Trawnik ma wyglądać dobrze, a Ty masz o nim nie myśleć. W tym kierunku idą nowe kosiarki

Robotyczne kosiarki mają w sobie coś z obietnicy: oddaję czas z powrotem. Tyle że przez lata ta obietnica miała ukryty haczyk: żeby kosiarka mogła pracować sama, Ty najpierw musiałeś spędzić pół dnia na układaniu przewodu, planowaniu trasy, poprawkach i testach. W efekcie automatyzacja ogrodu zaczynała się od… ręcznej roboty.

Teraz narracja się odwraca. Na polski rynek wchodzi kolejna fala modeli Navimow, które stawiają na koszenie bez przewodu granicznego i na obsługę, która bardziej przypomina konfigurację smartfona niż prace ziemne w trawie. I to nie jest już temat tylko dla dużych ogrodów z budżetem, bo w ofercie pojawiają się rozwiązania celujące również w popularne, przydomowe metraże.

Zmiana, której nie widać na zdjęciach: wygoda zamiast instalacji

W całej dyskusji o robotach koszących łatwo utknąć w parametrach: ile metrów kwadratowych, jaka moc, jakie czujniki. A prawdziwy przełom jest bardziej prozaiczny: robot ma dać się uruchomić szybko i bez przebudowy ogrodu. Bez kabla oznacza, że granice trawnika stają się wirtualne – możesz je zmieniać w aplikacji, zamiast rozkopywać obrzeża.

To podejście rozwiązuje bardzo częsty problem ogrodu w ruchu. W jednym sezonie dochodzi nowa rabata, w drugim przenosisz trampolinę, w trzecim stawiasz domek narzędziowy. Klasyczny przewód robi się wtedy kulą u nogi, bo każda korekta to kolejne dłubanie w ziemi. Wirtualne strefy nie wymagają tej cierpliwości – i to jest różnica, którą czuć nie po tygodniu, tylko po kilku miesiącach.

Jest też drugi aspekt: koszenie zaczyna być czymś, co ustawiasz raz i obserwujesz tylko wtedy, gdy chcesz. To ważne, bo robot koszący nie ma być nowym hobby. Ma działać w tle, jak automatyczne aktualizacje – najlepiej bez Twojego udziału.

fot. Segway Navimow

LiDAR i świadomość otoczenia: dlaczego roboty muszą widzieć więcej niż trawę

Wbrew temu, co podpowiada intuicja, największym wrogiem robotów koszących nie jest wysoka trawa. Najgorsze są warunki, które wybijają z rytmu nawigację: cień pod koronami drzew, wąskie przejścia między rabatami, zakamarki przy tarasie, zbiegi ścieżek, nagłe przeszkody w postaci dziecięcej zabawki czy przewróconej donicy.

Tu właśnie wchodzi LiDAR i rozwiązania łączące różne metody orientacji. Chodzi o to, żeby robot nie gubił się w chwili, gdy trasa robi się trudniejsza niż prostokątny trawnik bez przeszkód. Jeżeli urządzenie potrafi zbudować sensowną mapę, rozpoznawać obiekty i wracać do zaplanowanej pracy bez wahania, to przestaje być kapryśnym sprzętem, a staje się przewidywalnym narzędziem.

Najważniejsze w praktyce jest to, że lepsze widzenie zmniejsza liczbę sytuacji awaryjnych. Mniej powiadomień typu utknąłem, mniej wyjazdów z domu po to, żeby poprawić robota, mniej frustracji. To zaskakująco szybko przekłada się na to, czy po sezonie mówisz o robocie z uśmiechem, czy z listą pretensji.

Napęd na wszystkie koła: po co kosiarkom tryb terenowy?

Ogród rzadko bywa idealnie płaski. Skarpa przy ogrodzeniu, nierówność po pracach ziemnych, mokra trawa po deszczu – to rzeczy, które potrafią zamienić elegancką jazdę w buksowanie albo niekontrolowany poślizg. Dlatego warianty z napędem AWD są tak istotne: mają utrzymać stabilność tam, gdzie roboty z prostszym układem napędowym zaczynają się męczyć.

Co ciekawe, w tym segmencie nie chodzi tylko o moc, ale o kulturę pracy. Robot, który potrafi manewrować bez szarpania, bez rycia darni i bez gwałtownych zwrotów, jest zwyczajnie mniej inwazyjny dla trawnika. A trawnik – paradoksalnie – wcale nie lubi, gdy ciężkie kółka kręcą się w miejscu, próbując zawrócić na małej przestrzeni.

Jest jeszcze jeden detal: inteligentne zarządzanie napędem. Jeśli dodatkowa trakcja uruchamia się wtedy, gdy jest potrzebna, a nie cały czas, rośnie sens korzystania z AWD na co dzień. To robi różnicę w efektywności pracy i w realnym życiu robota w ogrodzie, gdzie warunki potrafią zmieniać się z dnia na dzień.

fot. Segway Navimow

Dla kogo jest nowa oferta: od małych działek po duże, wielostrefowe ogrody

Nowe modele są opisane tak, żeby pasowały do kilku bardzo różnych scenariuszy. Najniższy próg wejścia celuje w typowe, przydomowe ogrody – takie, gdzie chcesz po prostu „mieć równo” i nie myśleć o koszeniu co tydzień. To segment, w którym wygrywa intuicyjna konfiguracja, sensowne mapowanie i bezproblemowe zawracanie przy krawędziach.

Wyżej wchodzą modele nastawione na bardziej skomplikowane przestrzenie: kilka stref, przejścia, przeszkody, cień. W takim ogrodzie robot ma pracować jak autonomiczny gość, który zna teren, a nie jak urządzenie na próbę, wymagające stałej opieki. Im bardziej ogród przypomina labirynt, tym mocniej rośnie znaczenie nawigacji i wykrywania przeszkód.

Są też urządzenia pozycjonowane na duże powierzchnie, gdzie kluczowa jest wydajność i niezawodność. W praktyce to często działki, na których zwykłe koszenie zaczyna być logistyką: planujesz czas, tankujesz, liczysz, czy zdążysz przed deszczem. Tam robot może być nie tylko wygodą, ale też po prostu sposobem na odzyskanie weekendów.

W praktyce da się to czytelnie podzielić na trzy poziomy: i2 AWD to wybór do zwykłych ogrodów, ale z trudniejszym terenem (nierówności, mokre fragmenty, skarpy), gdzie liczy się przyczepność i spokojne manewrowanie bez buksowania; i2 LiDAR celuje w działki bardziej zabudowane zielenią i przeszkodami (drzewa, krzewy, wąskie przejścia, cień), bo dodatkowe skanowanie otoczenia ma pomagać utrzymać orientację i płynność pracy; H2 i X4 są już dla większych, wielostrefowych trawników, gdzie ważniejsza jest wydajność, odporność na gubienie sygnału i stabilne koszenie w labiryncie ścieżek, a Terranox to osobna liga – rozwiązanie dla firm i dużych obiektów, gdzie liczy się nie tylko sam robot, ale też możliwość zdalnego nadzoru i pracy w skali (utrzymanie terenów, boiska, kompleksy).

Źródło: Informacja prasowa

Monika Wojciechowska
Monika Wojciechowska
Piszę o gadżetach i nowych technologiach, bo lubię oddzielać realne korzyści od szumu wokół premier. Motoryzacja oraz tematy naukowe i związane z astronomią są mi szczególnie bliskie, to one najczęściej wyznaczają kierunek, w którym zmierza przyszłość. Po godzinach ładuję baterie muzyką, dobrym kinem, książkami i grami.