Suunto Race 3 zapowiada zegarek dla biegaczy. Szkoda, że trener AI chce abonamentu

Suunto najwyraźniej szykuje dwa nowe zegarki dla osób, które wolą po treningu sprawdzić wykres regeneracji niż liczbę polubień pod trasą. Race 3 i Race 3 S mają przynieść dobrze znany zestaw oczekiwań: jasny AMOLED, precyzyjniejszą lokalizację i funkcje dla ambitniejszych biegaczy. Jest jednak jeden detal, przy którym zapaliła mi się mała, czerwona lampka kontrolna: za bardziej rozmownego trenera AI prawdopodobnie trzeba będzie płacić co miesiąc.

To ciekawy moment dla Suunto. Marka ma opinię producenta, który nie zasypuje użytkownika brokatem, odznakami za wypicie wody i społecznościową papką. Jej zegarki zwykle były narzędziami dla ludzi od ruchu, map i długich wyjść w teren. Jeśli przeciek się potwierdzi, Race 3 oraz Race 3 S pozostaną w tym świecie, choć zrobią krok w stronę modelu usługowego znanego z aplikacji fitness.

Dwa rozmiary, dwie różne filozofie szkła

Mniejszy Suunto Race 3 S ma dostać okrągły ekran AMOLED o przekątnej 1,32 cala, zabezpieczony szkłem szafirowym. To sensowny wybór dla zegarka, który może często ocierać się o skały, framugi, kierownicę roweru albo po prostu o życie. Szafir nie jest magicznie niezniszczalny, lecz zdecydowanie lepiej znosi codzienne rysy niż standardowe szkło mineralne.

Większy Race 3 ma zaoferować 1,5-calowy AMOLED, ale jego ekran ma być chroniony szkłem mineralnym. Pozornie brzmi to jak dziwna oszczędność, zwłaszcza gdy mniejszy wariant dostaje materiał bardziej premium. Możliwe jednak, że Suunto rozdziela modele według zastosowań. Race 3 S wygląda na bardziej kompaktowy zegarek do noszenia przez cały dzień, a większy Race 3 ma stawiać na czytelność danych i długi czas pracy. Dla osoby patrzącej na mapę lub tempo w ostrym słońcu dodatkowa przestrzeń ekranu potrafi być ważniejsza niż elegancki profil koperty.

AMOLED w zegarku sportowym nie jest już rewolucją, ale nadal ma praktyczne znaczenie. Dobrze ustawiony ekran pozwala szybciej odczytać tempo, tętno czy wskazówki nawigacji podczas biegu. Ceną bywa zużycie energii, szczególnie przy aktywnym trybie zawsze włączonego wyświetlacza. Właśnie dlatego deklarowany nacisk większego Race 3 na baterię brzmi rozsądnie. Na długim biegu albo kilkudniowym wyjeździe ładowarka pozostawiona w domu potrafi nagle stać się ważniejsza od najładniejszej animacji interfejsu.

GPS dual-band ma znaczenie poza tabelką specyfikacji

Oba zegarki mają dostać GPS dual-band, czyli odbiornik wykorzystujący dwa pasma sygnału satelitarnego. W praktyce ma to pomagać tam, gdzie zwykłe zegarki zaczynają fantazjować: między wysokimi budynkami, w gęstym lesie, w wąwozie czy na trasie pełnej ostrych zakrętów. Biegacz nie kupuje tej technologii po to, żeby podziwiać skrót w specyfikacji. Kupuje ją po to, by po dziesięciu kilometrach zegarek nie oznajmił z przekonaniem godnym urzędnika, że przebiegł 10,8 km po dachach kamienic.

Oczywiście dual-band nie kasuje wszystkich problemów z pomiarem. Trasa może być źle wyznaczona, tempo nadal zależy od algorytmów, a pomiar tętna z nadgarstka ma swoje ograniczenia. Mimo to jest to jedna z tych aktualizacji, które użytkownik naprawdę może zauważyć w danych z codziennych treningów. Zwłaszcza jeśli Race 3 zachowa sprawną nawigację i sportowy charakter poprzedników.

Trener AI może pomóc, ale abonament psuje prostą relację ze sprzętem

Nowością ma być interaktywny Suunto AI Coach. Zamiast wyłącznie prezentować gotowe zalecenia, miałby odpowiadać na pytania o termin treningu, dobór ćwiczeń oraz wpływ snu i regeneracji na realizację celu. Taki asystent ma sens, bo dane z zegarka same z siebie niewiele znaczą. Owszem, można zobaczyć słabszą regenerację, podwyższone tętno spoczynkowe i krótszy sen, ale ktoś musi jeszcze przełożyć to na ludzkie zdanie: dziś odpuść interwały, zrób spokojny rozruch albo zwyczajnie się wyśpij.

Problem w tym, że po trzymiesięcznym okresie próbnym AI Coach ma wymagać płatnej subskrypcji. Trudno mi się temu całkiem dziwić, bo funkcje konwersacyjne i infrastruktura AI kosztują. Mam jednak opór wobec sytuacji, w której zegarek za niemałe pieniądze zbiera moje dane, a potem pobiera opłatę za sensowne wyjaśnienie, co z nich wynika. Obecny Suunto Coach jest mniej rozbudowany, lecz działa bez abonamentu, i to ważny punkt odniesienia.

W dodatku porada treningowa podana przez chatbot nie jest automatycznie dobrą poradą treningową. Algorytm może świetnie łączyć sen, obciążenie i cele, ale nie zna bólu w kolanie, narastającej frustracji ani tego, że użytkowniczka ma za sobą fatalny tydzień w pracy. AI warto traktować jako wygodny interfejs do danych oraz podpowiedź, nie jako cyfrowego trenera z monopolem na rozsądek. Przy zdrowiu i wysiłku fizycznym ta różnica jest znacznie ważniejsza niż efektowne okno czatu.

Suunto musi uważać, by nie sprzedać dwa razy tej samej motywacji

Seria Race może zyskać na większym wyborze rozmiarów i dopracowaniu fundamentów. Race 3 S ze szkłem szafirowym wygląda na interesującą propozycję dla osób z mniejszym nadgarstkiem, które nie chcą rezygnować z solidnej konstrukcji. Większy Race 3 może trafić do tych, dla których najważniejsze są ekran, mapa i czas pracy podczas dłuższych aktywności. Pod tym względem podział wydaje się czytelny.

Więcej wątpliwości budzi subskrypcja. Rynek sportowych zegarków przyzwyczaił nas do tego, że po zakupie urządzenia część wartości mieszka w aplikacji. Płatny trener AI przesuwa jednak granicę odrobinę dalej, bo dotyka funkcji, która ma interpretować dane wyprodukowane przez nasz własny sprzęt i nasze własne ciało. Jeśli Suunto zaoferuje realnie użyteczne wskazówki, przejrzyste zasady oraz nadal pozostawi mocny bezpłatny zestaw analiz, część użytkowników to zaakceptuje. Jeśli abonament okaże się przepustką do kilku ogólnych komunikatów o odpoczynku, zegarek szybko przypomni o tym w mniej sympatyczny sposób niż alarm porannego treningu.

Na razie Race 3 i Race 3 S pozostają urządzeniami znanymi z przecieku, więc na ostateczny werdykt trzeba poczekać do premiery i pełnej specyfikacji. Kierunek jest jednak wyraźny: Suunto chce połączyć sportową wiarygodność z bardziej inteligentnym oprogramowaniem. Ja chętnie zobaczę ten ruch, pod warunkiem że inteligencja nie okaże się przede wszystkim inteligentnym sposobem na stałe obciążanie karty płatniczej.