Od lat producenci uczą nas, że dobry obiektyw powinien być klinicznie ostry, odporny na wszystko i najlepiej kosztować tyle, by zakup wymagał rodzinnej narady. SG-Image AF 35 mm f/2.2 idzie w przeciwną stronę. Jest mały, pełnoklatkowy, ma autofokus i kosztuje 149 dolarów, czyli około 600 zł. Już sam ten zestaw cech brzmi jak drobna prowokacja wobec rynku, na którym kompaktowa stałka systemowa potrafi kosztować więcej niż używany korpus aparatu.
Chińska marka SG-Image przygotowała obiektyw dla aparatów Sony E, Nikon Z i Leica L. To ważne trio, bo obejmuje zarówno najpopularniejszy system bezlusterkowców, jak i konstrukcje, które wręcz proszą się o niewielkie szkło. Wystarczy spojrzeć na Panasonica Lumix S9 albo Sigmę bf. Są to aparaty, których sens trochę rozpływa się w chwili, gdy z przodu ląduje ogromny zoom o średnicy małego kubka. Tu proporcje wreszcie zaczynają się zgadzać.
Mały obiektyw do aparatów, które chcą być przenośne
SG-Image AF 35 mm f/2.2 ma metalową obudowę o długości 36,2 mm i średnicy 69 mm, a waży 163 g. To parametry istotniejsze, niż sugerowałaby tabelka ze specyfikacją. Pełnoklatkowy aparat z takim obiektywem można rzeczywiście zabrać na spacer, do kawiarni czy w podróż bez odruchu przekładania go do większej torby. W świecie fotografii różnica między sprzętem ważącym trochę ponad pół kilograma a zestawem, który ciąży na szyi przez cały dzień, często decyduje o tym, czy zrobi się zdjęcie, czy aparat zostanie w domu.
Ogniskowa 35 mm daje przy tym bardzo wdzięczny punkt widzenia. Jest wystarczająco szeroka do ulicy, wnętrz i codziennych kadrów, ale nie deformuje rzeczywistości z uporem kamery sportowej. Nadaje się do reportażu z wakacji, zdjęć przyjaciół przy stole, miejskich spacerów i dokumentowania zwykłych spraw, które po kilku latach okazują się znacznie ciekawsze, niż wyglądały w dniu fotografowania. Sama najchętniej traktuję 35 mm jako ogniskową dla osób, które wolą być blisko wydarzeń, zamiast obserwować je z drugiego końca chodnika.
Praktycznym dodatkiem jest gwint filtrów 52 mm. To popularny i niedrogi standard, więc łatwo dobrać filtr UV, polaryzacyjny czy szary bez wchodzenia w kolejną kosztowną kolekcję akcesoriów. Osłona przeciwsłoneczna jest jednak płatna osobno: kosztuje 10 dolarów, czyli około 40 zł. To drobiazg, choć przy obiektywie budżetowym trudno nie westchnąć, że osłona powinna po prostu leżeć w pudełku.
Autofokus za około 600 zł przestaje być egzotyką
Najbardziej praktyczną cechą tego modelu pozostaje autofokus. Tanie pełnoklatkowe stałki niezależnych marek przez lata kojarzyły się głównie z manualnym ostrzeniem. Ma ono swój urok, zwłaszcza gdy fotografujemy spokojny pejzaż albo chcemy zwolnić tempo, ale w codziennym użyciu potrafi być próbą cierpliwości. Dziecko, pies, tramwaj wjeżdżający w idealnie ustawiony kadr czy po prostu szybka scena na ulicy nie mają zwyczaju czekać, aż powiększymy podgląd i ustawimy ostrość pierścieniem.
Autofokus sprawia, że SG-Image AF 35 mm f/2.2 może być realnym szkłem do regularnego fotografowania, a nie tylko ciekawostką kupioną dla charakteru. Warto oczywiście zachować rozsądek: cena 149 dolarów, czyli około 600 zł, nie daje podstaw, by oczekiwać pracy silnika na poziomie znacznie droższych obiektywów systemowych. Przed zakupem rozsądnie byłoby też sprawdzić zgodność wersji oprogramowania aparatu i obiektywu, zwłaszcza w systemach, które często dostają aktualizacje. Jednak sam fakt, że automatyczne ustawianie ostrości trafia do tak taniego, pełnoklatkowego i małego szkła, dobrze pokazuje, jak mocno rynek niezależnej optyki dojrzał.
Minimalna odległość ostrzenia wynosi 35 cm, licząc od płaszczyzny matrycy, a maksymalne powiększenie to 1:7,7. Nie jest to obiektyw do makro i nie warto udawać, że będzie nim zastępował specjalistyczne szkło. Pozwoli jednak podejść dostatecznie blisko do filiżanki, książki, detalu architektury czy drobnego przedmiotu na biurku. W fotografii codziennej taka granica zwykle wystarcza.
Optyczny kompromis, który może mieć sens
W konstrukcji znalazło się siedem elementów w pięciu grupach oraz dziewięciolistkowa przysłona. Producent ograniczył koszty, rezygnując z droższego szkła specjalnego i elementów asferycznych. Efekt przewidywalnie nie jest perfekcyjny. Przy f/2.2 centrum kadru ma zachowywać dobrą ostrość, podczas gdy narożniki wyraźnie tracą szczegółowość przy pełnym otworze przysłony. Zdjęcia charakteryzują się też niższym kontrastem, przywodzącym na myśl starsze konstrukcje.
Dla części osób będzie to lista wad, którą należy podkreślić czerwonym flamastrem. Rozumiem ten odruch, szczególnie gdy ktoś fotografuje architekturę, reprodukcje, krajobrazy z detalem od rogu do rogu albo po prostu lubi oglądać zdjęcia w 200% powiększenia. Ten obiektyw raczej nie został stworzony do wygrywania takich zawodów. Nie daje też komfortu jasnej przysłony f/1.4 czy f/1.8, więc w ciemnych wnętrzach aparat częściej podniesie ISO albo wydłuży czas ekspozycji.
Mnie bardziej przekonuje inna interpretacja. Lekko miękkie brzegi i spokojniejszy kontrast mogą dodać zdjęciom oddechu, zwłaszcza w portretach środowiskowych i miejskich kadrach. Współczesna fotografia cyfrowa bywa bezlitośnie poprawna. Smartfony agresywnie wyostrzają obraz, a zaawansowane obiektywy potrafią pokazać każdy włókienko materiału i każdy przypadkowy detal skóry. Czasem efekt jest imponujący, czasem przypomina katalog dermatologiczny. Optyka SG-Image może dać obraz mniej laboratoryjny, bez konieczności symulowania charakteru starych szkieł w aplikacji.
Nie warto jednak mylić charakteru z automatyczną zaletą. Niski kontrast można podbić w obróbce, lecz utraconych szczegółów w narożnikach nie da się po prostu dopisać suwakiem. To obiektyw dla fotografa, który akceptuje jego temperament i potrafi komponować z myślą o mocniejszym centrum kadru. Przy domykaniu przysłony jakość brzegów powinna się poprawić, chociaż pełną odpowiedź przyniosą dopiero szerokie testy na różnych korpusach.
Dla kogo ten obiektyw ma najwięcej sensu
SG-Image AF 35 mm f/2.2 wygląda na rozsądny wybór dla osób budujących lekki zestaw do fotografii ulicznej i podróżniczej, zwłaszcza z korpusem Sony, Nikona lub Panasonica w mocowaniu L. Może też pełnić rolę drugiej stałki dla kogoś, kto ma już uniwersalny zoom, ale chce odzyskać przyjemność z fotografowania małym zestawem. Na aparatach z pełną klatką zachowa klasyczne pole widzenia 35 mm, a na modelach APS-C kadr stanie się węższy, bliższy standardowej ogniskowej około 52 mm.
Nie kupowałabym go w ciemno jako jedynego obiektywu do pracy zarobkowej, zdjęć nieruchomości czy wymagających sesji produktowych. Osoby oczekujące równych narożników przy otwartej przysłonie, wysokiego kontrastu i pewnego działania w każdej sytuacji mają do dyspozycji droższe konstrukcje systemowe. Płacą za to wielokrotnie więcej, a przy okazji dźwigają więcej w torbie. Ten rachunek trzeba policzyć uczciwie, razem z ewentualną wysyłką, podatkiem importowym i cłem, ponieważ obiektyw jest wysyłany z Chin, a cena katalogowa ich nie obejmuje.
Mała stałka jako antidotum na sprzętową gorączkę
W fotografii łatwo wpaść w pułapkę przekonania, że kolejne udane zdjęcie mieszka gdzieś między jeszcze jaśniejszą przysłoną, szybszym autofokusem i droższym szkłem. SG-Image AF 35 mm f/2.2 przypomina o czymś prostszym: aparat ma być czasem pod ręką, a obiektyw ma zachęcać do używania go częściej. Za 149 dolarów, czyli około 600 zł, dostajemy pełnoklatkową optykę z autofokusem, niewielką masą i własnym, dalekim od sterylności rysunkiem.
To nie będzie obiektyw dla każdego, i dobrze. Ma konkretne ograniczenia, od umiarkowanej jasności po słabsze narożniki na f/2.2. Ale właśnie w tej uczciwej niedoskonałości widzę jego siłę. Jeśli ktoś chce lekkiego szkła do robienia zdjęć, a nie do prowadzenia niekończących się debat o wykresach, SG-Image może okazać się jednym z tych rzadkich zakupów, które częściej wyciąga się z torby, niż ogląda w internecie.

