Kolumny za 99 tysięcy dolarów, czyli około 396 tysięcy złotych za parę, nie powinny być kupowane w pośpiechu między wyborem ekspresu a nowego telewizora. Monitor Audio najwyraźniej dobrze to rozumie, dlatego jej flagowe Hyphn można teraz zamówić w ponad 200 kolorach. W świecie hi-fi, który przez dekady uznawał czerń, biel i fornir za niemal pełnię kreatywności, taka decyzja wygląda jak otwarcie okna w bardzo dobrze wytłumionym pokoju odsłuchowym.
Od premiery w 2023 roku Hyphn były dostępne w satynowej bieli, matowej czerni i matowej zieleni. To zestaw bezpieczny, elegancki i dokładnie taki, jakiego można oczekiwać po luksusowej elektronice. Problem w tym, że same Hyphn nie są bezpiecznymi, dyskretnymi kolumnami. Mają rzeźbiarską, niemal futurystyczną sylwetkę, która zajmuje przestrzeń i domaga się uwagi. Trudno udawać, że stojące w salonie konstrukcje tej klasy są wyłącznie urządzeniem do odtwarzania muzyki. Są także bardzo drogim elementem wystroju.
Hyphn od początku były projektem bez skromności
Monitor Audio stworzyło Hyphn jako pokaz swoich możliwości inżynierskich. To aktywnie wyglądające, ale w pełni pasywne kolumny podłogowe, wymagające zewnętrznego wzmacniacza o odpowiedniej wydajności prądowej. W każdej obudowie pracuje sześć 8-calowych przetworników basowych RDT III, a za środek pasma i wysokie tony odpowiada firmowy moduł M-Array. Łączy on dwa przetworniki średniotonowe z tweeterm MPD, czyli konstrukcją wykorzystującą przetwornik typu Micro Pleated Diaphragm.
Takie rozwiązanie ma znaczenie większe niż zwykłe odhaczenie rubryk w specyfikacji. M-Array ma działać jak punktowe źródło dźwięku w zakresie, w którym ludzki słuch jest wyjątkowo czuły na spójność i lokalizację instrumentów. Z kolei rozbudowana sekcja niskotonowa ma dać skalę bez zamiany basu w ciężką zasłonę rozwieszoną przed resztą nagrania. To ambicja typowa dla hi-endu: stworzyć dźwięk duży, swobodny i precyzyjny zarazem. W praktyce oznacza też, że Hyphn potrzebują dużego pokoju, świadomie dobranej elektroniki oraz właściciela, który ma cierpliwość do ustawiania kolumn w centymetrach, nie metrach.
Mam pewną słabość do sprzętu, który nie maskuje swojego technicznego charakteru za skandynawską skrzynką z drewna. Hyphn wyglądają jak sprzęt zaprojektowany przez firmę, która chciała przypomnieć, że głośnik może być czymś więcej niż prostopadłościanem z maskownicą. Ich forma jest dyskusyjna, lecz przynajmniej uczciwa: te kolumny mają być zauważalne.

Ponad 200 wykończeń, czyli kolor przestaje być detalem
Nowy program personalizacji obejmuje ponad 200 barw w lakierach błyszczących, matowych i metalizowanych. Klient może ponadto zdecydować o wykończeniu mostka M-Array w wariancie biało-srebrnym albo czarno-złotym. To właśnie ten centralny element najmocniej podkreśla technologiczną architekturę Hyphn, więc wybór nie sprowadza się do kosmetycznej kropki nad i. Kontrastowy mostek potrafi wizualnie zaostrzyć całą konstrukcję, a bardziej stonowany pozwala włączyć ją w spokojniejszy projekt wnętrza.
W tańszym sprzęcie audio mnogość wariantów lakieru bywa sposobem na odświeżenie katalogu bez zmieniania czegokolwiek pod obudową. Tutaj elektronika i akustyka również pozostają takie same, ale kontekst jest zupełnie inny. Osoba wydająca około 396 tysięcy złotych na same kolumny często urządza od podstaw dedykowany pokój odsłuchowy albo inwestuje w wnętrze, w którym każdy materiał ma swój kolor, fakturę i odbicie światła. Trzy standardowe wykończenia mogły zwyczajnie nie wystarczać.
Coraz częściej widzę, że hi-endowe audio trafia w dwa skrajne kierunki. Jedna część rynku podąża ku maksymalnej niewidzialności: głośniki w ścianach, elektronika schowana w zabudowie, dźwięk obecny bez sprzętu na widoku. Druga wybiera przedmioty, które świadomie zajmują miejsce i budują charakter wnętrza. Hyphn bez wahania należą do drugiej grupy. Pozwolenie właścicielowi na wybór niemal dowolnego koloru jest konsekwencją tej filozofii, a nie dodatkiem wymyślonym przy okazji nowego cennika.

Personalizacja ma granice, a akustyka nie zna litości
Warto jednak zachować odrobinę technicznego sceptycyzmu. Nowy lakier nie sprawi, że Hyphn odnajdą się w każdym salonie. To bardzo duże kolumny o wyraźnie określonych wymaganiach. Potrzebują przestrzeni od ścian, solidnego wzmacniacza i systemu, który nie będzie dla nich wąskim gardłem. Do ceny samych głośników trzeba więc mentalnie dopisać koszt elektroniki, przewodów, akustyki pomieszczenia oraz często profesjonalnej instalacji.
Kolor także nie ma znaczenia dla brzmienia, choć w audiofilskim świecie z pewnością znajdzie się ktoś gotów prowadzić na ten temat długą dyskusję. Ma za to ogromne znaczenie dla relacji ze sprzętem, który ogląda się codziennie. To akurat rozumiem. Jeśli kolumny mają stać w centrum pokoju przez dekadę lub dwie, wybór między głębokim granatem, metalicznym burgundem czy odcieniem dopasowanym do ścian jest bardziej praktyczny niż kolejna aplikacja sterująca, której używa się dwa razy po instalacji.

Luksus, który przynajmniej zna własną skalę
Monitor Audio nie uczyniło Hyphn bardziej dostępnymi. Nie poprawiło też ich parametrów ani nie dodało funkcji sieciowych. W cenie około 396 tysięcy złotych para tych kolumn pozostaje propozycją dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Ale personalizacja w tym przypadku nie brzmi jak marketingowy konfetti. Raczej jak spóźnione przyznanie, że tak odważny obiekt powinien móc wyglądać tak, jak chce jego właściciel.
Myślę, że właśnie na tym polega sens tej zmiany. Hyphn nadal będą dla większości z nas pięknym absurdem, podobnym do zegarka kosztującego tyle co mieszkanie poza dużym miastem. Tyle że to absurd dopracowany konsekwentnie. Skoro Monitor Audio sprzedaje kolumny o formie rzeźby i technologii zbudowanej bez oglądania się na zwykły budżet, dobrze, że przestało oczekiwać, iż każda taka rzeźba ma być czarna, biała albo zielona.






