Komputery biurowe przez lata przypominały ekspresy do kawy w korporacyjnej kuchni: miały po prostu stać, działać i nie prowokować nikogo do rozmowy. Lenovo ThinkCentre Neo 50q Gen 6 wyraźnie wychodzi poza ten schemat. To maleńki desktop z nową platformą Intel Lunar Lake, grafiką Arc i Ethernetem 2,5 GbE, a więc sprzęt, który ma ambicję obsłużyć znacznie więcej niż arkusze kalkulacyjne. Mam jednak wrażenie, że producent zbudował bardzo zgrabny komputer, po czym sam założył mu ciasny kołnierzyk w postaci 16 GB pamięci RAM.
Nowy model trafił do globalnej sprzedaży jako następca ThinkCentre Neo 50q Gen 5, opartego na procesorach Intel Raptor Lake. Zmiana generacji ma tu znaczenie większe, niż sugerowałaby sucha literka w nazwie. Lunar Lake to platforma projektowana z myślą o energooszczędności, mocniejszej grafice zintegrowanej i zadaniach wykorzystujących lokalne funkcje AI. W laptopach jej obecność nikogo już nie dziwi. W ultrakompaktowym komputerze stacjonarnym wygląda zaś jak logiczne przedłużenie trendu, w którym biurko ma być coraz mniej zastawione sprzętem.
Mały komputer, który nie chce być wyłącznie terminalem
Obudowa ma 179 × 182,9 × 34,5 mm i waży 1,1 kg. To rozmiar pozwalający postawić komputer za monitorem, pod blatem albo obok routera, bez poczucia, że właśnie urządzamy małą serwerownię w salonie. Taka forma od dawna jest mocną stroną serii ThinkCentre, lecz dawniej kompaktowość zwykle oznaczała zgodę na dość zachowawcze podzespoły. Neo 50q Gen 6 próbuje odwrócić tę proporcję.
Do wyboru są Intel Core Ultra 5 226V oraz Core Ultra 7 256V. Oba układy należą do rodziny Lunar Lake i korzystają ze zintegrowanej grafiki Intel Arc, odpowiednio Arc 130V lub Arc 140V. W praktyce oznacza to, że ten niewielki ThinkCentre nie potrzebuje osobnej karty graficznej, aby sprawnie obsługiwać kilka monitorów, materiały multimedialne czy lekką pracę kreatywną. Zintegrowane Arc 140V ma też dość zapasu, by uruchomić starsze gry AAA w 1080p i przy wysokich ustawieniach, choć różnica wydajności względem Arc 130V może sięgać około 15%.
Nie traktowałabym tego jako argumentu dla osoby szukającej komputera do grania. Miniaturowe biurowe pudełko ma lepsze zastosowania niż udowadnianie, że da się na nim odpalić kilka gier sprzed paru lat. Ta grafika przydaje się przede wszystkim wtedy, gdy komputer po godzinach ma zostać domową stacją do zdjęć, montażu prostych nagrań albo sprzętem dla dziecka. W firmie zaś daje komfort przy bardziej wymagającym interfejsie, wielu ekranach i aplikacjach, które przestały być lekkie tylko dlatego, że kiedyś były pisane dla Excela i Outlooka.

2,5 GbE jest tu ważniejsze, niż brzmi na papierze
Znacznie bardziej podoba mi się obecność Ethernetu 2,5 GbE. Gigabitowa sieć wciąż pozostaje standardem, ale coraz częściej trafia się do mieszkań i małych biur z szybszym internetem, serwerem NAS albo wydajnym przełącznikiem. W takim środowisku port 2,5 GbE przestaje być pozycją dla entuzjastów z forum o okablowaniu. Pozwala wyraźnie szybciej przerzucać materiały wideo, archiwa projektów i kopie zapasowe niż klasyczny port 1 GbE.
Lenovo oferuje też Wi-Fi 6 lub Wi-Fi 7, zależnie od konfiguracji. To rozsądna elastyczność, bo firmowy komputer często ląduje tam, gdzie przeciąganie przewodu sieciowego jest bardziej kłopotliwe niż powinno. Jeżeli jednak Neo 50q Gen 6 ma pracować przy plikach na NAS-ie, wybrałabym kabel. Wi-Fi 7 ma potencjał, ale jego pełne zalety wymagają odpowiedniej infrastruktury. Ethernet 2,5 GbE jest mniej widowiskowy, za to działa od razu i nie prosi o wymianę połowy sieci domowej.
Na plus zapisuję też możliwość dobrania dodatkowego DisplayPortu lub archaicznie brzmiącego, lecz wciąż potrzebnego w części firm złącza VGA. Przy prywatnym zakupie VGA można uznać za eksponat z działu historii informatyki. W biurach nadal potrafi uratować spotkanie z projektorem, który pamięta czasy, gdy hasło chmura kojarzyło się przede wszystkim z pogodą.

Dysk można dobrać, pamięci już nie
Konfiguracje obejmują dysk M.2 2280 PCIe Gen 4 o pojemności 256 GB, 512 GB lub 1 TB. To przyzwoity zestaw, choć przy cenie startującej w strefie euro od 950 euro, czyli około 4100 zł, wariant 256 GB wydaje mi się bardziej pozycją do tabelki niż uczciwą propozycją dla wymagającego użytkownika. System, aplikacje, synchronizacja plików i kilka większych projektów potrafią szybko zamienić taki dysk w cyfrową walizkę, do której ktoś zbyt długo upychał rzeczy przed wyjazdem.
Poważniejszy problem dotyczy RAM-u. Lenovo ogranicza ThinkCentre Neo 50q Gen 6 do 16 GB pamięci, niezależnie od wyboru Core Ultra 5 226V lub Core Ultra 7 256V. W platformie Lunar Lake pamięć jest integralnie związana z układem, dlatego użytkownik nie dostaje klasycznej ścieżki późniejszej rozbudowy przez dołożenie modułu SO-DIMM. Kupując komputer z 16 GB, kupuje więc tę wartość na cały okres jego życia.
Dzisiaj 16 GB jeszcze wystarcza do typowej pracy biurowej, komunikatorów, przeglądarki, wideokonferencji i umiarkowanie wymagających aplikacji. Problem w tym, że ThinkCentre nie jest sprzętem kupowanym na dwa sezony. Firmy często używają takich komputerów pięć, sześć, a czasem więcej lat. W tym horyzoncie 16 GB wygląda jak decyzja oszczędnościowa zbyt mocno przywiązana do teraźniejszości. Zwłaszcza że Lenovo promuje platformę z lokalnymi funkcjami AI, a tego typu narzędzia potrafią chętnie sięgać po pamięć.

Cena wymaga chłodnego spojrzenia
W Europie ceny nowego ThinkCentre Neo 50q Gen 6 zaczynają się od 950 euro, czyli około 4100 zł, i dochodzą do 1020 euro, czyli około 4400 zł, zależnie od rynku i konfiguracji. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii start to 845,50 funta, czyli około 4300 zł, w Kanadzie 1329 dolarów kanadyjskich, czyli około 3600 zł, a w Australii 1339 dolarów australijskich, czyli około 3500 zł. Różnice dobrze pokazują, dlaczego porównywanie samych kwot między krajami rzadko prowadzi do rozsądnych wniosków.
Za około 4100 zł można znaleźć bardziej rozbudowane komputery, również z większą pamięcią RAM. Tyle że nie zawsze będą równie małe, energooszczędne, dobrze przygotowane do pracy w firmowej sieci i objęte biznesowym ekosystemem producenta. ThinkCentre ma sens tam, gdzie liczy się porządek na stanowisku, łatwe wdrożenie, przewidywalność oraz przyzwoita łączność. W domowym biurze jego cena będzie trudniejsza do obrony, jeśli nie wykorzystamy właśnie tych cech.
Dobry kierunek, zbyt zachowawcza konfiguracja
ThinkCentre Neo 50q Gen 6 jest przykładem sprzętu, który rozumie współczesne biurko. Mała obudowa, świeża i oszczędna platforma, zauważalnie lepsza grafika niż dawniej, szybka sieć przewodowa oraz opcje łączności, które nie zatrzymają się na standardzie sprzed dekady. To bardzo kompetentny komputer dla firmy, małego studia, recepcji, punktu usługowego albo osoby chcącej ograniczyć liczbę pudełek wokół monitora.
Trudno mi jednak przejść obojętnie obok limitu 16 GB RAM. Lenovo wybrało nowoczesną architekturę, lecz odmawia klientowi wariantu pamięci, który dawałby temu komputerowi oddech na kolejne lata. Szkoda, bo przy 32 GB Neo 50q Gen 6 mógłby stać się jedną z ciekawszych małych maszyn do pracy i domu. W obecnej formie pozostaje bardzo sensowny, ale przed zakupem warto odpowiedzieć sobie uczciwie na jedno: czy za trzy lata nadal będziemy mówić o 16 GB, że to wystarczająco dużo?

