Harley-Davidson przez dekady tak skutecznie zbudował własny świat ciężkich cruiserów, chromu i spokojnego bicia widlastego V-twina, że cafe racer z jego logo nadal wygląda jak drobna prowokacja. A jednak właśnie dlatego projekt RMCR przyciąga uwagę. W czasach, gdy rynek motocykli coraz wyraźniej dzieli się między turystyczne kolosy, miejskie zabawki i maszyny do wszystkiego, zwinny, agresywny Harley z niską kierownicą może okazać się czymś znacznie ważniejszym niż kolejnym wariantem stylistycznym.
Marka zgłosiła w amerykańskim urzędzie patentowym znaki towarowe RMCR oraz RMXR. Pierwszy skrót odnosi się do cafe racera, drugi prawdopodobnie do flat trackera. Sama rejestracja nazwy nie stanowi jeszcze biletu do salonów, bo producenci potrafią zabezpieczać oznaczenia na długo przed podjęciem ostatecznej decyzji. Trudno jednak zignorować moment tego ruchu. Harley-Davidson pokazał już RMCR jako dopracowany koncept, a teraz formalnie porządkuje jego nazwę razem z blisko spokrewnionym RMXR. To wygląda jak przygotowanie gruntu, nie jak jednorazowy szkic na potrzeby mediów społecznościowych.
Cafe racer, którego Harley dawno nie miał
Ostatnim seryjnym cafe racerem tej marki był XLCR z końca lat 70. Motocykl dziś kultowy, wtedy przyjęty znacznie chłodniej niż chcieliby jego twórcy. Był czarny, niski, sportowo obudowany i wyraźnie odstawał od wizerunku Harleya, który klienci znali oraz cenili. Historia bywa przewrotna: po niemal 50 latach firma znów zagląda do tej samej szuflady, ale ma już narzędzia, których wtedy zwyczajnie nie posiadała.
RMCR ma korzystać z platformy Revolution Max 1250, tej samej rodziny napędowej, która pracuje w Pan America i Sportsterze S. To ważniejsza informacja, niż może się wydawać. Współczesny Harley nie musi budować sportowego charakteru samym wyglądem. Chłodzony cieczą silnik o pojemności 1252 cm3 rozwija w Sportsterze S 121 KM i 127 Nm, a jego konstrukcja jest elementem nośnym motocykla. Pozwala ograniczyć masę, usztywnić całość i zaprojektować proporcje dalekie od klasycznego cruisera.
W praktyce RMCR miałby szansę prowadzić się jak nowoczesna maszyna sportowo-uliczna, a nie jak stylizowany motocykl, który po pierwszych kilku zakrętach przypomina właścicielowi o swoim nostalgicznym rodowodzie. I właśnie tego po nim oczekuję. Cafe racer ma być trochę wymagający, ale powinien dawać kierowcy precyzję, stabilność i poczucie bezpośredniego kontaktu z asfaltem. Sam clip-on przykręcony do motocykla jeszcze nikogo nie uczynił bohaterką nocnego przejazdu przez miasto.

Carbon, Brembo i Akrapovič, czyli koncept bez skromności
Pokazany wcześniej prototyp RMCR nie pozostawiał wątpliwości co do ambicji projektu. Pojawiły się elementy z włókna węglowego, ostro narysowane owiewki, hamulce Brembo i układ wydechowy Akrapovič w konfiguracji dwa w dwa. Wyglądało to bardziej jak motocykl gotowy na sesję prasową po całym sezonie wyścigowym niż bezpieczny zwiastun przyszłego katalogu.
Oczywiście część takich ozdobników może przepaść po drodze do seryjnej produkcji. Włókno węglowe bywa pierwszą ofiarą kalkulatora, a markowe wydechy często lądują w pakiecie akcesoriów. Nie miałabym o to wielkiego żalu, jeśli finalny motocykl zachowa proporcje, lekkość wizualną i porządne komponenty podwozia. W tym segmencie klient szybko wyczuwa różnicę między detalem, który ma wspierać jazdę, a detalem dodanym po to, by motocykl lepiej wyglądał w konfiguratorze.
Harley ma też powód, aby nie oszczędzać przesadnie na hamulcach i zawieszeniu. Użytkownicy Revolution Max znają potencjał tego silnika. Jeśli RMCR dostanie bardziej sportową geometrię, krótszy rozstaw osi i odpowiednio dobrane opony, jego mechanika może wreszcie dostać nadwozie, które mówi tym samym językiem. Sportster S jest efektowny i mocny, lecz wciąż nosi w sobie gen cruisera. RMCR mógłby pójść dalej, z mniejszym kompromisem dla pozycji za kierownicą i większym dla stylu jazdy.

RMXR ma sens, bo Harley pamięta o torze
Druga z zabezpieczonych nazw, RMXR, wskazuje na flat trackera. To akurat kierunek, który ma dla Harleya znacznie głębsze uzasadnienie niż przypadkowa moda. Marka od dawna jest obecna w amerykańskich wyścigach na owalach ziemnych, a sportowa legenda XR750 nadal ma w tym świecie ciężar większy niż wiele współczesnych premier. Flat tracker na bazie Revolution Max mógłby wykorzystać to dziedzictwo bez udawania repliki z muzeum.
Widziałabym w takim duecie logiczny plan. RMXR odwoływałby się do wyścigowej przeszłości i bardziej surowej, mechanicznej estetyki. RMCR byłby jego asfaltowym krewniakiem, skierowanym do osób, które chcą motocykla o wyrazistym charakterze, ale nie planują poświęcać weekendów na szukanie szutrowego owalu. Wspólna platforma oznaczałaby łatwiejszą produkcję, wspólne części i sensowniejszy rachunek ekonomiczny. Dla klienta różnica między modelami nie powinna kończyć się na innym kształcie siedzenia.
Back to Bricks potrzebuje motocykli z wyraźnym powodem istnienia
Projekty wpisują się w strategię Back to Bricks, przez którą Harley-Davidson chce wzmocnić podstawową ofertę, relacje z dealerami i doświadczenie właścicieli. Brzmi to korporacyjnie, ale pod spodem kryje się dość prosty problem: marka potrzebuje motocykli, które potrafią wyciągnąć do salonu człowieka niekoniecznie marzącego o wielkim baggerze albo klasycznym cruiserze.
Pan America udowodniła, że firma potrafi wejść na obcy sobie teren adventure bez kompletnej kompromitacji. Sportster S pokazał zaś, że Revolution Max daje Harleyowi nowy język techniczny. RMCR byłby sprawdzianem czegoś jeszcze trudniejszego: czy amerykańska legenda umie stworzyć motocykl lżejszy wizualnie, bardziej precyzyjny i skierowany do innego typu emocji, nadal zachowując własną tożsamość.
To zadanie wymaga odwagi także po stronie sieci dealerskiej. Klientka oglądająca cafe racera będzie pytała o ergonomię, elektronikę, serwis, opony, szybkie zmiany kierunku i realne zachowanie motocykla poza parkingiem. Harley powinien być gotowy na te pytania. Dobra maszyna tego typu nie sprzedaje się wyłącznie przez logo na zbiorniku. Sprzedaje się przez krótką jazdę próbną, po której człowiek wraca z szerokim uśmiechem i bardzo podejrzanym zainteresowaniem ofertą finansowania.
Warto poczekać na wersję seryjną
Na razie RMCR pozostaje obietnicą, a nie produktem z ceną, homologacją i datą dostaw. Warto zachować ten zdrowy dystans, szczególnie wobec konceptu tak efektownego jak ten. Mimo to zgłoszenie znaków RMCR i RMXR sugeruje, że Harley-Davidson nie porzucił pomysłu po pierwszej fali zachwytów nad renderami.
Jeśli projekt trafi do produkcji w rozsądnie odważnej formie, może być ważniejszy niż kolejny model w dobrze znanej rodzinie. Harley nie potrzebuje nagle zmieniać się w europejską markę sportową. Potrzebuje jednak pokazać, że jego nowoczesna technologia ma więcej zastosowań niż tylko przewożenie tradycji w nowym opakowaniu. RMCR ma na to szansę. I przyznam, że po długim czasie bardziej ciekawi mnie Harley z niską kierownicą oraz karbonową owiewką niż następna interpretacja motocykla do dostojnego toczenia się przez bulwary.

