Galaxy Watch ma wybrać trening za nas. Wygodne, ale abonament już czeka

Od lat zegarki sportowe potrafią powiedzieć, że źle spałyśmy, miałyśmy wysokie tętno spoczynkowe i zbyt ambitnie potraktowałyśmy wczorajszy trening. Samsung chce pójść o krok dalej: Galaxy Watch ma wkrótce podpowiadać, co konkretnie zrobić dzisiaj. Przyznam, że ta wizja trafia we mnie mocniej niż kolejny wykres stresu, który tylko elegancko dokumentuje fakt, że życie bywa męczące.

Nowa funkcja powstaje we współpracy Samsunga z iFIT, firmą kojarzoną z platformą treningową i sprzętem fitness. W aplikacji Samsung Health ma pojawić się iFIT Personal Trainer z mechanizmem Tailor, czyli trenerem wykorzystującym AI do układania ćwiczeń i tygodniowych planów. Zegarek ma dostarczać dane, a system ma przełożyć je na decyzję znacznie bardziej użyteczną niż lakoniczny komunikat o konieczności odpoczynku.

To jest kierunek, w którym wearables powinny iść od dawna. Nadgarstek zbiera drobne ślady naszej kondycji przez całą dobę, lecz zwykle oddaje je w formie liczb, kolorowych pierścieni i ocen, z których użytkowniczka ma samodzielnie wyciągnąć sensowny wniosek. A po pracy, przy ograniczonym czasie i z energią na poziomie rozładowanego powerbanku, właśnie wyciąganie wniosków okazuje się najmniej atrakcyjną częścią aktywności.

Zegarek przestaje być kronikarzem wysiłku

Tailor ma korzystać z informacji o celach, obecnej formie, historii treningów, dostępnej ilości czasu i miejscu ćwiczeń. Kluczowe będą jednak dane zdrowotne z Galaxy Watcha: sen, tętno oraz wskaźniki regeneracji, które Samsung zamierza uwzględnić w swoim Fitness Index. W efekcie aplikacja może uznać, że po słabej nocy rozsądniejsza będzie joga, mobilność albo spokojna jazda na rowerze, zamiast kolejnej sesji HIIT, której ambitny plan domaga się wyłącznie dlatego, że jest wtorek.

Brzmi to banalnie, ale w praktyce właśnie ta warstwa interpretacji może odróżnić przydatnego cyfrowego trenera od rozbudowanej biblioteki wideo. Biblioteki treningów są dziś wszędzie. Problem polega na tym, że po otwarciu aplikacji wciąż trzeba wybrać coś samodzielnie, a wybór po dwunastu godzinach pracy często kończy się przewijaniem miniaturek i zamknięciem aplikacji. Jeśli system poda gotowy, dopasowany plan na 25 minut, próg wejścia wyraźnie spadnie.

iFIT deklaruje dostęp do treningów przygotowanych przez zespół 180 trenerów. Oferta ma obejmować trening siłowy, HIIT, jazdę na rowerze, jogę, pilates i sesje mindfulness. Liczba trenerów sama w sobie niewiele mnie porusza, bo nikt nie ćwiczy dla imponującej tabelki kadrowej. Ważniejsze jest to, czy algorytm nie będzie wrzucał użytkowniczki w przypadkowy miks modnych aktywności i czy dopasowanie faktycznie uwzględni ostatnie obciążenia.

Plan ma się zmieniać razem z życiem

Samsung i iFIT obiecują, że rekomendacje będą aktualizowane wraz z ukończonymi treningami, regeneracją i zmianą rutyny. Do tego system ma uwzględniać miejsce: ćwiczenia w domu, pobyt w podróży czy trening na szlaku. To akurat rozumiem bardzo dobrze. Tradycyjny plan treningowy potrafi wyglądać jak dokument z idealnego świata, w którym każdy ma wolną siłownię, identyczny rytm tygodnia i ani jednego wyjazdu służbowego.

Technologia ma szansę być użyteczna wtedy, gdy umie przyjąć do wiadomości, że w hotelowym pokoju nie ma sztangi, a w poniedziałkowy wieczór zostało nam 18 minut, nie 60. Właśnie w takich momentach automatyczne dostosowanie planu ma większą wartość niż kolejny rekord liczby kroków. iFIT zapowiada też kamienie milowe, serie aktywności i rozpoznawanie osiągnięć. To standard współczesnych aplikacji fitness, miejscami wręcz ich obowiązkowa warstwa cukrowej posypki, ale u części osób może pomóc utrzymać rytm.

Warto też pamiętać, że rekomendacja treningu nie jest diagnozą medyczną. Zegarek analizuje wskaźniki pośrednie, podatne na błędy pomiaru, nietypowy dzień, alkohol, stres czy zwykłe źle założone urządzenie. Dobry trener AI powinien więc raczej proponować i wyjaśniać, niż wydawać rozkazy. Jeżeli ciało wysyła wyraźne sygnały bólowe albo pojawiają się problemy zdrowotne, sympatyczny komunikat z nadgarstka nie zastąpi konsultacji ze specjalistą.

Samsung Health dostaje wreszcie konkretną rolę

Platformy zdrowotne producentów smartfonów od dawna gromadzą masę danych, a jednak często przypominają dobrze uporządkowaną szufladę, do której zaglądamy raz na miesiąc. Integracja z iFIT może dać Samsung Health bardziej wyraźne zadanie: stać się miejscem, które zamienia pomiary w działanie. Treningi i plany mają być dostępne właśnie w aplikacji Samsunga na kompatybilnych urządzeniach Galaxy.

To też rozsądny ruch w rywalizacji z Garminem, Apple, Fitbit i całym rynkiem aplikacji subskrypcyjnych. Dane o śnie, aktywności i gotowości do wysiłku przestały być wyróżnikiem, bo oferuje je coraz więcej zegarków. Wyróżnikiem staje się odpowiedź na pytanie: co mam z tym zrobić? Samsung nie buduje od zera całego katalogu profesjonalnych treningów, lecz dokłada do własnego ekosystemu partnera, który już posiada treści i doświadczenie w fitnessie połączonym z technologią.

Rozszerzoną współpracę pokazano przy okazji Galaxy Watch 9 i Galaxy Watch Ultra 2. Pierwszy ma pełnić rolę codziennego zegarka zdrowotno-sportowego, a wariant Ultra 2 celuje mocniej w outdoor dzięki baterii 800 mAh, metrykom biegu terenowego, wskazówkom dotyczącym nawodnienia i obsłudze rekreacyjnego nurkowania. Personalny trener może jednak okazać się ważniejszy dla zwykłej użytkowniczki Watcha 9 niż najbardziej efektowny parametr Ultra. Większość z nas częściej walczy o regularny spacer i sensowny trening po pracy niż o analizę górskiego przewyższenia.

Wygoda będzie płatna, a Polska poczeka

Jest jednak haczyk, którego nie warto omijać drobnym drukiem. iFIT Personal Trainer nie stanie się bezpłatną funkcją Samsung Health. Będzie wymagał płatnego członkostwa iFIT, dostępnego miesięcznie lub rocznie bezpośrednio w aplikacji. Kwot subskrypcji jeszcze nie podano, więc trudno uczciwie ocenić opłacalność. Można za to przewidzieć, że część posiadaczek drogiego zegarka przyjmie kolejną opłatę chłodno. Rynek wearables coraz częściej sprzedaje sprzęt raz, a jego bardziej interesujące możliwości wypożycza co miesiąc.

Druga sprawa dotyczy dostępności. Pierwsze wdrożenie zaplanowano na później w 2026 roku w Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej i Indiach. Pozostałe rynki objęte partnerstwem mają otrzymać funkcję w 2027 roku. Dla polskich użytkowniczek oznacza to oczekiwanie oraz brak pewności co do lokalnej dostępności, języka treningów i ostatecznej listy zgodnych modeli.

Mam mieszane uczucia wobec kolejnego AI, które chce organizować mój dzień, ale w tym przypadku sceptycyzm jest mniejszy niż zwykle. Zegarek, który po prostu odnotowuje gorszy sen, bywa trochę jak znajoma wysyłająca po fakcie screen z prognozą pogody. Zegarek, który na tej podstawie proponuje krótszy, lżejszy trening dopasowany do mojego czasu i miejsca, zaczyna być narzędziem z realnym sensem. Pozostaje liczyć, że Samsung i iFIT dopilnują jakości rekomendacji, prywatności danych oraz ceny, która nie zamieni troski o formę w kolejny stały rachunek do opłacenia.