W świecie terenówek przez lata obowiązywała dość prosta paleta: czerń, szarość, piaskowy beż i od czasu do czasu wojskowa zieleń. Ford najwyraźniej uznał, że właściciel Bronco może mieć dość kamuflażu i wypuścił Desert Rising Edition – serię, w której pustynny krajobraz Utah przefiltrowano przez bardzo wyraźną magentę. Efekt jest odważny, chwilami niemal bezczelny, ale przynajmniej nie udaje kolejnej anonimowej wersji wyposażenia z czarnym pakietem stylistycznym.
Limitowany zestaw przygotowano w ramach Ford Custom Garage, czyli fabrycznego programu dla osób, które chcą zmieniać samochód, lecz nie mają ochoty prowadzić rozmów o gwarancji z serwisem po wizycie w niezależnym warsztacie. To istotny szczegół, bo właśnie tu kryje się sens całego przedsięwzięcia. Bronco Desert Rising jest demonstracją tego, że personalizacja może być równie spektakularna jak katalogowe modyfikacje z rynku wtórnego, a jednocześnie mieć formalne błogosławieństwo producenta.
Magenta zamiast kolejnego czarnego pakietu
Punktem wyjścia jest Ford Bronco Outer Banks z pakietem Sasquatch. Oznacza to 35-calowe opony terenowe i zawieszenie o zwiększonym prześwicie, więc pod intensywnymi dekoracjami stoi samochód, który faktycznie ma podstawy do jazdy poza asfaltem. Desert Rising można zamówić w kolorze Oxford White, Shadow Black, Avalanche Gray lub Ruby Red. Szczególnie biały lakier tworzy kontrast z magentą tak mocny, że auto wygląda trochę jak projekt z konfiguratora, w którym ktoś celowo zignorował głos rozsądku.
Magentowe są akcenty na grillu i oznaczeniach, a chętni mogą dobrać abstrakcyjne grafiki inspirowane pustynnymi pejzażami Utah. W kabinie motyw ciągnie się dalej: dwukolorowa skóra Katzkin w czerni, magentowe przeszycia i panele, dopasowane uchwyty oraz elementy wykończenia. Na konsoli środkowej pojawia się numerowana plakietka. Przy limicie 1000 sztuk ma ona więcej sensu niż w wielu pseudolimitowanych edycjach, które różnią się od zwykłego auta jedną naklejką i ceną.
Mam mieszane uczucia wobec tej estetyki, choć akurat nie jest to zarzut. Nie kupiłabym Bronco Desert Rising dla siebie, bo intensywny róż na terenówce szybko staje się decyzją komunikowaną każdemu przechodniowi. Rozumiem jednak, dlaczego Ford poszedł właśnie w tę stronę. Segment aut terenowych urósł dziś także na widoczności, zdjęciach i potrzebie odróżnienia własnego egzemplarza od pięciu podobnych stojących pod centrum handlowym. Magenta załatwia sprawę skuteczniej niż kolejny zestaw czarnych emblematów.

Fabryczna personalizacja ma praktyczną przewagę
Ford podaje, że blisko połowa klientów chce modyfikować swoje samochody. Trudno się temu dziwić: w przypadku Bronco część właścicieli traktuje auto jako bazę do budowy własnej konfiguracji, a nie gotowy produkt. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy dodatkowe oświetlenie, zawieszenie, osłony czy wydech montuje przypadkowy warsztat. Kompatybilność bywa loterią, a odpowiedzialność za późniejsze usterki potrafi zamienić się w mały serial proceduralny.
Pakiety Ford Custom Garage korzystają z części Ford Racing i akcesoriów dopasowanych do konkretnego modelu. Mogą je zamontować dealerzy albo mechanicy z certyfikatem ASE. Jeśli instalację wykonuje uprawniony podmiot, zestawy objęte są trzyletnią gwarancją lub limitem 36 tysięcy mil, czyli około 58 tysięcy km. Dla użytkownika oznacza to mniej ryzyka przy zakupie i prostszą drogę serwisową. W samochodzie projektowanym do błota, kamieni i holowania to argument znacznie poważniejszy niż sam kolor przeszyć.

50 tysięcy złotych za wyróżnienie się
Pakiet Desert Rising kosztuje 13 695 dolarów, czyli około 50 tysięcy zł, i jest dopłatą do ceny Bronco Outer Banks Sasquatch. To suma, przy której rozsądnie jest na chwilę odłożyć zachwyt nad wyjątkową plakietką. Klient dostaje jednak nie tylko dekorację, lecz także samochód skonfigurowany w ramach fabrycznego programu oraz ograniczoną dostępność. Zamówienia ruszają 27 lipca 2026 roku, a Ford wyprodukuje 1000 egzemplarzy.
Cena nadal wydaje się wysoka, zwłaszcza że Bronco już w wersji bazowej nie należy do tanich aut. Z perspektywy osoby, która mogłaby samodzielnie składać terenową konfigurację, część tej kwoty dałoby się zapewne przeznaczyć na bardziej funkcjonalne dodatki. Tyle że Desert Rising nie celuje w kalkulatorową perfekcję. To propozycja dla kierowcy, który chce mieć gotowy, spójny projekt i wie, że wygląd jest tu równie ważny jak dzielność w terenie.

To dopiero początek serii Horizon
Desert Rising otwiera serię Horizon, a Ford już zapowiada kolejny pakiet Bronco ORV. Ten będzie wyraźnie bliżej cięższego off-roadu: amortyzatory Fox HOSS 3.0, lift zawieszenia, przednia płyta ochronna z Bronco Raptor, osłona zbiornika paliwa, wzmocniona pokrywa tylnego mechanizmu różnicowego i poszerzenia nadkoli Havoc mają pomóc tam, gdzie atrakcyjna grafika dawno przestaje mieć znaczenie. Do tego dochodzą 17-calowe czarne felgi Weld pod 35-calowe opony, podniesiony układ wydechowy Borla i zestawy świateł RIGID Industries.
Pakiet ORV wyceniono na 16 499 dolarów, czyli około 60 tysięcy zł. Brzmi drogo, ale w tym przypadku lista mechanicznych dodatków mocniej uzasadnia wydatek niż sama specjalna kolorystyka. Widać też, że Ford próbuje zagospodarować dwie potrzeby jednocześnie: jedni chcą Bronco, które będzie wyglądało jak indywidualny projekt, drudzy oczekują fabrycznie złożonego zestawu do naprawdę trudniejszej jazdy.

Bronco dla tych, którzy nie chcą zniknąć w tle
Desert Rising raczej nie przekona sceptyków limitowanych edycji. I dobrze, bo nie musi. W motoryzacji wciąż jest miejsce na samochody, które są trochę nadmiarowe, wyraziste i świadomie nieuniwersalne. Ford przynajmniej połączył ten ekstrawagancki kostium z konkretnym zapleczem technicznym Sasquatch oraz ochroną gwarancyjną, zamiast kończyć temat na zestawie naklejek.
Właśnie dlatego patrzę na ten Bronco z większą sympatią, niż początkowo zakładałam. Magenta jest tu kwestią gustu, a gust bywa polem bez rozejmu. Znacznie ważniejsze, że producent dostrzegł prostą prawdę o współczesnych kierowcach: wiele osób chce samochodu bardziej własnego, ale nie chce jednocześnie zostać własnym działem testów i reklamacji. Jeśli Ford Custom Garage utrzyma jakość wykonania, Horizon może okazać się ciekawszym kierunkiem niż kolejna seria lakierów i plakietek.


