Audio-Technica AT-ERP5: na koncert wzięłabym je szybciej niż kolejną parę modnych zatyczek

Na koncertach wciąż zaskakuje mnie jedna rzecz: ludzie potrafią godzinami porównywać brzmienie słuchawek, a potem stoją pod sceną bez żadnej ochrony słuchu, jakby uszy miały fabrycznie wymienne części. Audio-Technica proponuje tu rozwiązanie rozsądne, małe i zaskakująco tanie. AT-ERP5 kosztują 22 funty, czyli około 108 zł, a mają pozwolić słuchać muzyki na żywo bez fundowania sobie pisku w uszach na drogę powrotną.

Japońska marka kojarzy się przede wszystkim ze słuchawkami i mikrofonami, więc jej wejście w segment pasywnych zatyczek do uszu wydaje mi się bardzo logiczne. Nie ma tu aplikacji, Bluetootha, subskrypcji ani algorytmu, który po trzech aktualizacjach przestanie współpracować z telefonem. Są silikonowe wkładki, filtry akustyczne i konkretny cel: zmniejszyć hałas, nie zabijając przy tym całego doświadczenia dźwiękowego.

W sprzedaży pojawiają się dwa modele. AT-ERP5 zaprojektowano z myślą o koncertach, festiwalach i głośnych wydarzeniach. AT-ERP3 mają z kolei łagodzić codzienny gwar w biurze, komunikacji miejskiej czy otwartej przestrzeni. To drobne rozróżnienie, ale ważne. Innego rodzaju tłumienia oczekuje osoba stojąca pod zestawem głośników, a innego ktoś, kto chce przeczytać kilka stron w pociągu bez słuchania cudzej rozmowy telefonicznej.

Koncert ma brzmieć ciszej, a nie gorzej

AT-ERP5 korzystają z dwuwarstwowych tłumików filtrujących i zapewniają redukcję hałasu na poziomie 21 dB SNR. SNR, czyli Single Number Rating, jest europejskim wskaźnikiem deklarowanego tłumienia. W praktyce taka wartość nie oznacza, że każdy dźwięk staje się dokładnie o 21 dB cichszy. Dużo zależy od częstotliwości, anatomii ucha i przede wszystkim szczelnego dopasowania. Daje jednak sensowny punkt odniesienia: to poziom, który powinien wyraźnie utemperować agresję koncertowego nagłośnienia, nie odcinając odbiorcy od muzyki i otoczenia.

Właśnie ta ostatnia część jest kluczowa. Zwykłe piankowe stopery są tanie i skuteczne, ale muzyka po ich założeniu często przypomina występ słuchany przez ścianę w mieszkaniu sąsiada. Do spania czy remontu to w zupełności wystarcza. Na koncercie chciałabym jednak usłyszeć wokal, gitarę, reakcję publiczności i dynamikę utworu, tylko bez fizycznego dyskomfortu. Filtry akustyczne mają łagodniej traktować brzmienie niż pełne wygłuszenie, redukując nadmiar energii, zwłaszcza tam, gdzie głośniki bywają najbardziej bezlitosne.

Audio-Technica deklaruje zgodność z normami ochrony słuchu EN i ANSI. To dobra informacja, choć warto zachować zdrowy rozsądek wobec marketingowego skrótu myślowego, według którego zatyczki rozwiązują temat raz na zawsze. Nawet najlepiej dopasowany filtr nie daje licencji na wielogodzinne stanie przy scenie głównej czy kolumnie basowej. Chroni słuch, ale nie unieważnia praw fizyki ani ryzyka wynikającego z czasu ekspozycji na wysoki poziom dźwięku.

Audio-Technica AT-ERP5
fot. Audio-Technica

Mały gadżet, który nie wymaga ładowarki

Oba modele wykonano z miękkiego silikonu, który ma dopasowywać się do ucha i stabilnie trzymać podczas ruchu. W przypadku AT-ERP5 brzmi to istotnie. Festiwalowa zatyczka, która wypada przy pierwszym energiczniejszym tańcu, byłaby akcesorium o użyteczności parasola zrobionego z sitka. Producent dorzuca etui transportowe, a sam model będzie dostępny w czerni i złocie z metalicznymi detalami.

Doceniam, że wygląd nie został tu potraktowany jak wstydliwy dodatek. Ochrona słuchu przez lata kojarzyła się albo z jaskrawą pianką, albo z przemysłowym wyposażeniem BHP. Tymczasem ludzie coraz częściej zabierają zatyczki na koncerty, do klubów, na wydarzenia sportowe i do pracy. Jeśli elegantsza forma sprawi, że częściej faktycznie trafią do uszu zamiast zalegać na dnie plecaka, trudno mieć pretensje do złotych akcentów.

Jednocześnie warto pamiętać, że brak elektroniki to tutaj zaleta. Aktywna redukcja szumów w słuchawkach sprawdza się świetnie w samolocie i pociągu, lecz na koncercie nie zastępuje ochrony słuchu. Słuchawki ANC potrzebują zasilania, są większe, a ich zadaniem jest przede wszystkim poprawić komfort odsłuchu. Zatyczki Audio-Technica działają pasywnie, więc pozostają gotowe zawsze, gdy są pod ręką. I nie kończą pracy z komunikatem o 10% baterii tuż przed bisem.

Audio-Technica AT-ERP3
fot. Audio-Technica

AT-ERP3 dla osób zmęczonych miastem

Tańsze AT-ERP3 kosztują 17,50 funta, czyli około 86 zł. Producent kieruje je do codziennego użycia, zwłaszcza do biura i dojazdów. Ich deklarowane tłumienie wynosi 26 dB SNR, a izolujące końcówki mają równomiernie ograniczać hałas otoczenia. Model będzie oferowany w czarnym lub szarym wariancie.

W tym miejscu łatwo wpaść w pułapkę oczekiwań. AT-ERP3 nie są aktywnymi słuchawkami z trybem transparentnym, adaptacyjnym ANC i możliwością sterowania poziomem redukcji z poziomu aplikacji. Nie zamienią open space’u w bibliotekę. Mogą za to ograniczyć nieustanny, męczący szum, który nie jest dramatycznie głośny, ale po kilku godzinach skutecznie odbiera koncentrację. Coraz częściej mam wrażenie, że właśnie ten typ dźwiękowego zmęczenia jest niedoceniany, bo trudno go pokazać na wykresie i jeszcze trudniej opisać osobie, która pracuje w ciszy.

To także rozwiązanie dla tych, którzy źle znoszą słuchawki przez wiele godzin albo po prostu nie chcą przez cały dzień wpuszczać do głowy kolejnych podcastów. Zatyczka filtrująca może być prostszym narzędziem do odzyskania odrobiny prywatności akustycznej. Warto jednak pamiętać o bezpieczeństwie: podczas przechodzenia przez ulicę, jazdy na rowerze czy poruszania się po peronie ograniczanie dźwięków otoczenia wymaga większej uważności.

Cena, która odbiera wymówki

Rynek zatyczek z filtrami akustycznymi przestał być niszą, a popularność marek takich jak Loop pokazała, że da się sprzedać ochronę słuchu jako element codziennego wyposażenia. Problem w tym, że bardziej rozbudowane modele Loop potrafią kosztować 59,95 funta, czyli około 294 zł. Oferują różne warianty filtrów i rozwiązania dla konkretnych zastosowań, lecz dla wielu osób próg niemal 300 zł za zatyczki pozostaje psychologicznie wysoki.

Audio-Technica ustawia AT-ERP5 i AT-ERP3 zdecydowanie bliżej impulsowego zakupu niż luksusowego gadżetu wellness. To może być ich największa przewaga. Około 108 zł za model koncertowy wygląda jak kwota, którą łatwiej dopisać do kosztu biletu niż długo analizować w tabeli porównawczej. W ochronie słuchu ma to znaczenie większe, niż sugeruje rozmiar produktu. Idealna zatyczka, której nikt nie kupuje, nie chroni nikogo.

Oczywiście niska cena nie zwalnia z potrzeby sprawdzenia dopasowania. W zatyczkach ergonomia jest bezlitosna: jeśli wkładka uciska, wypada albo nie uszczelnia kanału słuchowego, parametry z opakowania niewiele pomogą. Przed zakupem warto też upewnić się, jakie rozmiary końcówek zawiera zestaw. To detal, który w tej kategorii waży więcej niż kolor obudowy i większość sloganów o komforcie.

Technologia do używania, nie do podziwiania

Premiera AT-ERP3 i AT-ERP5 podoba mi się przede wszystkim przez swoją normalność. W świecie, w którym nawet butelka na wodę potrafi dostać ekran, czujnik i własny ekosystem akcesoriów, Audio-Technica proponuje produkt niemal staroświecko prosty. Zastosowano wiedzę o dźwięku tam, gdzie naprawdę może się przydać: pomiędzy głośnikiem a błoną bębenkową.

AT-ERP5 wyglądają na sensowną opcję dla bywalców koncertów, klubów i festiwali, którzy chcą zachować muzykę, a ograniczyć jej brutalniejszą stronę. AT-ERP3 mogą zainteresować osoby wrażliwe na miejski hałas i zmęczone ciągłym noszeniem słuchawek. Ostateczny werdykt zależy oczywiście od realnego komfortu oraz tego, jak równo filtry poradzą sobie z różnymi pasmami dźwięku. Już sama cena sprawia jednak, że to premiera warta uwagi. Zdrowy słuch jest zbyt cenny, by ochrona przed hałasem miała pozostać gadżetem wyłącznie dla najbardziej zapalonych audiofilów.