Casio Master in Horizon Gold: trzy G-Shocki, które wyglądają jak luksus, a myślą jak sprzęt terenowy

Casio ma rzadki talent do tworzenia zegarków, które z daleka wyglądają na gotowe do ekspedycji przez pustynię, a z bliska przypominają, że większość z nas będzie nimi mierzyć czas spaceru z psem i drogę na pociąg. I bardzo dobrze. Nowa seria Master in Horizon Gold nie udaje sprzętu dla każdego, lecz proponuje coś znacznie przyjemniejszego: trzy prawdziwie wytrzymałe G-Shocki w kolorystyce, która wreszcie nie kojarzy się z półką działu survivalowego.

Wspólny dla kolekcji motyw ma nawiązywać do granicy między ziemią a niebem. Marketingowo brzmi to odrobinę wznośle, ale wizualnie Casio trafiło w punkt. Jasne, żółtozłote pierścienie pokryte powłoką jonową zestawiono z brązowymi metalowymi detalami, kopertami z biowęglowego karbonu i ciemnobrązowymi paskami z biożywicy. Efekt jest cieplejszy niż w klasycznych, czarnych Master of G i znacznie mniej krzykliwy niż w wielu limitowanych G-Shockach. Widzę tu raczej dobrze zaprojektowany sprzęt outdoorowy niż próbę zrobienia ze zegarka biżuterii dla amatora SUV-ów.

Jedna paleta, trzy zupełnie różne pomysły na zegarek

Łatwo byłoby potraktować Horizon Gold jak serię różniącą się wyłącznie wielkością i nazwą na tarczy. Tymczasem Casio podzieliło role zaskakująco konsekwentnie. Mudmaster GG-B100XMH-5A to najbardziej wszechstronny model dla osoby, która lubi mieć przy nadgarstku zestaw danych terenowych. Mudman GW-9500MH-5 stawia na autonomię i synchronizację radiową. GravityMaster GR-B300H-5A celuje zaś w lekkość, czytelność oraz funkcje bliższe podróżowaniu niż wędrówce z mapą topograficzną.

To rozróżnienie ma znaczenie, bo w świecie G-Shocków łatwo kupić zegarek oczami, a potem przez lata korzystać z niego jak z cyfrowego budzika. Sama jestem zwolenniczką zasady, że funkcja powinna wyprzedzać kolor, nawet jeśli ten kolor jest tak udany jak tutaj. Osoba chodząca po górach raczej doceni kompas i wysokościomierz, ktoś pracujący w ruchu może polubić krokomierz, a częsty podróżnik szybciej zauważy sens drugiej strefy czasowej niż kolejnego czujnika atmosferycznego.

Casio launches new feature-loaded watches with carbon and stainless-steel cases
fot. Casio

Mudmaster: najwięcej narzędzi, najwięcej masy

Mudmaster GG-B100XMH-5A waży 104 g, więc na papierze jest najcięższy z całej trójki. To nadal rozsądna wartość jak na masywny zegarek o konstrukcji przygotowanej na kurz, wstrząsy i trudne warunki, choć przy szczupłym nadgarstku ten model z pewnością będzie mocno obecny. W zamian dostajemy pakiet czujników ABC: wysokościomierz, barometr, kompas i termometr. Do tego dochodzi krokomierz, którego pozostałe modele z Horizon Gold nie mają.

Synchronizacja odbywa się tu przez Bluetooth i aplikację Casio Watches. Jest to wygodne rozwiązanie dla osób mających telefon stale pod ręką: korekta czasu, ustawienia i część obsługi stają się po prostu mniej uciążliwe. Warto jednak zauważyć kompromis. Mudmaster nie ma ładowania słonecznego. Zasilany jest baterią CR2025, która według deklaracji producenta wystarcza na około dwa lata. Nie uważam tego za dramat, bo wymiana baterii raz na dwa lata nie jest życiową tragedią. W zegarku reklamowanym jako terenowy i odporny na wiele rzeczy Tough Solar nadal daje jednak odczuwalnie większy komfort psychiczny.

Cena Mudmastera w Japonii wynosi 60 500 jenów, czyli około 1450 zł. To wydatek spory, ale sensowny w kontekście materiałów i zestawu funkcji. W tej kwocie kupuje się przede wszystkim bardzo trwały zegarek narzędziowy, a dopiero potem złote akcenty.

Casio launches new feature-loaded watches with carbon and stainless-steel cases
fot. Casio

Mudman dla tych, którzy wolą niezależność od aplikacji

Mudman GW-9500MH-5 wybiera inną drogę. Jest lżejszy, waży 88 g, ma ładowanie Tough Solar oraz Multi-Band 6, czyli system automatycznej korekty czasu przez sygnał radiowy. Dla mnie to jedna z najbardziej niedocenianych wygód w cyfrowych Casio. Zegarek sam pilnuje energii i czasu, bez potrzeby pamiętania o kablu, aplikacji czy regularnym zaglądaniu do ustawień. Oczywiście odbiór radiowy zależy od lokalizacji i warunków, dlatego w Polsce nie zawsze będzie równie pewny jak bliżej nadajników, ale sama filozofia działania pozostaje bardzo atrakcyjna.

Także tutaj znalazł się zestaw ABC, a odczyty prezentowane są na charakterystycznym wyświetlaczu duplex LCD. Podwójna warstwa ekranu pozwala pokazywać więcej informacji jednocześnie, co w zegarku terenowym bywa znacznie użyteczniejsze niż efektowna animacja albo aplikacja próbująca urządzać nam nadgarstek. Brakuje Bluetootha i krokomierza, ale trudno uznać to za wadę, jeśli priorytetem jest samowystarczalność. Ten Mudman wygląda jak model dla osoby, która chce technologii działającej w tle, a nie kolejnego urządzenia domagającego się uwagi.

W Japonii kosztuje 63 800 jenów, czyli około 1540 zł. Paradoksalnie jest najdroższy, choć nie oferuje łączności ze smartfonem. Właśnie ten paradoks dobrze tłumaczy, czym dziś jest Master of G: cena nie wynika wyłącznie z listy funkcji, lecz także z konstrukcji, materiałów i zaufania do urządzenia, które ma przetrwać dłużej niż modę na kolejną aplikację fitness.

Casio launches new feature-loaded watches with carbon and stainless-steel cases
fot. Casio

GravityMaster, czyli najlepszy argument za tym, by odpuścić czujniki

GravityMaster GR-B300H-5A jest najlżejszy, waży 71 g, i pod względem funkcji wyraźnie odstaje od dwóch modeli Mud. Nie ma wysokościomierza, barometru, kompasu ani termometru. Zamiast tego oferuje dwie strefy czasowe, zakręcaną koronkę oraz obrotowy wskaźnik na godzinie dziewiątej. Ten ostatni pełni funkcję stopera i wskaźnika poziomu energii. Zegarek korzysta z Tough Solar oraz Bluetooth, więc łączy bezobsługowe zasilanie z wygodą ustawiania przez telefon.

Brzmi skromniej, ale moim zdaniem właśnie GravityMaster może okazać się najbardziej codziennym wyborem w całej serii. Ma mniejszą masę, mniej terenowych dodatków i funkcje, które przydają się osobie latającej służbowo, pracującej między strefami czasowymi albo po prostu szukającej solidnego analogowo-cyfrowego G-Shocka. Zakręcana koronka dodaje mu technicznego charakteru, a brak czujników ogranicza liczbę elementów, z których większość użytkowników i tak korzystałaby dwa razy w roku, z czego raz przez przypadek.

Japońska cena wynosi 49 500 jenów, czyli około 1190 zł. To zdecydowanie najprzystępniejsza propozycja z trójki, choć warto pamiętać, że podana kwota dotyczy rynku japońskiego. Jeśli kolekcja trafi szerzej do Europy, finalne ceny mogą wyglądać inaczej.

Złoto, które nie psuje terenowego charakteru

Brąz i złoto przy zegarku o odpornym rodowodzie mogły skończyć się estetyką sprzętu do przetrwania w hotelowym lobby. Casio uniknęło tej pułapki, bo kolorystyka nie przykrywa konstrukcji. Jasne złoto jest raczej piaskowe niż błyszczące, a ciemny brąz porządkuje całość. Pomagają też bio-based carbon i bio-based resin, czyli materiały częściowo pochodzenia biologicznego. Nie traktowałabym ich jako przepustki do ekologicznego samozadowolenia, bo nadal mówimy o złożonym produkcie elektronicznym. To jednak krok w rozsądniejszą stronę i dobrze, że w wytrzymałej serii Casio szuka alternatyw dla tradycyjnych tworzyw.

Horizon Gold ma też znajomy dla marki format. W 2024 roku Casio pokazało podobnie zbudowaną, wspólną serię Emergency Colors, opartą na modelach Mudmaster, Mudman i GravityMaster. Teraz firma znów bierze trzy mocne linie i spina je jednym językiem wizualnym. To sprytne, bo kolekcjoner dostaje spójny zestaw, a zwykły kupujący może wybrać konkretną funkcjonalność bez rezygnowania z wyglądu, który wpadł mu w oko.

Werdykt: wybór dla ludzi, którzy wiedzą, czego nie potrzebują

Master in Horizon Gold nie zmieni zasad gry w zegarkach outdoorowych. I szczerze mówiąc, nie musi. Casio oferuje tu znaną odporność G-Shocków, sensownie dobrane funkcje i jedną z ładniejszych palet kolorystycznych, jakie mogły trafić do tej surowej rodziny. W czasach, gdy każdy gadżet chce mierzyć sen, stres, regenerację i prawdopodobnie także poziom naszego egzystencjalnego chaosu, zegarek, który po prostu pokazuje czas, orientację i pogodę, ma w sobie zaskakująco dużo spokoju.

Gdybym miała wskazać najbardziej racjonalny model, postawiłabym na Mudmana z energią słoneczną i synchronizacją radiową. Najbardziej uniwersalny dla miejskiego użytkownika wydaje mi się jednak GravityMaster. Mudmaster pozostaje wyborem dla tych, którzy naprawdę wykorzystają czujniki i krokomierz. Reszta powinna najpierw odpowiedzieć sobie na proste pytanie: czy chce zegarek do zadań specjalnych, czy po prostu bardzo ładny zegarek, który przeżyje wszystko poza rozsądną krytyką własnego zakupu.