Elektryczne kampery długo wyglądały jak projekt przygotowany głównie pod zdjęcia z alpejskiego parkingu: piękny zachód słońca, designerski kubek na składanym stoliku i ani słowa o tym, gdzie za dwa dni podłączyć auto do ładowania. Nissan Interstar-E Relax od Eifelland zwraca moją uwagę z innego powodu. Nie sprzedaje romantycznej miniatury wolności, tylko bierze duży, użytkowy samochód dostawczy i próbuje uczynić z niego sensowny dom na kołach z napędem elektrycznym.
To ważna różnica, bo w świecie kamperów coraz częściej mylimy styl życia z realną użytecznością. Volkswagen ID. Buzz ma urok, którego nie da się odmówić, i świetnie nadaje się do roli elektronicznej ikony weekendu. Relax bazuje jednak na Nissanie Interstarze, czyli konstrukcji z zupełnie innego końca parkingu. Jest większy, bardziej pudełkowaty i zdecydowanie mniej skory do pozowania. Dzięki temu może zaoferować coś, czego w kamperze nie da się zastąpić dobrym designem: przestrzeń.
Duży van ma przewagę, której nie widać w folderze
Eifelland Relax wykorzystuje najnowszego Interstara-E, elektryczną wersję dużego vana Nissana. Za zabudowę odpowiada niemiecka firma obecna na rynku od 1961 roku, mająca w życiorysie i produkcję przyczep kempingowych, i krótki, dość osobliwy epizod w Formule 1 w latach 70. Dziś Eifelland wraca do swoich znacznie bardziej praktycznych korzeni, a wybór Interstara wydaje mi się wyjątkowo trzeźwy.
W kamperze metry sześcienne są walutą bardziej wartościową niż efektowna linia okien. To one decydują, czy da się ugotować śniadanie bez przekładania połowy bagażu na przednie fotele, schować sprzęt sportowy i przetrwać dwa deszczowe dni bez poczucia, że mieszka się w bardzo drogim schowku. Duża karoseria Interstara daje projektantom pole do urządzenia pełnoprawniejszego wnętrza, a użytkownikowi szansę na podróżowanie bez logistycznej gimnastyki.
Właśnie dlatego nie stawiałabym Relaksa i ID. Buzza w prostym pojedynku. Volkswagen pozostaje świetnym autem dla osób, które chcą połączyć codzienną jazdę po mieście z rekreacyjnym wypadem. Nissan z zabudową Eifellanda celuje raczej w ludzi, którzy naprawdę zamierzają w nim spać, gotować i wozić więcej niż deskę SUP oraz dwa modne koce.

Elektryczny Interstar ma bazę, ale kamper szybko weryfikuje deklaracje
Interstar-E występuje z akumulatorami o pojemności 40 kWh albo 87 kWh. W większym wariancie Nissan deklaruje do 460 km zasięgu w cyklu WLTP dla bazowego auta, a szybkie ładowanie prądem stałym ma ułatwiać odzyskiwanie energii w trasie. Na papierze wygląda to rozsądnie, szczególnie jak na samochód tej wielkości. Warto jednak zachować chłodną głowę, bo kamper wnosi do równania kilka własnych kilogramów, wyższe opory powietrza oraz dodatkowe zużycie energii przez życie na postoju.
Deklarowane 460 km nie będzie więc obietnicą 460 km wakacyjnej podróży z pełnym wyposażeniem, rowerami i autostradowym tempem. To nie zarzut wobec Nissana, lecz elementarz fizyki, z którym wciąż zaskakująco wiele materiałów promocyjnych próbuje negocjować. Podczas dłuższej wyprawy rozsądniej planować etapy krótsze niż maksymalny zasięg i traktować ładowanie jako stały punkt trasy, podobnie jak zakupy czy nocleg.
Jednocześnie elektryczny napęd ma w kamperze zaletę, o której mówi się za rzadko. Nocowanie nie oznacza już porannego odpalania diesla pod czyimś oknem ani stukotu jednostki pracującej na postoju. Cicha jazda po lokalnych drogach i brak spalin w miejscach, do których przyjeżdża się po oddech, są argumentami bardzo konkretnymi. O ile oczywiście energia w akumulatorze wystarczy na dojazd do następnej ładowarki.

W kamperze liczy się także prąd poza drogą
Sam akumulator trakcyjny nie rozwiązuje automatycznie wszystkich spraw. Kamper potrzebuje osobnego zarządzania energią dla lodówki, oświetlenia, ogrzewania, ładowania elektroniki i codziennej kuchennej drobnicy. Przed zakupem Relaksa warto więc dokładnie sprawdzić, jak Eifelland rozwiązał instalację pokładową, jaką pojemność ma akumulator części mieszkalnej, czy można wygodnie ładować go z sieci oraz jak długo wyposażenie działa bez podłączenia do zewnętrznego źródła.
To ten mniej instagramowy fragment caravaningu, który decyduje o zadowoleniu po trzecim dniu wyjazdu. Elektryczny kamper ma sens wtedy, gdy instalacja mieszkalna jest przemyślana równie dobrze jak układ napędowy. W przeciwnym razie samochód będzie bezemisyjny w trakcie jazdy, ale obozowisko nadal wymusi szukanie przyłącza, generatora albo nerwowe patrzenie na wskaźniki energii.
Przyda się też uczciwe spojrzenie na infrastrukturę. Ładowarki przy trasach są coraz lepsze, lecz nadal nie każda lokalizacja turystyczna przygotowała się na pojazd dłuższy i wyższy od osobówki. Zastawione stanowiska, zbyt ciasne parkingi i przewody, które nie sięgają gniazda, potrafią odebrać ochotę na technologiczną przygodę szybciej niż niski stan baterii. Duży elektryczny kamper wymaga planowania, a aplikacja do ładowania powinna stać się równie obowiązkowa jak apteczka.

Volkswagen ma styl, Nissan może mieć rozsądek
Trudno mi się dziwić, że rynek wypełnia się elektrycznymi kamperami. Dla producentów to atrakcyjna odpowiedź na dwa modne hasła: podróżowanie bliżej natury i elektromobilność. Dla użytkowników sytuacja jest bardziej złożona. Potrzebują auta, które nie tylko dobrze wygląda na postoju, ale również daje się zapakować, prowadzić, ogrzać i naładować bez codziennego rytuału wyrzeczeń.
Relax ma szansę zainteresować właśnie tych mniej zainteresowanych gadżetem, a bardziej mobilnym mieszkaniem. Interstar nie będzie tak łatwy do parkowania jak mniejszy van i raczej nie przyciągnie wzroku retro sylwetką. Za to jego użytkowa architektura może okazać się cenniejsza po kilku dniach w drodze. Mam wrażenie, że elektryczna turystyka dojrzeje dopiero wtedy, gdy przestanie udawać, że każdy wyjazd składa się z krótkiego dojazdu na perfekcyjny kemping.
Nissan Interstar-E Relax nie rozwiązuje wszystkich ograniczeń elektrycznego caravaningu. Nie sprawi, że infrastruktura nagle stanie się idealna, a ciężka zabudowa przestanie wpływać na zasięg. Pokazuje jednak właściwy kierunek: zamiast wciskać napęd elektryczny do modnej, kompaktowej formy, można dać mu nadwozie zaprojektowane pod prawdziwe życie w podróży. I właśnie ten pragmatyzm wydaje mi się dla Volkswagena dużo poważniejszym sygnałem niż kolejny efektowny kamperowy koncept.


