Muzyczne współprace marek technologicznych zwykle budzą we mnie ostrożność. Zbyt często kończą się naklejką na obudowie, większą ceną i komunikatem, z którego wynika, że mamy kupić emocje z koncertu, choć dostajemy ten sam sprzęt co zawsze. W przypadku Rolling Stones x Technics jest jednak kilka powodów, by spojrzeć na tę premierę łaskawiej. Pod czerwonym logo Stonesów kryją się bowiem słuchawki o parametrach, które nie wyglądają na przypadkowo dobrane do witryny sklepu z gadżetami.
Limitowana edycja Technics EAH-AZ100E1K trafi do sprzedaży 28 sierpnia, a producent przygotował tylko 5000 egzemplarzy. Cena wynosi 299 dolarów, czyli około 1200 zł, lub 259 funtów, czyli około 1260 zł. To wydatek wyraźnie premium, choć jeszcze nie poziom audiofilskiej ekstrawagancji, w której za markę i legendę płaci się równie dużo jak za sam dźwięk.
Logo ma znaczenie, ale dopiero po otwarciu etui
Wizualnie sprawa jest prosta i uczciwa. Czarne etui ładujące otrzymało charakterystyczny znak ust Rolling Stones oraz czerwony podpis zespołu na pokrywie. Same pchełki zachowano w bardziej stonowanej formie. To dobry kierunek. Fani dostają rozpoznawalny detal, lecz nie muszą wkładać do uszu gadżetu wyglądającego jak stoisko z festiwalu rockowego z 1994 roku.
W świecie słuchawek True Wireless design etui ma zaskakująco duże znaczenie. To właśnie ono najczęściej leży na biurku, wyjeżdża z kieszeni w pociągu i trafia na stolik w kawiarni. Technics wykorzystał więc powierzchnię, którą użytkownik faktycznie ogląda, zamiast oblepiać brandingiem każdy milimetr produktu. Mam wrażenie, że przy limitowanych edycjach to nadal rzadki przejaw powściągliwości.
Technics nie schował technologii za nazwą zespołu
Słuchawki Technics x Rolling Stones korzystają z 10-milimetrowego przetwornika z płynem magnetycznym i aluminiową membraną. Taki zestaw ma zapewniać szerokie pasmo, energię oraz lepszą kontrolę nad detalami. W praktyce wartość tej konstrukcji będzie zależała od strojenia, szczelności w uchu i osobistych preferencji, ale sam punkt wyjścia jest solidny. Rock nagrany z rozmachem potrzebuje sprężystego dołu i gitar, które nie zamieniają się w szorstką ścianę dźwięku po podkręceniu głośności. To akurat gatunek bezlitosny dla słabych słuchawek.
Technics od lat ma ambicję, by kojarzyć się nie tylko z legendarnymi gramofonami, lecz także z nowoczesnym audio przenośnym. I dobrze, bo segment TWS dawno przestał być prostym dodatkiem do telefonu. Dla wielu osób to podstawowy sposób słuchania muzyki, podcastów i rozmów. Właśnie dlatego liczy się coś więcej niż emblemat zespołu. Liczy się, czy po tygodniu nadal chce się po nie sięgać.
Pomóc ma aplikacja Technics, w której można regulować korektor. To istotniejsza funkcja, niż sugeruje jej pozornie techniczna nazwa. Jedna osoba będzie chciała mocniej zaakcentować bas i rytm, druga wyciągnąć wokale, a trzecia nieco uspokoić górę pasma przy starszych, ostrzej zmasterowanych nagraniach. Gotowe profile rzadko pasują wszystkim, więc możliwość własnej korekty traktuję jako cechę użyteczną, a nie ozdobnik na liście funkcji.
Trzy urządzenia jednocześnie to komfort, który szybko wchodzi w nawyk
Ważnym praktycznym dodatkiem jest obsługa połączenia Bluetooth z maksymalnie trzema urządzeniami. Brzmi jak funkcja dla ludzi, którzy mają za dużo ekranów, ale coraz częściej jest po prostu codziennością. Telefon, laptop służbowy i prywatny tablet potrafią uczestniczyć w jednym dniu równie aktywnie jak kubek z kawą. Możliwość przełączania się między nimi bez ponownego parowania oszczędza drobne frustracje, a właśnie z takich drobiazgów składa się późniejsza opinia o sprzęcie.
Producent deklaruje do 10 godzin odtwarzania z aktywną redukcją hałasu na jednym ładowaniu. To wynik, który powinien spokojnie wystarczyć na dzień pracy, podróż albo długie odsłuchy bez nerwowego polowania na kabel. Jest też odporność IPX4, czyli zabezpieczenie przed zachlapaniem i potem. Na spacer w deszczu, trening lub bieg do tramwaju wystarczy. Do basenu, co chyba nie wymaga szczególnego żalu, zdecydowanie nie.
ANC pozostaje dziś standardem w tej klasie cenowej, ale jego obecność nadal realnie zmienia sposób korzystania ze słuchawek. Nie chodzi nawet o pełne odcięcie od świata, bo w mieście bywa ono zwyczajnie nierozsądne. Chodzi o możliwość słuchania ciszej w pociągu, samolocie czy otwartym biurze. Mniej hałasu w tle oznacza mniejszą pokusę, by ratować się nadmierną głośnością.
Limit 5000 sztuk zmienia zakup w polowanie
Tu pojawia się mniej romantyczna część premiery. Pięć tysięcy egzemplarzy na światowy rynek to liczba, która dla zwykłych słuchawek jest niewielka, a dla produktu z logo jednego z najbardziej rozpoznawalnych zespołów w historii muzyki wręcz demonstracyjnie mała. Zamówienia przedpremierowe mogą rozstrzygnąć sprawę szybko. Kolekcjonerzy będą chcieli mieć numerowaną emocję, fani Technicsa zobaczą w nich ciekawszą wersję topowego modelu, a część osób zapewne uzna, że da się na tej limitacji zarobić.
Nie jestem wielką fanką kupowania elektroniki wyłącznie z myślą o odsprzedaży. Słuchawki są przecież jednym z najbardziej osobistych gadżetów: mają towarzyszyć w drodze, wyciszać wagon, przenosić ulubione albumy bliżej niż głośnik w salonie. Gdy limitowana edycja trafia na półkę i nigdy nie opuszcza pudełka, technologia zmienia się w eksponat. Można, oczywiście, ale szkoda potencjału.
Czy warto dopłacić za rockowy podpis?
Za około 1200-1260 zł konkurencja jest mocna. W tym pułapie kupuje się słuchawki od marek, które od dawna ścigają się jakością redukcji szumów, aplikacjami i wygodą. Dlatego rozsądna decyzja zależy od dwóch rzeczy. Po pierwsze, czy odpowiada nam charakter brzmienia Technicsa i jego ekosystem aplikacji. Po drugie, czy estetyka Rolling Stones ma dla nas prawdziwą wartość, a nie jest tylko impulsem wywołanym słowem limitowana.
Jeżeli ktoś chce najtańszych dobrych pchełek, powinna poszukać gdzie indziej. Jeżeli zaś ktoś planował zakup słuchawek premium i lubi muzyczny rodowód marki Technics, ta wersja ma sens znacznie większy niż większość celebryckich kolaboracji. Otrzymujemy pełnoprawne bezprzewodowe słuchawki z długim czasem pracy, ANC, wodoodpornością i wygodnym łączeniem z trzema urządzeniami, a przy okazji przedmiot, który ma charakter.
Rolling Stones przez dekady udowadniali, że rozpoznawalny motyw można eksploatować długo, o ile wciąż stoi za nim energia. Technics EAH-AZ100E1K mają szansę obronić się podobnie: jako limitowany sprzęt, który najpierw chce dobrze grać, a dopiero potem pozować do zdjęcia. I właśnie w tej kolejności widzę dla nich sens.

