DuckDuckGo sprzedaje okulary bez AI i bez ładowania. I celnie punktuje cały rynek

Od razu pomyślałam, że to jeden z uczciwszych technologicznych żartów ostatnich miesięcy. DuckDuckGo, firma kojarzona z prywatną wyszukiwarką, pokazała okulary, które nie mają kamery, mikrofonu, asystenta AI, aplikacji ani akumulatora. Nie trzeba ich ładować, parować i aktualizować. Trzeba założyć je na nos, kiedy świeci słońce. W czasach, gdy nawet okulary coraz częściej chcą zostać kolejnym ekranem w naszym życiu, taka demonstracyjna zwyczajność okazuje się zaskakująco świeża.

Model DuckDuckGo Paso Robles powstał we współpracy z Knockaround i kosztuje 35 dolarów, czyli około 140 zł. To cena, za którą można kupić całkiem przyzwoite okulary przeciwsłoneczne, a nie wersję demonstracyjną przyszłości wymagającą ładowarki w plecaku. Kampania jest oczywiście mrugnięciem okiem do rynku smart glasses, ale jednocześnie trafia w punkt znacznie celniej, niż sugerowałby jej lekki ton.

Najspokojniejsze okulary w coraz głośniejszym świecie gadżetów

Smart okulary rozpędzają się, bo obiecują wygodę. Kamera pozwala nagrać materiał z perspektywy własnych oczu, głośniki puszczą podcast bez słuchawek, a asystent AI odpowie na pytanie bez wyciągania telefonu. To brzmi atrakcyjnie, dopóki patrzymy na produkt wyłącznie z pozycji osoby noszącej go na twarzy.

Jest jednak druga strona tej wygody. Dla ludzi stojących obok okulary z kamerą bywają małym znakiem zapytania. Czy właśnie trwa nagranie? Czy zdjęcie zostało już zrobione? Czy dioda sygnalizująca pracę kamery jest dostatecznie widoczna w pełnym słońcu i z kilku metrów? Technologia noszona na twarzy ma szczególny ciężar, bo kamera znajduje się dokładnie tam, gdzie zwykle szukamy kontaktu wzrokowego. Trudno mi się dziwić, że wiele osób reaguje na ten widok większą rezerwą niż na smartfon wyciągnięty na chwilę z kieszeni.

DuckDuckGo Paso Robles rozwiązują ten problem w sposób niemal bezczelnie prosty: nie rejestrują absolutnie niczego. W miejscach, gdzie w smart okularach często umieszczane są kamery, producent umieścił swoje logo. Jest w tym dowcip, ale i jasny komunikat dla otoczenia. Te okulary nie zbierają materiału, nie wysyłają go do aplikacji i nie zamieniają zwykłego spotkania w potencjalny klip do mediów społecznościowych.

Brak baterii jako luksus, którego zaczynamy potrzebować

Hasło o braku konieczności ładowania brzmi jak reklama produktu z epoki, w której producenci odkryli promienie słoneczne. A jednak trafia w nerw współczesnego korzystania z elektroniki. Każdy kolejny gadżet obiecuje oszczędność czasu, po czym dopisuje się do wieczornego rytuału ładowania: telefon, zegarek, słuchawki, czytnik, opaska, czasem druga para słuchawek, bo pierwsza została w kurtce.

Przy smart okularach problem energii jest wyjątkowo niewdzięczny. To przedmiot lekki, noszony wysoko na twarzy i wystawiony na temperaturę, pot oraz przypadkowe upadki. Bateria, mikrofony, głośniki i moduły łączności muszą zmieścić się w oprawkach, które nadal nie powinny wyglądać jak wyposażenie laboratorium. Kompromisy są nieuniknione, a użytkownik dostaje kolejne urządzenie, którego użyteczność potrafi skończyć się razem z poziomem naładowania.

Paso Robles nie próbują konkurować specyfikacją, bo nie mają czego wpisywać do tabelki. Nie potrzebują telefonu, połączenia z internetem ani konta w usłudze. To właśnie jest ich technologiczny komentarz: czasem najbardziej niezawodną funkcją pozostaje funkcja, której nie trzeba serwisować software’em. Oczywiście nie pomoże ona w przetłumaczeniu menu, rozpoznaniu budynku ani nagraniu koncertu. Za to działa zawsze, kiedy słońce świeci.

Co dostajemy za około 140 zł

Żart działałby słabiej, gdyby pod logo kryły się najtańsze plastikowe oprawki z przypadkową przyciemnianą szybką. DuckDuckGo Paso Robles są pełnoprawnymi okularami przeciwsłonecznymi z polaryzowanymi soczewkami i ochroną UV400. W praktyce oznacza to blokowanie promieniowania UVA i UVB, a polaryzacja pomaga ograniczać ostre odbicia od mokrej jezdni, szyb czy tafli wody. To detal doceniany szczególnie podczas jazdy samochodem, spaceru nad wodą i zwykłego letniego dnia, kiedy słońce odbija się od wszystkiego z uporem źle ustawionej lampy studyjnej.

Producent deklaruje też dożywotnią gwarancję. W tej półce cenowej jest to miły argument, choć warto pamiętać, że zakres takich gwarancji bywa ograniczony regulaminem i zwykle nie obejmuje każdego skutku codziennego życia, zwłaszcza zgubienia okularów lub zarysowania soczewek. Mimo to 35 dolarów, czyli około 140 zł, za polaryzacyjne okulary z taką deklaracją nie wygląda jak wydatek napędzany wyłącznie viralowym pomysłem.

Dla porównania, smart okulary Meta w wersjach z kamerą i asystentem AI potrafią kosztować 379 dolarów, czyli około 1520 zł. Różnica nie sprowadza się rzecz jasna do ceny. To dwa całkowicie odmienne sposoby myślenia o przedmiocie noszonym na twarzy. Jedne mają rozszerzać możliwości telefonu, drugie przypominają, że ochrona oczu nadal jest całkiem rozsądnym zastosowaniem dla okularów.

Marketingowy żart, który obnaża prawdziwy dylemat

Nie kupowałabym Paso Robles z myślą, że są praktycznym zamiennikiem dla osoby, która naprawdę potrzebuje nagrywać materiały POV albo korzysta z głosowego asystenta podczas spacerów. Takie funkcje mają sens w konkretnych sytuacjach i nie ma powodu udawać, że cała kategoria smart okularów jest absurdem. Problem zaczyna się wtedy, gdy producenci traktują kamerę w oprawkach jak neutralny dodatek, a nie funkcję wpływającą na komfort i poczucie prywatności wszystkich dookoła.

DuckDuckGo wykorzystuje tu własną markę bardzo konsekwentnie. Firma od lat buduje rozpoznawalność na przekazie, że użytkownik nie musi oddawać każdej cyfrowej aktywności w zamian za wygodę. Przeniesienie tej idei do świata okularów ma charakter kampanii, ale nie jest pustą dekoracją. Produktem jest prosty przedmiot, a przekaz pozostaje czytelny bez aplikacji, abonamentu i efektownej prezentacji AI.

Okulary są dostępne w sklepie Knockaround, który realizuje wysyłkę międzynarodową. Do ceny 35 dolarów, czyli około 140 zł, trzeba jednak doliczyć koszty dostawy oraz ewentualne opłaty importowe. Zanim ktoś potraktuje zakup jako tanią przesyłkę z internetowym żartem, warto sprawdzić końcową kwotę w koszyku.

Czasem najlepszy gadżet celowo nie jest smart

Mam wrażenie, że DuckDuckGo Paso Robles nie sprzedają przede wszystkim soczewek i oprawek. Sprzedają chwilę oddechu od przekonania, że każdy przedmiot musi nas obserwować, słuchać, analizować i wysyłać dane gdzieś dalej. Taki produkt nie zatrzyma ekspansji AI na urządzenia noszone, ale przypomina, że wciąż można wybrać prostotę bez poczucia technologicznego zacofania.

To celna, lekko złośliwa odpowiedź na branżę, która często myli dodawanie funkcji z poprawianiem doświadczenia użytkownika. Czasem postęp oznacza świetną kamerę w oprawkach. A czasem polaryzowane szkła, ochrona UV400 i święty spokój. I przyznam, że ten drugi wariant wygląda dziś wyjątkowo kusząco.