Pomysł znam aż za dobrze: dojechać motocyklem pod szlak, zostawić maszynę i ruszyć dalej bez przebierania się w drugą parę butów. Właśnie w tę wygodną, lekko romantyczną wizję celuje LS2 Torrent. To obuwie dla motocyklistów, które ma też pozwolić normalnie chodzić po lesie, kamieniach i ścieżkach. Przyznam, że rozumiem tę pokusę doskonale. Mam jednak wrażenie, że im bliżej granicy między komfortem a bezpieczeństwem, tym ostrożniej trzeba patrzeć na hasło „dwa w jednym”.
LS2 Torrent kosztuje około 186 dolarów, czyli około 750 zł. To pułap, na którym zwykle zaczyna się już sensowna odzież i obuwie motocyklowe, ale wciąż daleko mu do wyspecjalizowanych butów turystycznych czy enduro. Właśnie dlatego nowość LS2 może zainteresować osoby jeżdżące adventure, na lekkich motocyklach terenowych i skuterach, a także tych, którzy po dojechaniu na miejsce wolą zwiedzać niż szukać bagażnika na zmianę obuwia.
But motocyklowy, który nie karze za spacer
Klasyczne buty motocyklowe potrafią świetnie chronić, ale często chodzenie w nich przypomina próbę zwiedzania miasta w narciarskich skorupach. Sztywna konstrukcja, wysoka cholewka i solidne osłony mają sens na motocyklu, szczególnie gdy podnóżek, dźwignia zmiany biegów albo masa maszyny znajdą się w niewłaściwym miejscu. Po zejściu z motocykla ten sam zestaw zalet szybko zmienia się w zestaw powodów do narzekania.
Torrent idzie w przeciwną stronę. Ma konstrukcję bliższą solidnemu motocyklowemu butowi miejskiemu niż wysokiemu obuwiu wyprawowemu. Producent zastosował zewnętrzną warstwę z TPU, siatkową tkaninę poliestrową 3D, wzmocnienia palców i pięty oraz zintegrowaną ochronę kostki IPA. Są też elementy odblaskowe i podeszwa przewidziana do bardziej aktywnego użycia poza asfaltem. W praktyce oznacza to większą swobodę kroku, lepszą wentylację i znacznie mniej frustracji podczas kilkukilometrowego marszu.
To nie jest drobiazg. Kto choć raz wszedł w mokry las w ciężkich butach motocyklowych, ten wie, że wygoda nie jest kaprysem. Stopa szybciej się męczy, łatwiej o poślizg, a po kilku godzinach nawet piękny widok zaczyna przegrywać z myślą o zdjęciu obuwia. Torrent ma odpowiadać właśnie na ten codzienny problem motocyklisty-turysty, a nie na potrzebę ustanawiania rekordów w kamienistym enduro.
Certyfikat daje spokój, ale warto czytać go bez wielkich skrótów
LS2 deklaruje certyfikację motocyklową na poziomie 1 we wszystkich czterech badanych kategoriach. Taki zapis oznacza, że obuwie przeszło wymagania dotyczące między innymi odporności na ścieranie, uderzenia i zgniatanie. To ważna informacja, zwłaszcza że zwykłe buty trekkingowe, nawet te porządne i drogie, nie są projektowane z myślą o ślizganiu się po asfalcie ani kontakcie z podnóżkiem.
Jednocześnie poziom 1 należy traktować jako bazowy próg ochrony, a nie magiczną pieczątkę odporności na każdy scenariusz. W obuwiu motocyklowym liczy się nie tylko sam wynik badań. Równie istotna jest wysokość cholewki, sztywność podeszwy, stabilizacja stawu skokowego oraz to, jak but zachowuje się, gdy motocykl przewróci się na nogę. Niska, wygodna konstrukcja z osłoną kostki może ograniczyć skutki części uderzeń, lecz nie zastąpi wysokiego buta, który osłania goleń i mocniej kontroluje ruch stawu.
To różnica szczególnie istotna poza asfaltem. Na lekkim motocyklu i łatwej szutrowej trasie Torrent może być rozsądnym kompromisem. Przy ciężkim adventure, w głębokich koleinach, na kamieniach i podczas nauki jazdy w terenie wybrałabym już pełnoprawne wysokie buty. Upadki przy małej prędkości brzmią niewinnie wyłącznie do chwili, gdy podnóżek trafia w stopę albo maszyna dociska kostkę. Wtedy bardzo szybko przestaje liczyć się to, czy dało się wygodnie przejść do wodospadu.
Wędrówka tak, ale bez udawania profesjonalnego trekkingu
Drugie zadanie Torrentów także ma swoje granice. Podeszwa i bardziej elastyczna bryła powinny sprawdzić się na szlaku lepiej niż w klasycznym obuwiu motocyklowym, zwłaszcza na krótszych trasach, podczas zwiedzania, dojścia do punktu widokowego czy spaceru po biwaku. Przewiewna siatka może być wybawieniem w upał, kiedy jazda w szczelnych butach potrafi zamienić każdą przerwę w walkę o odrobinę powietrza.
Za tę wentylację płaci się jednak słabszą ochroną przed wodą i błotem. Siatkowy panel dobrze oddycha, ale nie jest materiałem, któremu chciałabym powierzyć przeprawę przez mokrą trawę, deszczowy szlak albo chłodny poranek w górach. Brakuje też przesłanek, by traktować Torrent jak substytut trekkingowych butów na długi marsz z ciężkim plecakiem. W takim zastosowaniu liczą się dopasowanie, amortyzacja, przyczepność na konkretnym podłożu i stabilność, a tego nie da się ocenić samą etykietą „hiking”.
Widzę więc dla nich bardzo konkretną rolę: motocykl jest środkiem dotarcia w ciekawe miejsce, a chodzenie stanowi ważną, choć nie dominującą część dnia. To sprzęt na objazdowe wakacje, fotograficzne przystanki i weekendowy wypad, podczas którego asfalt przeplata się ze szutrem. W tej sytuacji wożenie dwóch par butów bywa męczące, a czasem zwyczajnie nierealne.
Cena wygląda rozsądnie, dopóki pamiętamy, czego kupujemy
Około 750 zł za certyfikowane obuwie motocyklowe, które ma nadawać się do chodzenia, brzmi uczciwie. Za podobne pieniądze można kupić albo dobre buty trekkingowe, albo podstawowe motocyklowe buty miejskie. LS2 próbuje połączyć te światy w jednym produkcie i cenowo trafia w rozsądny środek.
Nie kupowałabym jednak Torrentów z myślą, że rozwiązują problem pełnego wyposażenia na wyprawy terenowe. Osoba jeżdżąca dynamicznie, wożąca pasażera, regularnie wybierająca trudne drogi gruntowe albo traktująca motocykl jako główny sport powinna patrzeć wyżej, dosłownie i w przenośni. Wysokie buty są mniej wygodne przy kawie w schronisku, ale stopy mają wyjątkowo mało części zamiennych.
LS2 Torrent ma sens wtedy, gdy priorytetem jest mobilność po zejściu z motocykla, a jazda pozostaje turystyczna i przewidywalna. To uczciwy kompromis, pod warunkiem że nikt nie zacznie go mylić z kompletną ochroną do ciężkiego terenu. Technologia w tym przypadku nie polega na odkryciu nowej kategorii obuwia. Polega na rozsądnym zszyciu dwóch znanych potrzeb, które zwykle każą nam pakować za dużo rzeczy. A to, w podróży na motocyklu, potrafi być wartością większą niż kolejna obietnica wszechstronności.

