W retro konsolkach łatwo wpaść w pułapkę cyferek. Kolejny procesor, kolejny emulowany system, kolejna karta pamięci z absurdalnie długą listą gier, których nikt nie uruchomi. Anbernic RG SP interesuje mnie z zupełnie innego powodu: przypomina, że czasem największym ulepszeniem jest forma urządzenia. Składana konsola, którą można wrzucić do kieszeni bez osobnego etui i bez lęku o ekran, ma więcej codziennego sensu niż kolejny poziomy prostokąt udający miniaturowy komputer.
Nowy model trafi do sprzedaży 5 sierpnia 2026 roku w kolorach Platinum, Graphite, Pearl Blue i Pearl Pink. W wariancie podstawowym ma kosztować 64,99 dolarów, czyli około 260 zł. Przez pierwsze trzy dni cena spadnie do 57,99 dolarów, czyli około 230 zł. To pułap, przy którym przestaję traktować taki sprzęt jako kolekcjonerską zachciankę, a zaczynam widzieć w nim bardzo konkretny gadżet do dojazdów, poczekalni i wyjazdów.
Ekran skrojony pod Game Boy Advance
Najmocniejszym argumentem RG SP jest 3,4-calowy ekran IPS o rozdzielczości 720 × 480 pikseli. Te liczby mogą wyglądać skromnie obok współczesnych smartfonów, lecz dla Game Boy Advance są zaskakująco trafione. Oryginalne gry GBA korzystały z obrazu 240 × 160 pikseli, a więc proporcji 3:2. Tutaj można wyświetlić go w idealnej skali trzykrotnej, bez rozciągania, bez czarnych pasów wynikających z przypadkowego doboru panelu i bez filtrowania, które zamienia pikselową grafikę w miękką papkę.
To detal, ale właśnie z takich detali bierze się przyjemność z grania na sprzęcie retro. Wiele tanich handheldów oferuje ekrany 4:3, bo są uniwersalne dla NES-a, SNES-a czy PlayStation pierwszej generacji. GBA na takim wyświetlaczu zawsze jest jednak trochę gościem przy cudzym stole. RG SP wyraźnie ustawia priorytety i moim zdaniem słusznie. Biblioteka tej konsoli ma do dziś kapitalne gry, od Advance Wars i Metroid Fusion po rytmiczne eksperymenty pokroju WarioWare.

Klapka to funkcja, nie sentyment
Inspiracja Game Boy Advance SP jest oczywista, ale nie sprowadza się do nostalgicznego wyglądu. Zamykana obudowa chroni ekran oraz przyciski w plecaku czy kieszeni kurtki. W świecie urządzeń przenośnych, które często trzeba nosić w futerale większym od nich samych, to wyjątkowo praktyczna cecha. Pamiętam, jak wiele małych konsol lądowało na dnie torby obok kluczy i kabli. Ekran bez ochrony w takim towarzystwie szybko zdobywa pamiątki, których żadna naklejka retro nie zamaskuje.
Anbernic deklaruje też poprawione sterowanie. To zdanie zwykle warto traktować z rezerwą, dopóki nie sprawdzi się krzyżaka, spustów i zawiasu w dłoni. W klapkach ergonomia bywa kapryśna: producent musi zmieścić pełny zestaw przycisków, baterię i zawias w obudowie, która ma nadal pozostać mała. Jeśli jednak RG SP rzeczywiście zachowa rozsądny skok przycisków i nie będzie cierpieć na luźny zawias po kilku miesiącach, konstrukcja ma szansę wygrać nie tylko wyglądem.

Wystarczająco mocny, by nie udawać sprzętu premium
Sercem konsoli jest czterordzeniowy Allwinner H700 taktowany do 1,5 GHz, wspierany przez 1 GB RAM-u i system Linux. To dobrze znany zestaw z budżetowej części rynku emulacji. Do gier z Game Boya, Game Boy Color, GBA, NES-a, SNES-a, Mega Drive czy wielu tytułów z pierwszego PlayStation powinien zapewnić komfortową zabawę. Nie kupowałabym jednak RG SP z myślą o bezproblemowej emulacji każdej gry z PSP, Dreamcasta lub bardziej wymagających platform. Tutaj liczy się rozsądek, a marketingowe marzenia o jednej konsoli do wszystkiego zwykle kończą się dłubaniem w ustawieniach zamiast graniem.
Linux ma przy tym swój urok i swoje wymagania. Daje dostęp do lekkich, szybkich środowisk emulacyjnych oraz społecznościowych modyfikacji, ale początkująca osoba może potrzebować chwili na uporządkowanie kart, katalogów i ustawień. Anbernic przewidział dwa sloty microSD. Jeden może obsługiwać system, drugi bibliotekę użytkownika, co jest praktyczniejsze niż trzymanie wszystkiego na pojedynczej karcie. W zestawie znajdzie się karta 16 GB, a warianty z dodatkową kartą 64 GB i 128 GB będą kosztować odpowiednio 79,99 dolarów, czyli około 320 zł, oraz 94,99 dolarów, czyli około 380 zł.
W promocji startowej ceny tych wersji wyniosą 72,99 dolarów, czyli około 290 zł, i 87,99 dolarów, czyli około 350 zł. Ja raczej skłaniałabym się ku podstawowej wersji i zakupowi własnej, markowej karty microSD. Nośnik w tanim handheldzie potrafi być najsłabszym ogniwem całej układanki, a wymiana karty jest zwykle prostsza i tańsza niż ratowanie uszkodzonego systemu. Warto też pamiętać, że sama pojemność karty nie rozwiązuje sprawy legalnego pozyskiwania ROM-ów do emulacji.
Łączność i HDMI, czyli retro poza kanapą
RG SP dostanie Wi-Fi w dwóch pasmach, Bluetooth 4.2, USB-C oraz wyjście HDMI. To zestaw, który zmienia charakter sprzętu po powrocie do domu. Przenośna konsola może po prostu przejść na telewizor, a Bluetooth pozwala podłączyć bezprzewodowy kontroler. Brzmi to jak dodatek, lecz dla wielu osób będzie pretekstem, by nie traktować urządzenia wyłącznie jako samotnej zabawki na 15 minut. Klasyczne wyścigi, bijatyki czy gry sportowe odzyskują energię, gdy ekran przestaje mieć przekątną znaczka pocztowego.
Bateria o pojemności 3300 mAh ma według deklaracji wystarczyć na maksymalnie 6 godzin gry, a ładowanie odbywa się z mocą 7,5 W. Sześć godzin jest wynikiem całkiem uczciwym dla małej konsoli, o ile nie będzie okupione agresywnym oszczędzaniem energii i przyciemnianiem ekranu. Z kolei 7,5 W nie zachwyca, ale w tym segmencie wolę przewidywalne ładowanie przez USB-C niż kolejną autorską wtyczkę, o której przypomina się dopiero w hotelu.
Mała cena, ale zakup warto przemyśleć
Za około 230 zł w ofercie premierowej Anbernic RG SP wygląda jak jedna z tych rzadkich technologicznych propozycji, których sens da się wyjaśnić bez prezentacji w PowerPoincie. Ma ekran dobrany do konkretnej epoki, konstrukcję wygodną w przenoszeniu, podstawową łączność i wydajność dopasowaną do realnych oczekiwań. Nie zastąpi Steam Decka, telefonu z teleskopowym kontrolerem ani domowej konsoli. I bardzo dobrze, bo każda z tych rzeczy ma już swoje zadanie.
Widzę w RG SP sprzęt dla osób, które naprawdę chcą wrócić do gier przenośnych, a nie jedynie postawić kolejne urządzenie na półce obok figurek. Jeśli Anbernic dopilnuje jakości zawiasu, krzyżaka i fabrycznego oprogramowania, ta mała klapka może być jednym z rozsądniejszych zakupów retro 2026 roku. Czasem technologia wygrywa wtedy, gdy przypomina sobie o kieszeni.

