Gracze potrafią wydać fortunę na monitor o absurdalnie wysokim odświeżaniu, kartę graficzną wielkości małego kaloryfera i myszkę lżejszą od kanapki, a dźwięk nadal często płynie z głośników wbudowanych w ekran. Asus ROG Gjallar wygląda jak odpowiedź dla tych, którzy chcą poprawić ten ostatni element bez ustawiania na biurku dwóch kolumn, przewodów i kolejnych przedmiotów do omijania przy każdym sprzątaniu.
Nowy soundbar gamingowy Asusa zadebiutował w Chinach w cenie 3699 juanów, czyli około 2100 zł. Globalnej ceny jeszcze nie podano, ale obecność produktu na międzynarodowej stronie ROG sugeruje, że premiera poza Chinami jest raczej kwestią czasu. To sprzęt wyraźnie z półki premium, choć w tym przypadku płaci się nie tylko za logo ROG i podświetlenie, ale też za dość rzadko spotykaną próbę ucywilizowania dźwięku przy komputerowym stanowisku.
Soundbar pod monitorem zamiast kolejnej pary satelitek
ROG Gjallar jest zestawem 2.1.2, co oznacza belkę dźwiękową wspieraną przez bezprzewodowy subwoofer oraz dwa kanały wysokości. W połączeniu z Dolby Atmos ma to budować bardziej przestrzenną scenę: odgłosy nad głową, kierunek przelatującego obiektu czy pogłos otoczenia powinny być łatwiejsze do wychwycenia niż na prostym zestawie stereo. W grach nie zastąpi to słuchawek, zwłaszcza w sieciowych strzelankach, gdzie liczy się precyzja i prywatność. Moim zdaniem ma jednak sens w singlowych produkcjach, wyścigach, grach sportowych i podczas oglądania filmów przy biurku.
Warto przy tym zachować odrobinę rozsądku wobec hasła Dolby Atmos. Mała belka stojąca pod monitorem nie wyczaruje fizycznie pełnoprawnego systemu kina domowego z głośnikami rozmieszczonymi po pokoju. Efekt wysokości i szerokości sceny zależy od akustyki, ustawienia sprzętu oraz jakości materiału. Atmos w desktopowym wydaniu jest obietnicą lepszego pozycjonowania dźwięku, a nie biletem do sali kinowej. Mimo to dobrze, że producenci zaczynają traktować pecetowe audio jako coś więcej niż dodatek do komunikatora głosowego.
Bezprzewodowy subwoofer rozwiązuje jeden problem, ale nie wszystkie
Najbardziej praktycznym elementem zestawu wydaje mi się bezprzewodowy subwoofer. Belkę można postawić bezpośrednio pod monitorem, a subwoofer umieścić pod biurkiem lub przy ścianie, bez ciągnięcia między nimi kabla sygnałowego. To drobiazg, dopóki ktoś nie próbował kiedyś poprowadzić przewodów w stanowisku, gdzie już walczą ze sobą zasilacze, ładowarki, kabel DisplayPort, Ethernet i stacja dokująca. W tej konkurencji każdy przewód mniej zasługuje na medal.
Bezprzewodowość nie oznacza oczywiście pełnej swobody. Subwoofer nadal wymaga zasilania z gniazdka, a jego ustawienie będzie miało znaczenie dla basu. W małym pokoju łatwo przesadzić i zamienić efektowne eksplozje w jednostajny pomruk, który znają wszyscy domownicy, także ci niezainteresowani akurat misją w grze. Dlatego ważniejsza od samego subwoofera będzie możliwość sensownego ustawienia poziomu niskich tonów i korektora.
Hub sterujący to detal, którego brak zwykle boli najbardziej
Asus dołącza do Gjallara osobny hub sterujący. Ma on zapewniać szybki dostęp do sterowania odtwarzaniem, ustawień EQ i oświetlenia RGB. Brzmi banalnie, ale właśnie takie fizyczne pokrętło lub kontroler często decydują, czy sprzęt jest wygodny na co dzień. Gdy podczas gry albo rozmowy trzeba ściszyć dźwięk, sięganie do aplikacji, systemowego miksera czy przycisków schowanych z tyłu urządzenia jest irytujące w tempie, którego nie rekompensuje żadna efektowna animacja LED.
Na plus należy zapisać także wbudowany mikrofon AEC, czyli wykorzystujący eliminację echa akustycznego. Taka funkcja może ułatwić krótkie rozmowy głosowe bez zakładania słuchawek, choć podchodziłabym do niej jako do wygodnego dodatku, nie alternatywy dla porządnego mikrofonu USB lub zestawu słuchawkowego. Mikrofon umieszczony w soundbarze zawsze będzie pracował bliżej głośników niż klasyczny mikrofon na ramieniu, a to trudne środowisko nawet dla dobrych algorytmów.
Łączność i USB Hub mają uporządkować stanowisko
ROG Gjallar oferuje przewodową i bezprzewodową łączność, a także zintegrowany hub USB. To kierunek, który rozumiem bardzo dobrze. Komputerowe biurka coraz częściej przypominają małe centra dowodzenia: monitor obsługuje laptop, konsola czeka obok peceta, telefon prosi o ładowanie, a klawiatura zajmuje kolejny port. Jeśli soundbar może przejąć część tej infrastruktury, przestaje być wyłącznie urządzeniem od dźwięku.
Przed zakupem warto będzie jednak sprawdzić konkretne warianty złączy i sposób działania huba w europejskiej wersji sprzętu. W takich urządzeniach szczegóły potrafią przesądzić o użyteczności: inne potrzeby ma osoba podpinająca komputer stacjonarny i konsolę, inne użytkowniczka laptopa z jednym portem USB-C. Sam ogólny komunikat o wszechstronnej łączności brzmi zachęcająco, ale dopiero praktyczna kompatybilność rozstrzyga, czy zyskujemy porządek, czy kolejny element układanki.
Gamingowy design ma tu zaskakująco rozsądne uzasadnienie
Asus podkreśla kompaktową konstrukcję, która ma mieścić się pod monitorem. I właśnie to jest ważniejsze niż charakterystyczna estetyka ROG. Na klasyczne monitory 27- lub 32-calowe zwykle patrzymy z odległości kilkudziesięciu centymetrów, więc przestrzeń między podstawą ekranu a klawiaturą jest cenna jak wolne gniazdko w mieszkaniu po remoncie. Długi soundbar może zabrać miejsce na klawiaturę albo zasłonić dolną część wyświetlacza. Jeśli Gjallar faktycznie jest niski i zgrabny, trafia w realną potrzebę.
RGB pozostaje kwestią gustu. Dla części osób będzie spójnym elementem stanowiska ROG, dla innych pierwszą opcją do wyłączenia. Dobrze, że można nim zarządzać z huba, bo technologia jest najprzyjemniejsza wtedy, gdy nie wymaga proszenia jej o zachowanie podstawowego umiaru.
Czy około 2100 zł za dźwięk przy komputerze ma sens?
To cena, przy której ROG Gjallar będzie musiał udowodnić więcej niż tylko efektowny wygląd. Za podobne pieniądze można złożyć bardzo dobry zestaw stereo na biurko, kupić mocne słuchawki gamingowe i nadal mieć budżet na mikrofon albo sięgnąć po klasyczny soundbar do telewizora. Gjallar ma przewagę wtedy, gdy priorytetem jest kompaktowa forma, jedno urządzenie obsługujące kilka źródeł, subwoofer ustawiony poza blatem oraz łatwe sterowanie.
Nie kupowałabym go wyłącznie dla samego Dolby Atmos, bo to funkcja podatna na marketingowe uproszczenia i ograniczenia niewielkiej przestrzeni. Bardziej przekonuje mnie idea desktopowego centrum audio: belka pod monitorem, subwoofer pod biurkiem, szybka regulacja pod ręką i mniej kabla w zasięgu wzroku. Jeśli Asus dopracuje brzmienie, opóźnienia w trybie bezprzewodowym i kompatybilność z pecetem oraz konsolami, ROG Gjallar może być jednym z tych gadżetów, które na papierze wydają się zbyt luksusowe, a po kilku tygodniach trudno sobie wyobrazić bez nich stanowisko.
Rynek gamingowych akcesoriów przez lata uczył nas, że każda rzecz musi świecić, mieć agresywną nazwę i obiecywać przewagę w rozgrywce. Gjallar przynajmniej celuje w bardziej dojrzałą potrzebę: komfort korzystania z komputera poza samą rywalizacją. I to akurat wydaje mi się kierunkiem znacznie ciekawszym niż kolejny gadżet, który mierzy liczbę kliknięć na sekundę.

