Redmi K100 Pro świeci po ciemku. Xiaomi znalazło sposób, by flagowiec znów miał trochę fantazji

Smartfony z najwyższej półki od lat cierpią na tę samą przypadłość: są coraz mocniejsze, coraz lepiej chłodzone i coraz mniej rozpoznawalne, gdy położymy je ekranem do dołu. Redmi K100 Pro ma ambicję przerwać tę monotonię dość zaskakującym detalem. W zielonej wersji Firefly Chasing Light jego plecki świecą w ciemności, a wzory można na nich rysować zwykłym źródłem światła. Przyznaję, że po kolejnej informacji o rekordzie w AnTuTu właśnie ten pozornie zbędny pomysł zatrzymał mnie na dłużej.

Xiaomi zaprezentuje Redmi K100 Pro w Chinach 11 sierpnia 2026 roku, równolegle z mocniejszym Redmi K100 Pro Max. Mniejszy model nie wygląda jednak jak telefon stworzony wyłącznie po to, by wypełnić lukę w cenniku. Ma własny ekran, osobną wersję procesora i charakterystyczne wykończenie obudowy. To zestaw cech, który sugeruje telefon dla osób chcących flagowej wydajności, lecz bez konieczności noszenia w kieszeni urządzenia wielkości małego tabletu.

Zielone plecki, które można potraktować jak tablicę świetlną

Wariant Firefly Chasing Light wykorzystuje materiał luminescencyjny na tylnej części obudowy. Wystarczy skierować na niego światło, by pozostawić świecący ślad, wzór albo prosty napis. Po chwili efekt gaśnie, rzecz jasna, więc nie ma tu mowy o drugim ekranie czy funkcji, która miałaby praktyczne znaczenie przez cały dzień. I może dobrze. Telefonowi wcale nie potrzeba kolejnego panelu z powiadomieniami, który przez pierwsze dwa tygodnie bawi, a potem znika w ustawieniach.

Ten detal działa raczej jak współczesna odpowiedź na dawne wymienne obudowy, diody powiadomień i telefony, które miały odrobinę temperamentu. Można się z tego śmiać, bo dorosły człowiek zapewne nie potrzebuje rysować latarką po telefonie. Ja jednak rozumiem ten kierunek. Obudowy dzisiejszych flagowców są zwykle tak ostrożne, jakby ich projektanci bali się, że jeden odważniejszy pomysł obniży wynik w arkuszu kalkulacyjnym. Xiaomi pozwoliło sobie na drobną fanaberię, a fanaberie bywają w elektronice znacznie cenniejsze niż kolejna kosmetyczna zmiana pierścienia aparatu.

Warto jednocześnie zachować rozsądek. Materiał świecący po ciemku będzie prawdopodobnie podatny na efekt nowości i z czasem stanie się dodatkiem używanym okazjonalnie. Wiele zależy też od tego, czy powłoka zachowa trwałość oraz jak zniesie etui, które dla większości użytkowników jest obowiązkowym elementem zestawu. Założenie grubego pokrowca zakończy tę świetlną zabawę natychmiast. Wersja biała ma więc szansę pozostać wyborem dla tych, którzy wolą design mniej demonstracyjny.

Key highlights of the Redmi K100 Pro.
fot. Xiaomi

185 Hz brzmi jak sportowy samochód w korku

Redmi K100 Pro otrzyma 6,59-calowy ekran o odświeżaniu 185 Hz. To rozmiar, który wydaje mi się bardzo rozsądny. Rynek przez chwilę traktował 6,8 i 6,9 cala jak naturalny dowód luksusu, choć dla wielu dłoni takie urządzenia są po prostu za duże. Przekątna 6,59 cala nadal zapewni sporo przestrzeni do seriali, gier i czytania, a powinna być wygodniejsza w codziennym użyciu niż panel 6,9-calowy zapowiedziany w K100 Pro Max.

Samo 185 Hz należy czytać z odrobiną technicznego dystansu. Płynność interfejsu będzie znakomita, ale przejście z 120 Hz na 185 Hz nie daje tak spektakularnej różnicy, jak skok z klasycznych 60 Hz do 120 Hz. Korzyści najbardziej docenią gracze oraz osoby bardzo wrażliwe na płynność przewijania. Dla reszty będzie to raczej komfortowy zapas i sygnał, że Redmi nadal lubi podkreślać gamingowe korzenie serii K.

W praktyce ważniejsze okażą się parametry, których producent na razie nie wyeksponował równie mocno: jasność w słońcu, jakość automatycznej regulacji odświeżania, działanie PWM przy niskiej jasności i zużycie energii. Ekran może imponować liczbą, a potem wyczerpywać baterię z zapałem dobrze wyposażonego komputera gamingowego. Dopiero testy pokażą, czy Xiaomi zbudowało tu sensowny kompromis.

The Redmi K100 Pro features the Snapdragon 8 Elite Gen 5 V Series chipset.
fot. Xiaomi

Snapdragon z dopiskiem V Series i liczba, której nie warto traktować jak wyroku

Sercem Redmi K100 Pro będzie Snapdragon 8 Elite Gen 5 V Series, oznaczony jako SM8850-1-AB. Xiaomi podaje wynik 4,095 mln punktów w AnTuTu V11. To rezultat absurdalnie wysoki z perspektywy zwykłego korzystania z telefonu. Nawigacja, aparat, komunikatory i przeglądarka już dawno przestały być zadaniami, dla których współczesne układy flagowe muszą się szczególnie wysilać. Taka moc ma znaczenie przede wszystkim w zaawansowanych grach, emulacji, edycji wideo oraz w obliczeniach związanych z funkcjami AI wykonywanymi lokalnie.

Wersja V Series wypada w deklaracji producenta słabiej od standardowego Snapdragona 8 Elite Gen 5 zastosowanego w Redmi K100 Pro Max, który osiągnął 4,55 mln punktów. Różnica jest zauważalna na wykresie, lecz jeszcze nie mówi, co dokładnie ograniczono. Może chodzić o nieco niższe taktowania, inne limity energetyczne albo selekcję układów. Dopóki nie pojawią się niezależne pomiary i dłuższe testy pod obciążeniem, rozsądniej traktować nazwę V Series jako wariant platformy, a nie obietnicę konkretnego doświadczenia.

To właśnie stabilność wydajności interesuje mnie bardziej niż startowy rekord. Telefon, który przez kilka minut osiąga oszałamiające wyniki, a potem obniża tempo pod wpływem temperatury, przypomina sprintera wysłanego na górski maraton. Redmi powinien udowodnić, że potrafi rozsądnie zarządzać ciepłem, szczególnie jeśli 185-hercowy ekran ma zachęcać do długiego grania.

Redmi K100 Pro's green colorway.
fot. Xiaomi

Aparaty i Bose: potrzebne są konkrety

Z tyłu znajdzie się potrójny zestaw aparatów umieszczony w dużej, prostokątnej wyspie, stylistycznie zbliżonej do tej z K100 Pro Max. Na obecnym etapie brakuje jednak informacji o matrycach, ogniskowych i stabilizacji optycznej. A to właśnie te elementy zdecydują, czy Redmi K100 Pro będzie tylko bardzo szybkim telefonem z trzema oczkami, czy sprzętem zdolnym realnie konkurować z drogimi modelami w fotografii.

Podobnie ostrożnie podchodzę do systemu audio strojonemu z Bose. Taka współpraca może oznaczać lepiej dopracowane profile dźwięku, regulację głośników lub słuchawek i bardziej przemyślany charakter brzmienia. Sama plakietka znanej marki nie zastąpi jednak dobrych przetworników, odpowiedniej separacji kanałów ani braku irytujących zniekształceń przy wyższej głośności. Mimo to cieszy mnie, że producenci wciąż pamiętają o dźwięku z głośników telefonu. Oglądanie materiałów wideo bez słuchawek nadal jest codziennością, choć specyfikacje często traktują ten fakt po macoszemu.

Redmi K100 Pro's green colorway.
fot. Xiaomi

Cena ma sens, jeśli Redmi nie zgubi się po drodze do Europy

Redmi K100 Pro ma trafić do segmentu około 4000 juanów, czyli około 2080 zł. Jak na urządzenie z bardzo szybkim procesorem, ekranem 185 Hz i aspiracjami do wyższej półki, brzmi to atrakcyjnie. Trzeba jednak pamiętać, że mowa o cenie chińskiej. Jeśli telefon pojawi się szerzej poza Chinami, może zmienić nazwę, konfigurację i cenę, a do tego dochodzą kwestie obsługiwanych pasm sieci, oprogramowania oraz warunków gwarancji.

Import z Chin bywa kuszący, lecz w przypadku smartfona warto policzyć coś więcej niż kurs waluty. Oprogramowanie dla tamtejszego rynku, brak części usług, różnice w obsłudze LTE i 5G oraz ewentualny serwis potrafią skutecznie popsuć satysfakcję z okazji. Dla polskiego użytkownika najważniejszym pytaniem pozostaje więc to, czy Redmi K100 Pro doczeka się oficjalnego odpowiednika na naszym rynku i czy zachowa wtedy rozsądną relację ceny do możliwości.

Na razie Xiaomi zapowiada urządzenie, które ma dwa oblicza. Z jednej strony pokazuje cyfrową muskulaturę: nowy Snapdragon, miliony punktów w benchmarku i ekran szybszy, niż potrzebuje większość aplikacji. Z drugiej daje zielonym pleckom prawo do chwilowego, dziecięcego zachwytu. I właśnie ta mieszanka przekonuje mnie bardziej niż kolejny wyścig na liczby. Technologia jest przyjemniejsza, gdy poza wydajnością zostawia jeszcze miejsce na zwykłą ciekawość.