Przywykliśmy, że zegarek za ponad 4000 zł powinien albo wyglądać jak biżuteria, albo świecić ekranem pełnym powiadomień. Casio idzie inną drogą. Nowa seria G-Shock Gravitymaster GWR-B3000 ma klasyczne wskazówki, tarczę gęstą od lotniczych skojarzeń i Bluetooth ukryty dyskretniej niż w wielu tanich opaskach. Przyznam, że ten pomysł rozumiem. Po całym dniu patrzenia w ekrany coraz mniej pociąga mnie perspektywa zakładania kolejnego, tyle że okrągłego.
Do amerykańskiej sprzedaży trafiają trzy warianty: czarno-srebrny GWR-B3000-1A, niebieski GWR-B3000-2A oraz utrzymany w szarości GWR-B3000-8A. Ceny są już z kategorii, w której zakup trzeba sobie uczciwie wytłumaczyć: 880 dolarów, czyli około 3520 zł, za wersję 1A, 990 dolarów, czyli około 3960 zł, za 2A i 1100 dolarów, czyli około 4400 zł, za 8A. Na razie modele widnieją na stronie Casio z opcją powiadomienia o dostępności, więc premiera ma jeszcze lekko witrynowy charakter.
Analogowy zegarek, który pamięta, że żyjemy w 2026 roku
GWR-B3000 nie udaje smartwatcha. Nie zobaczymy tu mapy, treningowego wykresu tętna ani komunikatów z firmowego czatu, które skutecznie potrafią zepsuć weekend. Casio wzięło jednak część funkcji kojarzonych z cyfrowymi zegarkami i wcisnęło je do analogowej formy. Po sparowaniu z aplikacją zegarek obsługuje czas światowy dla około 300 miast, drugi czas, stoper z dokładnością do 1 sekundy, sygnał pełnej godziny oraz funkcję odnajdywania telefonu.
To zestaw narzędzi bardziej praktyczny, niż można sądzić po folderowym języku o lotnictwie. Automatyczna korekta czasu przez Bluetooth przydaje się osobom podróżującym, a funkcja lokalizowania telefonu ma wartość wyłącznie wtedy, gdy człowiek naprawdę go zgubił. Czyli, bądźmy szczere, regularnie. Zegarek korzysta też z radiowej synchronizacji Multiband 6, która odbiera sygnały czasu z sześciu nadajników na świecie. W odpowiednim zasięgu nie potrzebuje nawet telefonu, aby zachować precyzję.
Warto przy tym pamiętać o granicach tej wygody. Funkcje połączone wymagają aplikacji Casio, zgody na komunikację Bluetooth, a zapis lotu opiera się na współpracy ze smartfonem. Flight Log pozwala oznaczać miejsce wylotu, przesiadki i cel podróży, tworząc rodzaj osobistego dziennika tras. Dla częstych pasażerek i pasażerów może to być sympatyczny dodatek. Dla reszty świata pozostanie raczej funkcją, którą uruchamia się dwa razy, a potem pokazuje znajomym przy kawie.
Carbon, stal i 102 gramy rozsądku
W tej serii ważniejsza od samej listy funkcji jest konstrukcja. Koperta łączy żywicę wzmacnianą włóknem węglowym ze stalą nierdzewną. Efekt nie ma być jedynie wizualny. Carbon pozwala ograniczyć masę, a równocześnie budować sztywną, odporną obudowę. GWR-B3000 waży około 102 g i ma 14,1 mm grubości. Jak na zegarek o tak technicznym charakterze wynik jest rozsądny, choć nie nazwę go filigranowym. To nadal G-Shock, więc powinien być wyczuwalny na ręce, podobnie jak solidna kurtka motocyklowa jest wyczuwalna na ramionach.
Casio deklaruje standard Triple G Resist, czyli odporność na wstrząsy, wibracje i siłę odśrodkową. Ten ostatni punkt bywa traktowany jak ozdobnik specyfikacji, ale dobrze tłumaczy rodowód Gravitymastera. Seria ma budzić zaufanie tam, gdzie sprzęt doświadcza szybkich ruchów, drgań i zwyczajnie trudniejszego życia niż przejście z biura do ekspresu do kawy. Do tego dochodzi wodoszczelność 20 barów, odpowiadająca 200 m, więc deszcz, basen czy wakacyjna kąpiel nie wymagają zdejmowania zegarka i odprawiania małego rytuału ostrożności.
Doceniam też Tough Solar. Panel słoneczny zasila mechanizm światłem, ograniczając potrzebę regularnej wymiany baterii. To rozwiązanie nie jest nowe, lecz wciąż pozostaje jednym z najbardziej sensownych wynalazków Casio. Smartwatche nauczyły nas akceptować wieczorne ładowanie jako cyfrowe mycie zębów. Zegarek, który po prostu działa miesiącami i uzupełnia energię przy codziennym świetle, odzyskuje dziś pewien luksusowy wymiar.
Trzy wersje, trzy stopnie dyskrecji
Różnice między modelami dotyczą przede wszystkim wykończenia. GWR-B3000-1A zestawia czarną tarczę ze srebrzystym metalowym bezelem i wygląda najbliżej klasycznego narzędziowego zegarka. Niebieski GWR-B3000-2A jest bardziej wyrazisty, lecz nadal mieści się w granicach stylu, który nie woła o uwagę z drugiego końca lotniska. Najbardziej specyficzny jest GWR-B3000-8A z dopasowanymi szarymi elementami koperty, paska i tarczy. To wariant dla osób, które lubią sprzęt przypominający wyposażenie kokpitu, nawet gdy ich najdłuższa trasa prowadzi między domem, biurem i dworcem.
Wszystkie dostają układ trzech wskazówek, datownik i trzy subtarcze na pozycjach 3, 6 i 9. Taka tarcza ma swoją cenę: informacji jest dużo, a odczyt nie będzie tak natychmiastowy jak na prostym zegarku nurkowym czy ekranie OLED. W zamian otrzymujemy charakter, którego brakuje wielu inteligentnym zegarkom. Gdy większość urządzeń noszonych na nadgarstku wygląda jak aplikacja przycięta do koła, G-Shock nadal przypomina instrument.
Czy cena nie odleciała za wysoko?
4400 zł za G-Shock może budzić odruchowy sprzeciw i trudno się temu dziwić. W tych pieniądzach da się kupić zaawansowany smartwatch, porządny zegarek mechaniczny albo kilka bardzo dobrych klasycznych G-Shocków. Gravitymaster GWR-B3000 nie próbuje jednak wygrać kalkulatorem funkcji. Płaci się tu za lekką, odporną konstrukcję, dopracowany system solarno-radiowy, łączność ze smartfonem i bardzo konkretny styl.
Moim zdaniem sens tego modelu zależy od jednej rzeczy: czy ktoś rzeczywiście chce zegarka, a nie kolejnego terminala z powiadomieniami. Jeśli priorytetem są sportowe statystyki, nawigacja, płatności i ekran aplikacji, lepiej wybrać Garmina, Apple Watcha albo któryś z zegarków z Wear OS. Jeśli jednak ktoś lubi analogową tarczę, ceni odporność i chce mieć kilka współczesnych udogodnień bez codziennego ładowania, GWR-B3000 broni swojej niszy wyjątkowo konsekwentnie.
Technologia, która umie się nie narzucać
Nowy Gravitymaster jest trochę jak dobrze zaprojektowane narzędzie lotnicze przeniesione do zwykłej codzienności: może nie każdy wykorzysta pełnię jego możliwości, ale trudno odmówić mu sensu konstrukcyjnego. Casio nie proponuje rewolucji. Proponuje zegarek, który poprawnie wskazuje czas, sam dba o energię, znosi więcej niż większość użytkowników i łączy się z telefonem wtedy, gdy naprawdę ma coś do załatwienia.
W świecie, w którym kolejne urządzenia domagają się uwagi, taki technologiczny umiar wydaje mi się odświeżający. G-Shock GWR-B3000 jest drogi, niszowy i dla wielu osób zwyczajnie zbyt duży. Ale przynajmniej wie, czym chce być. A to w segmencie zegarków, które coraz częściej próbują robić wszystko naraz, jest zaletą bardziej znaczącą niż kolejna animowana tarcza.

