Smartwatche coraz częściej wyglądają jak małe tablice reklamowe przyklejone do nadgarstka. Tym bardziej rozumiem drogę Huawei: Watch GT 7 i Watch GT 7 Pro na najnowszych zdjęciach sprawiają wrażenie zegarków, które wolą być noszone niż demonstrowane. Producent najwyraźniej nie zamierza wywracać swojej udanej formuły do góry nogami. Zamiast tego dopracowuje detale, rozdziela charaktery modeli i sprawdza, czy klasyczna koperta nadal potrafi obronić się w świecie pełnym prostokątów.
Przed środową premierą można już obejrzeć siedem wariantów serii obok siebie. To wystarczająco dużo, by zauważyć, że Huawei szykuje raczej ewolucję niż gwałtowny zwrot. W tym segmencie wcale nie odbieram tego jako zarzutu. Zegarek jest jednym z niewielu urządzeń, które mają pracować dyskretnie przez wiele dni, a równocześnie pasować do kurtki, koszuli i sportowej bluzy. Rewolucje wzornicze często kończą się tu efektem gadżetu, z którym po kilku miesiącach człowiek nie bardzo chce wychodzić z domu.
Trzy sylwetki, trzy pomysły na nadgarstek
Mniejszy Huawei Watch GT 7 w rozmiarze 41 mm zachowuje prostą, okrągłą kopertę, delikatnie opisaną lunetę i błyszczące metalowe wykończenie. To wariant dla osób, które nie chcą na ręce kolejnego ciężkiego ekranu. Przy zegarkach rozmiar ma większe znaczenie, niż sugerują tabelki ze specyfikacją. Koperta, która świetnie wygląda na renderze, na drobniejszym nadgarstku potrafi zamienić się w niezręczny talerz.
Watch GT 7 46 mm jest wizualnie odważniejszy. Szczotkowana powierzchnia i bardziej kanciasty akcent na obudowie dają mu techniczny, lekko outdoorowy rys. Wciąż jednak trudno pomylić go z typowym sportowym komputerem treningowym. Huawei od lat trzyma się estetyki zegarka, a nie miniaturowego telefonu, i ta konsekwencja ma sens. Kwadratowe ekrany bywają bardzo praktyczne podczas czytania powiadomień, lecz okrągła tarcza nadal znacznie lepiej znosi upływ mody.
Huawei Watch GT 7 Pro korzysta z niemal tej samej bryły co większy model, choć różnice mają być widoczne w kolorystyce, lunecie oraz sposobie mocowania paska. Najmocniej rzuca się jednak w oczy grubość. Wersja Pro wygląda zdecydowanie solidniej, prawdopodobnie z powodu większej baterii. To może być bardzo rozsądny kompromis. W smartwatchach deklaracje o funkcjach zwykle przyciągają uwagę na kilka dni, za to długi czas pracy decyduje o tym, czy urządzenie zostaje z nami na stałe. Zegarek, który trzeba ładować akurat wtedy, gdy planujemy weekendowy wyjazd, szybko przestaje być sprzymierzeńcem.

Żółty pasek i tytan, czyli Pro chce mieć własny głos
Wariant Pro ma pojawić się w czerni, zieleni i żółci. Szczególnie ten ostatni kolor brzmi jak drobny, ale potrzebny gest w stronę osób zmęczonych kolejnym szarym akcesorium premium. Żółty sportowy pasek może łatwo przesunąć projekt w stronę przesady, dlatego wiele zależy od tonu materiału i odcienia obudowy. Na zdjęciach wygląda jednak świeżo, a przy tym nie odbiera zegarkowi dojrzałości. W branży, która od kilku sezonów odkrywa beże, grafit i kolejne odmiany czerni, taki detal bywa przyjemnie odświeżający.
W poprzedniej generacji Watch GT 6 oferował stalową, wodoszczelną kopertę, moduł NFC, GPS, głośnik i mikrofon, jasny ekran AMOLED oraz czujniki tętna, saturacji i temperatury skóry. Watch GT 6 Pro dokładał tytanową kopertę, EKG oraz czujnik głębokości przydatny podczas nurkowania. Jeśli Huawei utrzyma ten podział, model Pro nadal będzie propozycją dla osób, które rzeczywiście chcą korzystać z bardziej zaawansowanych możliwości zdrowotnych i sportowych, a nie jedynie dopłacić za dopisek na pudełku.
Trzeba jednak zachować chłodną głowę. Zdjęcia nie potwierdzają jeszcze pełnej specyfikacji Watch GT 7 Pro ani tego, które funkcje trafią na poszczególne rynki. Zwłaszcza EKG warto traktować ostrożnie do chwili oficjalnego komunikatu, ponieważ dostępność takich rozwiązań zależy od lokalnych dopuszczeń. Równie istotna będzie kompatybilność funkcji płatniczych NFC oraz aplikacji. Sam moduł w zegarku nie gwarantuje jeszcze wygodnego płacenia w każdej konfiguracji telefonu, banku i regionu.

W zegarku wygrywa wygoda, której nie widać na plakacie
Mam wrażenie, że Huawei dobrze odczytało zmęczenie wyścigiem na funkcje, które przez większość roku pozostają w menu. GPS, pomiar treningu, powiadomienia, płatności, rozmowy prowadzone z nadgarstka i wiarygodnie prezentowane dane zdrowotne to dziś pakiet, który wystarcza ogromnej części użytkowników. Prawdziwy test zaczyna się później: czy ekran da się odczytać w słońcu, czy pasek nie męczy skóry, czy oprogramowanie nie gubi treningów i czy bateria nie wymusza wieczornego rytuału z ładowarką.
Właśnie dlatego większa grubość modelu Pro nie musi być problemem. Jeśli za nią stoi wyraźnie lepsza autonomia, wiele osób zaakceptuje dodatkowe milimetry. Sama wolałabym odrobinę cięższy zegarek, który przypomina o ładowaniu po wielu dniach, niż ultracienki model wymagający ciągłego pilnowania. Oczywiście pod warunkiem, że Huawei nie przesadzi z masą. Tytan pomaga ograniczyć wagę, ale na nadgarstku liczy się cała konstrukcja, a nie tylko szlachetny materiał w folderze reklamowym.
Seria GT ma też do odegrania ważną rolę dla posiadaczy telefonów innych marek. Zegarki Huawei są zwykle używane również z Androidem spoza własnego ekosystemu, co stanowi ich dużą przewagę praktyczną. Przed zakupem i tak warto sprawdzić ograniczenia poszczególnych funkcji oraz dostępność aplikacji Huawei Health na konkretnym telefonie. W segmencie wearables szczegóły systemowe potrafią boleśnie zderzyć marketingową obietnicę z codziennością.
Premiera pokaże, czy za znajomą obudową kryje się coś więcej
Huawei Watch GT 7 Pro nie wygląda jak produkt, który chce za wszelką cenę zdobyć nagrodę za najbardziej futurystyczny projekt roku. I dobrze. Zegarek ma przede wszystkim być wygodny, odporny na kaprysy codzienności i na tyle atrakcyjny, by po pół roku nadal chciało się go założyć. Nowe kolory, odświeżone paski oraz prawdopodobnie większa bateria mogą wystarczyć, jeśli producent dorzuci sensowne usprawnienia w pomiarach, oprogramowaniu i współpracy z telefonem.
Pełną ocenę zostawiłabym na moment ujawnienia specyfikacji, cen i regionalnej dostępności funkcji. Już teraz widać jednak, że Huawei broni swojej własnej niszy: smartwatcha, który ma wyglądać jak zegarek także wtedy, gdy akurat nie świeci ekranem. W epoce urządzeń coraz bardziej domagających się naszej uwagi to zaskakująco rozsądna ambicja.

