Ugreen Nexode Pro 160W chowa kabel w ładowarce. I wreszcie rozwiązuje problem, który wszyscy znamy

Przez lata producenci ładowarek ścigali się głównie na waty i liczbę złączy, a użytkownik i tak przed wyjściem z domu szukał odpowiedniego kabla po dnie plecaka. Ugreen Nexode Pro 160W odwraca tę drobną, lecz codziennie irytującą logikę: przewód USB-C jest częścią ładowarki i można go po prostu wysunąć wtedy, gdy jest potrzebny. Przyznaję, że to detal, który przemawia do mnie mocniej niż kolejny rekord mocy zapisany wielką cyfrą na obudowie.

Premiera globalna została zapowiedziana na 30 lipca 2026 roku. Nowy model dołącza do rodziny Nexode Pro, ale zamiast kopiować niedawno pokazany pięcioportowy wariant 160 W, wybiera własną drogę. Ma trzy fizyczne gniazda – dwa USB-C i jedno USB-A – oraz zintegrowany, zwijany kabel USB-C. W praktyce pozwoli zasilać do czterech urządzeń naraz, zachowując znacznie bardziej uporządkowany zestaw podróżny.

Kabel, którego nie da się zostawić na hotelowym biurku

Wysuwany przewód w ładowarce brzmi jak funkcja z kategorii tych, które ktoś powinien był wdrożyć dawno temu. Oczywiście zastrzeżenie jest ważne: jeden wbudowany kabel nigdy nie zastąpi wszystkich kabli. Jeśli mamy zegarek, aparat, urządzenie ze starszym złączem albo telefon wymagający innej końcówki, nadal trzeba coś ze sobą zabrać. Mimo to dla laptopa, telefonu, tabletu czy przenośnej konsoli USB-C taki przewód może być podstawowym ratunkiem w sytuacji, gdy torba została spakowana w pośpiechu.

Ugreen deklaruje, że zarówno zwijany kabel, jak i pierwszy port USB-C obsługują ładowanie do 140 W. To istotna wartość przede wszystkim dla wydajnych laptopów i części komputerów z USB-C Power Delivery 3.1. Smartfon nie skorzysta z niej w pełni, ale też nie musi. Znaczenie ma zapas oraz swoboda podłączenia większego sprzętu bez wyciągania osobnego zasilacza z kieszeni plecaka.

Moc całkowita wynosi 160 W, więc przy czterech podłączonych urządzeniach trzeba liczyć się z jej podziałem. To normalne dla kompaktowych ładowarek wieloportowych i warto patrzeć na nie bez marketingowej mgły: 140 W nie popłynie jednocześnie przez kabel, drugi port USB-C i pozostałe złącza. W zamian dostajemy jedno źródło energii dla całego biurka albo hotelowego stolika, a nie małą kolekcję kostek zajmujących każdy wolny kontakt.

Mniej portów, ale bardziej sensowny układ

W katalogu Ugreen jest już Nexode Pro 160W X774 z pięcioma portami. Nowość ma ich mniej, co na papierze może wyglądać jak krok wstecz. Tyle że wbudowany przewód jest w tym układzie czymś więcej niż kolejnym portem. To gotowa ścieżka do najczęściej ładowanego urządzenia. Nie trzeba wpinać kabla, nie trzeba pamiętać, gdzie go odłożyłam, i nie trzeba walczyć z plątaniną przewodów tuż przed wysiadką z pociągu.

Ten kompromis wydaje mi się rozsądny. Pięć złączy doceni ktoś, kto codziennie urządza małą stację ładowania dla rodziny albo obsługuje zestaw laptop plus telefon plus tablet plus słuchawki plus powerbank. Dla jednej osoby pracującej mobilnie cztery jednocześnie zasilane sprzęty są już liczbą niemal demonstracyjną. Częściej liczy się porządek, szybki dostęp i gabaryt, którego nie traktuje się jak dodatkowej cegły w bagażu podręcznym.

Z oficjalnych materiałów wynika też, że obudowa będzie smuklejsza wizualnie od bardziej portowego odpowiednika. Dopiero realne wymiary i masa powiedzą, czy to rzeczywista przewaga, czy wyłącznie dobre zdjęcia produktowe. Przy ładowarce o mocy 160 W nie oczekuję konstrukcji wielkości pudełka po miętówkach. Oczekuję jednak, że zastąpi co najmniej dwa zasilacze i jeden luźny kabel. Wtedy jej obecność w torbie przestaje być fanaberią.

Wi-Fi w ładowarce: wygoda czy kolejna aplikacja do wszystkiego?

Nowy Nexode Pro 160W ma też obsługiwać aplikację i łączność Wi-Fi. Dzięki temu użytkowniczka lub użytkownik będzie mógł zdalnie monitorować pracę ładowarki. Ugreen najwyraźniej chce przenieść do kategorii zasilaczy odrobinę logiki znanej z inteligentnych listew, gniazdek oraz domowego zarządzania energią.

Podchodzę do tego z umiarkowanym zaciekawieniem. Podgląd stanu ładowania może przydać się na biurku, zwłaszcza gdy urządzenie zasila kilka sprzętów, a my chcemy sprawdzić, czy laptop rzeczywiście pobiera energię. Może mieć też sens w domowym stanowisku pracy, gdzie zasilacz zostaje podłączony na stałe. Jednak w podróży Wi-Fi często jest ostatnią rzeczą, o której chcę myśleć. Lotniskowe sieci, hotelowe logowanie przez stronę powitalną i aplikacja wymagająca konta potrafią skutecznie zamienić prosty przedmiot w mały projekt informatyczny.

Tu pojawia się także sprawa prywatności i bezpieczeństwa. Ładowarka sieciowa nie powinna wymagać połączenia z internetem, aby normalnie przekazywać energię. Funkcje sieciowe muszą pozostać dodatkiem, łatwym do pominięcia bez utraty kluczowych możliwości. Dobrze byłoby również, aby producent jasno opisał, jakie dane trafiają do aplikacji, czy aktualizacje firmware’u są obowiązkowe i jak długo sprzęt będzie wspierany. W gadżetach podłączonych do Wi-Fi te pytania przestały być przesadną ostrożnością.

Liczy się też trwałość mechanizmu

Wbudowany, zwijany kabel ma jedną oczywistą przewagę i jedno równie oczywiste ryzyko. Przewaga to wygoda. Ryzyko dotyczy zużycia przewodu oraz mechanizmu zwijającego. W klasycznej ładowarce uszkodzony kabel wymieniamy za kilkadziesiąt złotych. Tutaj trwałość stałego elementu będzie wpływać na wartość całego urządzenia. Przed zakupem sprawdziłabym więc długość przewodu, liczbę deklarowanych cykli zwijania, jakość odciążenia przy końcówce USB-C i warunki gwarancji.

To nie przekreśla samego pomysłu. Przeciwnie, im bardziej praktyczna funkcja, tym bardziej zależy mi na dobrym wykonaniu. Wysuwany kabel nie powinien być traktowany jak zabawka na pierwszy tydzień po zakupie. Ma przetrwać setki poranków, kilka nerwowych odpraw na lotnisku i wiele sytuacji, w których ktoś pociągnie go odruchowo zbyt mocno, bo gniazdko znalazło się akurat za kanapą.

Ładowarka, która rozumie mobilność

Ugreen Nexode Pro 160W wygląda na urządzenie pomyślane dla osób, które naprawdę noszą technologię ze sobą, a nie tylko układają ją estetycznie na biurku. Wysoka moc daje perspektywę obsługi laptopa, trzy dodatkowe punkty ładowania pozwalają dzielić energię między resztę ekwipunku, a schowany przewód usuwa jeden z najbardziej banalnych powodów technologicznej frustracji.

Nie znamy jeszcze ceny ani pełnej specyfikacji podziału mocy dla wszystkich portów, więc z oceną opłacalności trzeba poczekać. Jeśli jednak Ugreen nie przesadzi z ceną i dopracuje trwałość kabla, może powstać jedna z tych ładowarek, które szybko przestaje się zauważać – ponieważ po prostu zawsze są gotowe. A w kategorii akcesoriów to chyba najuczciwszy komplement.