Są rowerowe komponenty, które kupuje się po to, by jeździć szybciej, i są takie, które ogląda się z fascynacją, wiedząc, że rozsądek właśnie wyszedł z pomieszczenia. Nowe koła Tune Nano Road i Nano CS Road należą trochę do obu grup. Niemiecka marka proponuje zestawy ważące od 1180 g za parę, z dopracowanym rozwiązaniem dla karbonowych szprych i ceną, przy której zwykła waga kuchenna nagle staje się sprzętem do bardzo drogich pomiarów.
W ofercie znalazły się po trzy wysokości obręczy: 35, 45 i 60 mm. Nano Road korzystają z 24 stalowych szprych Sapim, a Nano CS Road z 20 szprych z włókna węglowego o wysokim module. Na papierze różnica wydaje się prosta: karbon oznacza mniej masy. W praktyce właśnie w miejscu mocowania tych szprych kryje się problem, nad którym konstruktorzy takich kół zwykle spędzają więcej czasu niż nad samą tabelą z wagą.
Karbonowa szprycha nie lubi kompromisów
Stalowa szprycha potrafi wiele wybaczyć. Podczas zaplatania i pracy koła może minimalnie się ugiąć, znieść niewielkie odchylenie od osi, a nawet skorygować drobne niedoskonałości układu. Karbonowa jest pod tym względem znacznie bardziej kapryśna. Jest lekka i sztywna, ale źle znosi wymuszanie kąta, pod którym łączy się z piastą i obręczą. Nadmierne naprężenia mogą prowadzić do jej uszkodzenia.
Tune opracowało więc opatentowane, kulowo frezowane gniazdo w piaście. Główka karbonowej szprychy może się w nim obracać i samoczynnie ustawić w kierunku obręczy. Sens tego rozwiązania jest bardzo konkretny: jedna konstrukcja piasty ma współpracować z większą liczbą profili obręczy, bez wciskania szprych w sztywno narzuconą geometrię. Dotąd producenci często musieli projektować osobne piasty pod konkretną głębokość obręczy, jeśli chcieli zachować idealne prowadzenie karbonowych szprych.
To detal, którego właściciel raczej nie będzie podziwiać przy porannej kawie. Powinien jednak przełożyć się na mniejsze ryzyko przeciążania szprych, lepszą trwałość układu i możliwość budowania bardzo lekkich kół bez nadmiernego mnożenia wariantów części. W świecie ultralekkich komponentów lubię właśnie takie innowacje: mniej efektowne od holograficznego lakieru, za to rozwiązujące realne ograniczenie inżynierskie.

1180 g brzmi pięknie, ale warto wiedzieć, za co płacimy
Najlżejszy komplet Tune Nano CS Road 35 ma według deklaracji ważyć 1180 g. Wersje 45 i 60 mm mają osiągać odpowiednio 1250 i 1350 g. Producent zaznacza tolerancję 3%, co przy tak niskiej masie jest uczciwszym podejściem niż traktowanie katalogowej liczby jak wyroku fizyki. Dla porównania, Nano Road ze stalowymi szprychami mają ważyć 1280, 1340 oraz 1440 g. Karbonowy wariant oszczędza zatem około 100 g.
Sto gramów na kołach ma znaczenie, zwłaszcza dla zawodniczki ścigającej się na pagórkowatych trasach albo dla osoby, która z równą gorliwością waży rower i analizuje segmenty w aplikacji. Nie udawałabym jednak, że dla większości amatorek i amatorów będzie to zmiana o dramatycznie odczuwalnej skali. Dobrze dobrane opony, właściwe ciśnienie i pewność prowadzenia w zakręcie zwykle przynoszą więcej w codziennej jeździe niż pogoń za setką gramów. Tune zdaje się to rozumieć, bo nie sprowadza Nano wyłącznie do odchudzania.
Wszystkie obręcze mają 24 mm szerokości wewnętrznej oraz 32 mm zewnętrznej i są przeznaczone do opon od 28 do 45 mm. To współczesna, użyteczna geometria, dobrze współpracująca z szerokimi oponami szosowymi. Większa objętość pozwala jeździć na niższym ciśnieniu, poprawia komfort i przyczepność, a przy okazji ogranicza straty energii na nierównej nawierzchni. Słowem: konstrukcja dla kogoś, kto rzeczywiście jeździ po drogach, a nie wyłącznie po asfalcie wymyślonym przez katalog.

Hak zostaje, a to akurat uspokaja
W czasach, gdy wokół bezhakowych obręczy wciąż krąży mnóstwo pytań o zgodność opon i limity ciśnienia, Tune zdecydowało się na klasyczny rant hooked. Nano obsługują tubeless, ale pozwalają też korzystać ze standardowych opon klincherowych z dętką. Dają również większą swobodę przy wyższym ciśnieniu oraz doborze konkretnych modeli ogumienia.
To może brzmieć jak zachowawczość, lecz dla mnie jest to zwyczajnie wygodna decyzja. Koła w cenie małego używanego roweru nie powinny zmuszać właścicielki do studiowania tabel kompatybilności przed każdym zakupem opony. Zwłaszcza że szeroka obręcz i opona 30 lub 32 mm są dziś rozsądnym punktem wyjścia dla szybkiej szosy, a nie egzotycznym eksperymentem.
Różnice między profilami również nie są przypadkowe. W Nano CS Road 45 i 60 Tune zastosowało symetryczne obręcze, szukając równowagi aerodynamiki i sztywności. Model 35 mm ma obręcze asymetryczne z przodu i z tyłu, ponieważ przy płytszym profilu producent uznał korzyści sztywnościowe za ważniejsze od ewentualnego zysku aerodynamicznego. To rozsądne rozróżnienie. Koło 35 mm często trafia do roweru na długie podjazdy, zmienną pogodę i trasy, gdzie boczny wiatr potrafi skutecznie odebrać radość z ambitnej aerodynamiki.
Szybki bębenek i jeszcze szybszy rachunek
Tylna piasta korzysta z mechanizmu Poetry z 69 punktami zazębienia, podczas gdy wcześniejsze koła Tune Yokto 4550 miały ich 40. Opcjonalnie można podnieść tę liczbę do 138. Szybsze zazębienie oznacza krótszy martwy ruch korby po ponownym rozpoczęciu pedałowania. Docenią je osoby jeżdżące techniczne podjazdy, szutrowe przełaje na szosie czy trasy pełne nawrotek, choć na równym odcinku korzyść będzie raczej subtelna niż objawiająca się nagłym przypływem watów.
Ceny wyraźnie ustawiają Nano w segmencie bezkompromisowego premium. Tune Nano Road kosztują od 2290 euro, czyli około 9900 zł, a Tune Nano CS Road od 2790 euro, czyli około 12 050 zł. Wymiana standardowych stalowych łożysk Enduro na ceramiczne Enduro XD-15 wymaga dopłaty 630 euro, czyli około 2720 zł. I właśnie tutaj kończy się romantyczna część opowieści o inżynierii, a zaczyna bardzo trzeźwa kalkulacja.
Ceramiczne łożyska w kołach za ponad 12 tysięcy złotych są dodatkiem, który potrafi idealnie trafić w marzenie o rowerze bez kompromisów. W realnym tempie większości szosowych przejażdżek ich przewaga będzie trudna do wyłapania bez laboratoryjnych warunków. Za tę dopłatę można kupić znakomity komplet opon na wiele sezonów, miernik mocy albo opłacić kilka wyjazdów, na których forma zyska więcej niż na katalogowym ulepszeniu łożysk. Trudno mi się dziwić, że Tune je oferuje, ale jeszcze trudniej uznać je za wybór racjonalny.
Produkt dla pasjonatek detalu, nie dla każdej szosy
Obręcze Nano mają certyfikację UCI, więc mogą trafić także do rowerów używanych w oficjalnym ściganiu. To ważne, bo marka celuje wyraźnie w ambitny segment szosowy, gdzie masa, aerodynamika i bezpośredniość napędu są rozliczane z każdej drobnej przewagi. Równocześnie szerokość obręczy, rant hooked i obsługa opon do 45 mm dają im więcej uniwersalności, niż sugerowałaby ekstremalnie niska waga.
Wciąż pozostaje pytanie o sens zakupu. Nano Road ze stalowymi szprychami wyglądają na bardziej pragmatyczny wybór: są nadal bardzo lekkie, kosztują mniej i bazują na łatwiejszym do obsługi rozwiązaniu. Nano CS Road są propozycją dla osób, które świadomie płacą za zaawansowaną technikę oraz za odzyskane 100 g. Mam wrażenie, że właśnie w tej szczerości tkwi ich urok. Tune nie sprzedaje tu cudownej recepty na szybszą jazdę. Sprzedaje dopieszczony, kosztowny element roweru, zaprojektowany dla ludzi, dla których mechanika koła bywa równie interesująca jak sama droga.
A to przecież też jest część kolarstwa. Jedni chcą po prostu jechać dalej, inni z przyjemnością zaglądają do wnętrza piasty, sprawdzają kąt szprych i liczą gramy. Nano CS Road powstały dla tej drugiej grupy. I choć sama przed ceramiczną dopłatą uciekłabym bez oglądania się za siebie, patentowane mocowanie karbonowych szprych naprawdę budzi mój techniczny szacunek.

