Powerbank Belkina z lampką brzmi jak gadżet na wyjazd. I właśnie dlatego ma sens

Powerbanki zwykle kupuje się z tą samą emocją, z jaką wybiera się przedłużacz: ma działać, nie przeszkadzać i najlepiej nie przypominać o sobie aż do chwili kryzysu. Belkin postanowił jednak dodać do tego schematu trochę wyjazdowej wyobraźni. Nowy BoostCharge Pro Power Bank 10K ładuje telefon, ale ma też wysuwaną lampkę LED, czujnik ruchu, tryb migający SOS i funkcję doświetlania twarzy. W pierwszej chwili łatwo uznać to za katalog gadżetów turystycznych upchnięty w jednej obudowie. Po chwili przyznaję jednak, że widzę w tym zaskakująco praktyczny pomysł.

Bo przecież awaria energii, nocny powrót do hotelu, szukanie kabla pod łóżkiem czy rozmowa wideo w mieszkaniu z jednym światłem sufitowym nie są sytuacjami wyjątkowymi. To te małe technologiczne niedogodności, które znamy aż za dobrze, choć rzadko kupujemy dla nich osobne urządzenia. Belkin próbuje zamknąć kilka z nich w powerbanku, czyli przedmiocie, który i tak wiele osób nosi w plecaku.

Lampka, która wreszcie ma rozsądne miejsce

Wysuwany moduł LED może pracować jako delikatne światło nocne, a czujnik ruchu ma ułatwić korzystanie z niego po zmroku. Widzę tu przede wszystkim zastosowanie poza domem. W hotelowym pokoju często nie chcemy zapalać ostrego światła przy wejściu, szczególnie gdy ktoś już śpi. Na kempingu albo w schronisku z kolei telefon służy za latarkę tak długo, aż uświadomimy sobie, że właśnie poświęcamy baterię telefonu na zadanie, które znacznie lepiej wykonałaby osobna lampka.

Belkin przewidział też regulację jasności, więc urządzenie ma szansę być czymś więcej niż awaryjną diodą świecącą bez ładu i składu. Tego rodzaju detal decyduje o sensie całej konstrukcji. Jasne, zimne światło skierowane prosto w oczy potrafi skutecznie zepsuć atmosferę nawet najbardziej spokojnego wieczoru. Jeśli poziom światła da się wygodnie ustawić, powerbank faktycznie może zastąpić małą lampkę nocną lub dyskretne oświetlenie biurka.

Producent wspomina również o wykorzystaniu LED-a jako światła wypełniającego do zdjęć i wideorozmów. Nie spodziewałabym się tu efektu znanego z paneli dla twórców wideo. Taka niewielka dioda nie wyczaruje studyjnego portretu w ciemnym pokoju. Może za to złagodzić cienie na twarzy podczas rozmowy i sprawić, że kamera laptopa lub telefonu przestanie pokazywać użytkownika jak postać z monitoringu. A to w codziennej komunikacji bywa w zupełności wystarczające.

The Belkin BoostCharge Pro Power Bank 10K
fot. Belkin

Tryb SOS warto traktować poważnie, ale bez złudzeń

Migające światło SOS brzmi trochę jak funkcja stworzona do wpisu na opakowaniu, lecz w odpowiednich okolicznościach ma realną wartość. Podczas spaceru po zmroku, awarii samochodu, biwaku czy utknięcia poza zasięgiem skuteczny, widoczny z daleka sygnał może zwrócić uwagę innych osób. W połączeniu z telefonem, który nadal ma energię na połączenie alarmowe lub udostępnienie lokalizacji, taki zestaw daje więcej spokoju niż sam smartfon z ekranem rozświetlonym na biało.

Warto jednak zachować proporcje. Dioda LED w powerbanku nie zastępuje lokalizatora satelitarnego, radiopławki ani dobrze przygotowanego sprzętu outdoorowego. Jeżeli wyprawa prowadzi w miejsca bez zasięgu i z dala od ludzi, komunikator satelitarny pozostaje znacznie rozsądniejszym zabezpieczeniem. Tryb SOS Belkina rozumiem jako dodatkową warstwę użyteczności w urządzeniu, które jest pod ręką, a nie jako bilet do lekkomyślności.

45 W i dwa urządzenia: tu zaczyna się zwykła, solidna technologia

Pod efektowną lampką kryje się całkiem sensowny powerbank. Pojemność 10 000 mAh należy dziś do najpraktyczniejszych rozmiarów: zwykle wystarcza, by wyraźnie podratować telefon przez intensywny dzień albo zapewnić mu mniej więcej jedno do półtora pełnego ładowania, zależnie od modelu i strat energii. Nie jest to zapas na tygodniowy wyjazd bez gniazdka, ale też nie zamienia torby w siłownię dla jednego ramienia.

Maksymalna moc wyjściowa 45 W daje urządzeniu większą swobodę niż typowym bankom energii projektowanym wyłącznie dla telefonu. Powinno ono sprawnie obsłużyć nowoczesny smartfon, tablet, słuchawki, a w części przypadków także niewielki laptop z USB-C, choć pojemność 10 000 mAh ograniczy czas takiego wsparcia. Przy ładowaniu dwóch urządzeń równocześnie główne dostaje do 30 W, a drugie do 15 W. To rozsądny podział: telefon może ładować się szybko, podczas gdy zegarek, słuchawki albo drugi telefon odzyskują energię w tle.

Dużym plusem jest zintegrowany, pleciony przewód USB-C oraz dodatkowy port USB-C. Wbudowany kabel eliminuje ten dobrze znany rytuał przeszukiwania kieszeni plecaka, gdy bateria ma 3%, a przewód najwyraźniej postanowił zostać w domu. Pleciona konstrukcja powinna lepiej znosić codzienne zginanie niż cienkie, gładkie kabelki, choć dopiero dłuższe użytkowanie pokaże, jak trwałe jest miejsce jego mocowania. Trzeba też pamiętać o kompatybilności: użytkownicy starszych iPhone’ów ze złączem Lightning nadal będą potrzebowali własnego kabla.

Trochę cięższy, lecz nadal do noszenia

Belkin BoostCharge Pro Power Bank 10K ma wymiary 118 x 60 x 32 mm i waży 257 g. To nie jest ultracienki akumulator, który zniknie w kieszeni dżinsów. Grubość 32 mm będzie odczuwalna, podobnie jak ćwierć kilograma w małej torebce. Z drugiej strony dodatkowe światło, mechanizm wysuwania i elektronika sterująca muszą gdzieś się zmieścić. W plecaku, torbie na laptopa czy bagażu podręcznym ten kompromis wydaje mi się uczciwy.

Praktycznym dodatkiem jest okrągły ekran pokazujący procent pozostałej energii. To drobna rzecz, ale znacznie wygodniejsza od czterech anonimowych kropek, które w wielu powerbankach każą zgadywać, czy zostało 75%, czy raczej ostatnie resztki. W tym samym miejscu znalazły się elementy obsługi oświetlenia, więc użytkownik nie powinien szukać osobnego przycisku w ciemności.

Cena wygląda zachęcająco, dostępność już mniej

Urządzenie trafiło na razie do sprzedaży wyłącznie w Chinach, gdzie kosztuje 329 yuanów, czyli około 180 zł. Jak na markowy powerbank 10 000 mAh z mocą 45 W, ekranem, przewodem USB-C i dodatkową lampką, to kwota wyglądająca rozsądnie. Szczególnie jeśli spojrzeć na rynek, na którym producenci potrafią żądać niemało za sam magnetyczny uchwyt albo logo na aluminiowej obudowie.

Na ten moment nie ma potwierdzenia polskiej premiery. Szkoda, bo właśnie taki produkt miałby u nas sens nie tylko dla miłośników gadżetów. Belkin ma globalną dystrybucję, więc europejski debiut wydaje się możliwy, ale warto poczekać na oficjalną informację zamiast polować na import bez jasnych warunków gwarancji i zgodności ładowania.

Powerbank przestał być nudny, choć nadal musi umieć ładować

Mam słabość do technologii, która rozwiązuje kilka małych problemów, ale nie wymaga instalowania aplikacji, zakładania konta ani zgody na przekazanie połowy cyfrowego życia. W tym przypadku dostajemy baterię, światło i prosty sygnał awaryjny w jednym urządzeniu. Bez udawania rewolucji i bez obietnic, że jeden gadżet zastąpi wyposażenie ekspedycji.

Belkin BoostCharge Pro Power Bank 10K ma oczywiście ograniczenia: pojemność jest umiarkowana, obudowa dość gruba, a tryb SOS należy traktować jako pomoc, nie zabezpieczenie życia. Mimo to kierunek bardzo mnie przekonuje. Powerbank od dawna jest obowiązkowym dodatkiem do telefonu. Skoro ma już zajmować miejsce w torbie, dobrze, że może czasem oświetlić pokój, poprawić kadr podczas rozmowy i dać odrobinę poczucia kontroli, gdy wokół robi się ciemno.