. Okazja jest podwójna: Porsche celebruje 75 lat startów w motorsporcie, a Team Penske przypomina o 60 latach swojej działalności. Łatwo byłoby potraktować tę akcję jako obowiązkową rocznicową dekorację, lecz tutaj grafika ma zaskakująco dużo sensu. Oba wzory prowadzą bowiem do momentów, w których Porsche i Penske wspólnie budowały wyścigową legendę w Ameryce.
Granat, żółć i cień potwora z Can-Am
Samochód z numerem 6 otrzymał granatową bazę, żółty kokpit, błotniki i lusterka oraz subtelne czerwone obrysy. Inspiracją był Sunoco Porsche 917/30, czyli maszyna z początku lat 70., kojarzona przede wszystkim z Markiem Donohue i amerykańską serią Can-Am. W czasach, gdy ograniczenia techniczne w tej serii pozostawiały konstruktorom ogromną swobodę, 917/30 stało się symbolem brutalnej skuteczności. Turbodoładowane Porsche dysponowało mocą przekraczającą 1000 KM w specyfikacji wyścigowej, a jego dominacja była tak przytłaczająca, że do dziś wspomina się je z mieszaniną zachwytu i lekkiego niedowierzania.
Malowanie Sunoco ma tę przewagę nad wieloma współczesnymi projektami retro, że nie wymaga podpisu ani tabliczki objaśniającej. Granat i intensywna żółć od razu układają się w dobrze znany kod wizualny. Nawet osoba, która nie odróżnia 917/30 od późniejszego 917/10, może poczuć, że ten samochód przyjechał z innego, mniej uregulowanego świata. Świata, w którym inżynierowie dostawali bardzo długą smycz, a kierowca musiał mieć równie długą listę odwagi.

RS Spyder przypomina, że historia Porsche nie skończyła się na plakatach z lat 70.
Porsche z numerem 7 pójdzie w inną stronę. Przeważa na nim żółć, błotniki i boki przecinają czerwone akcenty, a biała część z przodu podkreśla numer startowy. To nawiązanie do Porsche RS Spyder, prototypu LMP2, który ścigał się od połowy pierwszej dekady XXI wieku i był ważnym rozdziałem partnerstwa Porsche oraz Penske.
Ten wybór szczególnie mnie przekonuje, bo RS Spyder długo pozostawał w cieniu bardziej romantycznych ikon marki. Nie miał popkulturowej aureoli 917 ani sylwetki 956, którą wielu kibiców rozpoznałoby z daleka. Był za to bardzo nowoczesnym narzędziem: lekkim, precyzyjnym i projektowanym z myślą o konsekwentnym wygrywaniu. W ówczesnym American Le Mans Series zespół Penske zdobywał nim tytuły, a sam program pokazał, że Porsche potrafi wrócić do prototypów bez odgrywania muzealnej rekonstrukcji własnej chwały.
Żółto-czerwony wzór na 963 przypomina więc, że dziedzictwo marki nie składa się wyłącznie z dawnych, coraz piękniejszych na fotografiach samochodów. Jest też opowieścią o metodzie pracy: o partnerstwie z zespołem, o iteracyjnym rozwijaniu konstrukcji i o wyścigach rozumianych jako laboratorium. To podejście widać bardzo wyraźnie w obecnym Porsche 963.
Pod retro lakierem pracuje jeden z najbardziej zaawansowanych Porsche w historii
Porsche 963 należy do klasy GTP w amerykańskiej serii IMSA i do kategorii Hypercar w długodystansowych mistrzostwach świata FIA WEC. Jest prototypem LMDh, zbudowanym na podwoziu Multimatic i wyposażonym w hybrydowy układ napędowy. Sercem auta pozostaje 4,6-litrowy silnik V8 biturbo, wywodzący się konstrukcyjnie z jednostki znanej z Porsche 918 Spyder. Wspiera go ujednolicony dla klasy system hybrydowy, a regulamin pilnuje, by łączna moc systemowa mieściła się w granicach około 500 kW, czyli 680 KM.
Brzmi to mniej spektakularnie niż czterocyfrowe wartości przypisywane dawnemu 917/30, ale porównywanie tych samochodów wyłącznie liczbą koni mechanicznych prowadzi donikąd. Dzisiejszy prototyp musi funkcjonować w środowisku gęstym od przepisów, systemów bezpieczeństwa, strategii energetycznych i ograniczeń kosztowych. Kierowca korzysta z hybrydy, inżynierowie analizują przepływ energii, a zespół walczy o tempo przez wiele godzin, często w zmiennych warunkach i w tłumie wolniejszych klas. To bardziej zaawansowany komputer na kołach niż mechaniczny młot z Can-Am.
I właśnie dlatego retro malowania są tu tak potrzebne. Technologia LMDh jest imponująca, lecz dla kibica stojącego przy torze łatwo może pozostać abstrakcją. Granatowy samochód z żółtymi nadkolami albo żółta maszyna z czerwonymi detalami sprawiają, że złożony projekt dostaje natychmiast rozpoznawalną twarz. W wyścigach, gdzie kilka konstrukcji różni się detalami aerodynamicznymi i pracą układu hybrydowego, czytelność ma wartość większą, niż mogłoby się wydawać.
Malowanie jako interfejs dla kibica
W świecie technologii przywykłyśmy do myślenia o interfejsie jako o ekranie, aplikacji albo zestawie ikon. Motorsport ma własny interfejs i jest nim między innymi wygląd samochodu. Kolory, numer startowy, kontrastowe elementy nadwozia i charakterystyczne logo pomagają rozpoznać auto w ułamku sekundy, gdy mija trybunę z prędkością, przy której nie ma czasu na studiowanie tabelki wyników.
Porsche 963 w specjalnych barwach pokazuje, że dobry projekt graficzny potrafi połączyć tę funkcję z emocją. Granatowo-żółta szóstka będzie odsyłać do epoki nieokiełznanych prototypów, a siódemka przywoła okres, gdy cyfrowe analizy i wyrafinowana aerodynamika zaczęły coraz mocniej definiować wyścigi długodystansowe. W obu przypadkach auto pozostaje tym samym 963, lecz odbiór staje się wyraźnie inny. To drobna lekcja projektowania: użytkownik, także ten oglądający wyścig, szybciej buduje relację z technologią, gdy potrafi ją rozpoznać i umieścić w szerszym kontekście.
Road America pasuje do tego pomysłu lepiej niż sterylne tło
Wyścig na Road America potrwa sześć godzin i będzie częścią Michelin Endurance Cup. Tor w Wisconsin, z długimi prostymi, szybkimi łukami i dużymi zmianami wysokości, dobrze pasuje do tych historycznych odniesień. Ma w sobie coś z amerykańskiego motorsportu, który wciąż potrafi wyglądać mniej korporacyjnie niż wiele europejskich rund. Jest miejsce na pikniki, kampery, zapach paliwa i kibiców, którzy naprawdę pamiętają stare programy wyścigowe, a nie tylko algorytmicznie podpowiedziane zdjęcia z archiwum.
Porsche przystępuje do tej rundy jako wicelider klasyfikacji producentów IMSA, ze stratą 80 punktów do Cadillaca. Oczywiście o wyniku zadecydują tempo, strategia, niezawodność i odrobina szczęścia, której w sześciogodzinnym wyścigu zawsze potrzeba. Malowanie nie przyspieszy samochodu ani o tysięczną sekundy. Może jednak sprawić, że ewentualna walka o prowadzenie będzie miała dodatkową warstwę znaczeń, a kibice po prostu zapamiętają ją lepiej.
Historia działa najlepiej, gdy nie zamienia się w tapetę
Jestem sceptyczna wobec rocznicowego marketingu, gdy marka wyciąga z archiwum dowolny kolor, dokleja jubileuszowe logo i oczekuje wzruszenia. Porsche tym razem uniknęło tej pułapki. Wybrane malowania wiążą się z realnymi osiągnięciami i z Team Penske, czyli zespołem obsługującym obecny program 963 w IMSA. Między dawnymi samochodami a aktualnym prototypem biegnie zatem konkretna linia, a nie tylko wygodna opowieść dla działu marketingu.
Chciałabym, aby podobnych projektów było więcej, pod warunkiem że nie staną się obowiązkowym kostiumem na każdą rundę. Jedno dobrze przemyślane nawiązanie ma większą siłę niż sezon wypełniony kopiami dawnych wzorów. W przypadku Porsche 963 efekt jest wyjątkowo udany: współczesna hybryda dostaje kolor, który przyciąga wzrok, a motorsportowa przeszłość przestaje być eksponatem za szybą. Na kilka godzin w Wisconsin znów pojedzie pełnym gazem.

