W świecie rowerów elektrycznych łatwo zachwycić się ekranem wielkim jak smartfon, karbonową ramą i trybem boost, który każe człowiekowi zastanowić się, czy nadal jedzie rowerem, czy już dyskretnym skuterem. Raymon Numa Pure Wave idzie w przeciwną stronę. Ma ułatwić codzienne życie: spokojnie ruszyć spod świateł, wjechać pod górę z zakupami, nie ubrudzić nogawki i nie zastanawiać się co kilka dni, czy przerzutka znów wymaga regulacji. I przyznam, że coraz bardziej rozumiem ten kierunek.
Nowy trekkingowy e-bike Raymona kosztuje w Niemczech 2229 euro, czyli około 9600 zł. To wciąż sporo jak za rower, lecz w segmencie elektrycznych modeli do regularnej jazdy nie jest to cena odklejona od rzeczywistości. Zwłaszcza że producent nie sprzedaje tu gołej bazy, do której trzeba potem dokupić błotniki, lampki, stopkę i bagażnik. Numa Pure Wave przyjeżdża gotowy do pracy, na zakupy i na mniej ambitną, lecz bardzo potrzebną wycieczkę za miasto.
Rower dla tych, którzy mają dość wspinaczki nad ramą
Określenie Pure Wave odnosi się do ramy typu low-step, z mocno obniżonym przekrokiem. Taki projekt bywa niesłusznie traktowany jako sprzęt wyłącznie dla seniorów. W praktyce docenia go każdy, kto raz próbował przerzucić nogę nad wysoką ramą, mając na tylnym bagażniku sakwy, a w rękach torbę z pieczywem. W mieście, gdzie zatrzymujemy się częściej niż na trasie treningowej, łatwe wsiadanie ma więcej sensu niż udawanie kolarskiej elegancji.
Rama, błotniki, zintegrowane oświetlenie i regulowana stopka tworzą zestaw, który nie wymaga ceremonii przed wyjazdem. Można po prostu wyjść z domu i pojechać, także wtedy, gdy pogoda znowu postanowiła przypomnieć, że aplikacja pogodowa jest bardziej gatunkiem literackim niż gwarancją. To detal, ale bardzo praktyczny: wiele e-bike’ów wygląda świetnie w salonie, a dopiero po pierwszym deszczu okazuje się, że właściciel musi doposażyć je w elementy oczywiste dla normalnego roweru użytkowego.

Silnik spoza obowiązkowej listy marek
Techniczną osobliwością Numy jest centralny napęd Oli Pico. Na rynku, na którym rozmowy o silnikach zwykle szybko kończą się na Boschu, Bafangu albo coraz częściej DJI, włoska marka Oli nie ma równie silnej rozpoznawalności. Nie oznacza to automatycznie problemu, ale przed zakupem sprawdziłabym jedną rzecz bardzo konkretnie: gdzie w okolicy działa serwis znający ten system i jak wygląda dostępność części oraz diagnostyki. Przy e-bike’u to ważniejsze niż logo na obudowie silnika.
Oli Pico oferuje do 70 Nm momentu obrotowego, a chwilowa moc szczytowa sięga 650 W. Są to wartości, które powinny wystarczyć do sprawnego ruszania z obciążeniem i na podjazdach typowych dla jazdy trekkingowej. Nominalna moc ciągła wynosi 250 W, więc rower mieści się w europejskich zasadach dla pedeleków. W praktyce liczba 650 W nie zamienia go w pojazd dla łowców rekordów prędkości. Pokazuje raczej, że napęd dysponuje zapasem wtedy, gdy potrzeba krótkiego, zdecydowanego wsparcia.
Centralne umieszczenie silnika też ma swoje znaczenie. Masa skupiona nisko i blisko środka roweru pomaga zachować przewidywalne prowadzenie, szczególnie z obciążonym bagażnikiem. W rowerze, który ma wozić człowieka, zakupy i czasem pół domowego ekwipunku, przewidywalność cenię bardziej niż efektowny zryw spod świateł.
Pięć biegów zamiast rowerowej mechaniki do ciągłego doglądania
Raymon zastosował klasyczny łańcuch, lecz zrezygnował z zewnętrznej przerzutki na rzecz pięciobiegowej piasty Shimano. To decyzja bardzo logiczna dla roweru miejskiego i trekkingowego. Mechanizm ukryty w piaście jest lepiej osłonięty przed wodą, błotem i przypadkowym uderzeniem przy przypinaniu roweru. Jest też mniej wrażliwy na codzienne zaniedbania, a przecież ogromna grupa użytkowników kupuje e-bike właśnie po to, by odzyskać wygodę przemieszczania się, nie kolejne hobby serwisowe.
Pięć przełożeń ma jednak swój koszt. Na długiej trasie, przy szybszej jeździe albo w bardziej górzystym terenie zakres może okazać się skromniejszy niż w rowerze z szeroką kasetą. Silnik centralny częściowo maskuje ten problem, lecz nie usuwa go całkowicie. Numa Pure Wave wygląda więc rozsądnie dla osoby, która dojeżdża do pracy, robi kilkunastokilometrowe wypady i porusza się po trasach o umiarkowanym profilu. Kto planuje regularnie zdobywać strome podjazdy z pełnym ekwipunkiem, powinna sprawdzić przełożenia podczas jazdy próbnej, zamiast ufać samemu hasłu 70 Nm.
Bateria i bagażnik mówią więcej niż marketingowe slogany
Akumulator o pojemności 504 Wh wkłada się do ramy od góry. Taka wartość jest dziś rozsądnym środkiem dla elektrycznego trekkinga. Nie daje prawa do obiecywania bajkowego zasięgu, ponieważ ten zależy od masy rowerzystki lub rowerzysty, wiatru, temperatury, opon, przewyższeń i wybranego wspomagania. Pozwala jednak realnie myśleć o codziennej eksploatacji bez ładowania po każdym krótkim przejeździe. Górne wyjmowanie baterii może być wygodne, zwłaszcza gdy rower stoi w ciasnym miejscu i dostęp do boków ramy jest ograniczony.
Rower waży 25,5 kg, więc nie jest sprzętem, który chętnie wnosi się po schodach do mieszkania na trzecim piętrze. W tej klasie trudno uznać to za zaskoczenie, ale warto powiedzieć to wprost: e-bike z centralnym silnikiem, baterią, błotnikami, lampkami i bagażnikiem płaci za swoją użyteczność kilogramami. Dopuszczalna masa całkowita wynosi 140 kg. Po odjęciu masy samego roweru pozostaje około 114,5 kg na użytkownika i bagaż, co dla wielu osób będzie wystarczające, choć przy cięższym rowerzyście oraz pełnych sakwach margines szybko się kurczy.
Tylny bagażnik zgodny z systemem MIK HD może unieść do 27 kg. To istotny parametr, bo MIK HD pozwala wygodnie wpinać kompatybilne akcesoria, na przykład sakwy czy fotelik, bez domowej inżynierii z gumami i paskami. Nie każdy potrzebuje takiego rozwiązania codziennie. Kiedy jednak raz przewiezie się większe zakupy bez plecaka wbitego między łopatki, trudno wrócić do dawnego układu.
Komponenty bez sportowej pozy, lecz z rozsądnym celem
Za komfort odpowiada amortyzowany widelec SR Suntour NEX-E25 o skoku 75 mm. Nie jest to zaproszenie do skakania po korzeniach, ale na krawężniki, dziurawe ścieżki rowerowe i szutrowe odcinki powinien wystarczyć. Producent zastosował też hydrauliczne hamulce tarczowe Tektro HD-M3120 z dwutłoczkowymi zaciskami, tarczą 180 mm z przodu i 160 mm z tyłu. Przy rowerze ważącym ponad 25 kg, który może jeszcze wozić ładunek, hydraulika jest po prostu właściwym wyborem. Wsparcie elektryczne pomaga rozpędzić masę, ale nie zwalnia z obowiązku pewnego zatrzymania jej przed przejściem dla pieszych.
Nie widzę tu pogoni za komponentami, które dobrze wyglądają w tabelce, lecz słabo odpowiadają na realne potrzeby. I bardzo dobrze. Rower użytkowy nie musi udowadniać, że ma w sobie ducha zawodów. Powinien dać się prowadzić pewnie o siódmej rano, gdy człowiek jeszcze nie ma ochoty walczyć z wiatrem, ruchem ulicznym i kapryśną zmianą biegów.
Komu Raymon Numa Pure Wave może się opłacić
Raymon Numa Pure Wave ma wyraźnie określony charakter. To propozycja dla osób szukających elektrycznego roweru do codziennych przejazdów i rekreacji, a nie lekkiej maszyny sportowej. Za około 9600 zł dostajemy centralny napęd o solidnym momencie, baterię 504 Wh, praktyczne wyposażenie i piastę biegową, która może oszczędzić sporo nerwów w jesienno-zimowym sezonie.
Mnie przekonuje w nim właśnie brak fajerwerków. W branży e-bike’ów łatwo pomylić innowację z dodawaniem kolejnych funkcji, które potem trzeba ładować, aktualizować albo tłumaczyć w instrukcji. Numa Pure Wave wygląda jak rower zaprojektowany z myślą o tym, że technologia ma zniknąć w tle. Jeśli serwis napędu Oli będzie dostępny lokalnie, może to być jeden z tych sprzętów, które nie dominują rozmowy przy kawie, ale po kilku miesiącach okazują się najbardziej trafionym zakupem w garażu.

