Meta postanowiła sprawić, by gogle Quest kojarzyły się nie tylko z rytmicznym machaniem rękami w Beat Saberze i dziwną potrzebą urządzania wirtualnego salonu. W pakiecie Meta Horizon+ znalazł się Xbox Game Pass Starter Edition, czyli biblioteka ponad 50 gier dostępnych w chmurze. To ruch rozsądny, bo VR wciąż bywa sprzętem kupowanym z entuzjazmem, a później odkładanym na półkę obok maty do ćwiczeń. Możliwość odpalenia Fallouta 4 na ogromnym, wirtualnym ekranie może dać Questowi znacznie więcej wieczorów w użyciu.
Jest jednak mały haczyk, którego nie warto pudrować słowem gratis. Game Pass nie trafia do każdego posiadacza gogli bez żadnych warunków. Został dołączony do płatnej subskrypcji Meta Horizon+. To raczej pakietowanie usług niż rozdawanie prezentów, ale przy odpowiedniej cenie i realnym korzystaniu z biblioteki może być to układ sensowniejszy, niż sugeruje marketingowa otoczka.
Xbox w Questie, ale na wirtualnym ekranie
W ramach Game Pass Starter Edition można streamować na goglach ponad 50 tytułów, między innymi Fallout 4, Fallout 76, Grounded, Overcooked 2 i DayZ. Gry są uruchamiane w chmurze, więc Quest nie renderuje ich lokalnie. Gogle stają się po prostu efektownym ekranem i odbiornikiem transmisji, a cała ciężka praca odbywa się na serwerach Microsoftu.
To ważne rozróżnienie dla osób liczących na pełnoprawne VR w świecie Fallouta. Te gry nie zyskają sterowania ruchem, poczucia obecności ani mechanik projektowanych pod wirtualną rzeczywistość. Siedzimy przed cyfrowym telewizorem, tyle że może on mieć rozmiar odpowiadający nawet 26-stopowemu ekranowi, czyli około 7,9 m przekątnej. Meta pozwala dodatkowo umieścić go w otoczeniu inspirowanym Xboxem. Brzmi odrobinę jak dekorowanie pokoju tapetą konsoli, ale dla kogoś, kto dzieli telewizor z rodziną albo mieszka w małym mieszkaniu, taki prywatny ekran ma bardzo konkretny sens.
Od dawna mam wrażenie, że właśnie to jest niedocenianą supermocą gogli. VR nie musi za każdym razem zabierać nas do futurystycznej strzelaniny. Czasem wystarczy, że oferuje własny, wielki ekran w miejscu, gdzie fizycznie nie ma na niego przestrzeni. Oczywiście komfort zależy od dopasowania gogli, jakości obrazu i tolerancji użytkowniczki na dłuższe noszenie sprzętu na twarzy. To nadal nie zastąpi dobrego telewizora OLED, zwłaszcza podczas wspólnego grania. Jako osobista sala gamingowa ma jednak zaskakująco dużo uroku.
10 godzin miesięcznie – limit, który ustawia całą ofertę
Microsoft daje w tym wariancie 10 godzin grania w chmurze miesięcznie. To wystarczy na kilka spokojnych sesji, przetestowanie kilku gier albo przejście krótszego tytułu, jeśli ktoś jest konsekwentny. W przypadku rozbudowanych produkcji fabularnych taki pakiet znika jednak szybciej, niż zdążymy przyzwyczaić się do wirtualnego rozmiaru ekranu. Jedna dłuższa sobota z Falloutem potrafi mocno uszczuplić limit.
Dlatego potraktowałabym Xbox Game Pass w Meta Horizon+ jako wartościowy dodatek do abonamentu, a nie podstawowy argument za nim. Jest dobry dla osoby, która ma Questa i chce od czasu do czasu nadrobić znany tytuł bez włączania konsoli czy komputera. Mniej przekonuje mnie jako propozycja dla kogoś, kto chce regularnie grać w chmurowe produkcje AAA. Taka osoba szybko zacznie oglądać się za pełniejszym planem Game Pass, a wtedy elegancki pakiet przestaje być aż tak tani.
Horizon+ dostaje wreszcie argument poza VR
Meta Horizon+ kosztuje 7,99 dolarów miesięcznie, czyli około 29 zł, albo 59,99 dolarów rocznie, czyli około 220 zł. Nowe użytkowniczki i nowi użytkownicy otrzymują pierwszy miesiąc bez opłat. Sam Horizon+ oferuje również katalog ponad 100 gier VR do pobrania na kompatybilne gogle Quest, z regularnie zmieniającą się ofertą. Roczny wariant kosztuje mniej więcej tyle, co pojedyncza duża gra konsolowa, więc zestawienie wygląda przyzwoicie, o ile ktoś faktycznie zagląda do gogli częściej niż raz na kilka miesięcy.
Ten ruch pokazuje też, gdzie Meta widzi przyszłość swojego sprzętu. Firma nie może liczyć wyłącznie na to, że każda nowa aplikacja VR stanie się hitem. Budowanie biblioteki natywnych gier trwa, wymaga pieniędzy i przekonywania studiów do rynku mniejszego niż PC czy konsole. Streamowanie klasycznych gier na ogromnym ekranie jest prostszym sposobem na podniesienie użyteczności urządzenia. Microsoft zyskuje dodatkowe miejsce dla Game Passa, a Meta może powiedzieć: nasze gogle nadają się także do zwykłego grania.
Kontroler dziś, emulacja w kolejnych tygodniach
Obecnie do grania w tytuły Xboxa potrzebny jest fizyczny kontroler. To może być pad Xbox lub inny kompatybilny model Bluetooth, ale warto sprawdzić zgodność przed zakupem. Kontrolery Touch, dodawane do Questów, nie zastępują jeszcze gamepada w tej usłudze.
Meta zapowiada aktualizację dla kontrolerów Touch w Quest 3 i Quest 3S, która pozwoli im emulować kontroler Xbox. Ma ona trafić do użytkowników w najbliższych tygodniach. W teorii to wygodna zmiana: zakładamy gogle, chwytamy kontrolery, uruchamiamy grę. W praktyce jestem ciekawa, jak emulacja sprawdzi się w tytułach wymagających precyzyjnych gałek analogowych, spustów i klasycznego układu przycisków. Fizyczny pad ma tę przewagę, że dłonie od razu wiedzą, gdzie leżą wszystkie elementy. W VR trzeba będzie to odtworzyć pamięcią i gestem, co może być świetne w menu, ale mniej komfortowe podczas dynamicznej walki.
Przed subskrypcją warto sprawdzić trzy rzeczy
Oferta wymaga kompatybilnego zestawu Meta Quest, aktywnej subskrypcji Horizon+ oraz dostępu do obsługiwanej usługi grania w chmurze Xbox. Po stronie technicznej kluczowe będzie stabilne Wi-Fi, najlepiej szybkie łącze bez skoków opóźnień. Chmura potrafi być wygodna, dopóki obraz nie zaczyna rozpadać się na piksele w chwili, gdy przeciwnik właśnie wychodzi zza rogu. W goglach, gdzie ekran jest tak blisko oczu, problemy z kompresją bywają też bardziej widoczne niż na telewizorze oglądanym z kanapy.
Warto również pamiętać, że subskrypcje mają dziś skłonność do rozmnażania się w domu szybciej niż ładowarki USB-C. Jeśli Horizon+ ma służyć wyłącznie po to, by dostać 10 godzin Game Passa, rachunek może się nie spiąć. Jeśli jednak i tak korzystamy z gier VR dostępnych w pakiecie, Xboxowa biblioteka stanowi całkiem przyjemną nadwyżkę. Przy okazji dobrze sprawdzić, czy konto Microsoft i region obsługują granie chmurowe w wybranej konfiguracji.
Quest jako prywatna konsola – pomysł ma sens, choć nie dla każdego
Meta nie wynalazła tutaj nowego sposobu grania, ale zręcznie składa znane elementy w użyteczniejszą całość. Quest dostaje argument dla tych, którzy nie chcą zakładać gogli wyłącznie dla kilku aplikacji VR. Xbox zyskuje kolejne okno do swojego ekosystemu. A użytkowniczka może odpalić konsolową grę w wirtualnym kinie, podczas gdy prawdziwy telewizor służy akurat komuś innemu.
To nie będzie usługa dla każdej osoby z Questem. Limit 10 godzin jest wyraźny, konieczność dbania o jakość sieci pozostaje, a granie na ekranie w goglach nadal ma własne kompromisy. Mimo to taki pakiet uważam za jeden z rozsądniejszych ruchów Meta wokół VR. Zamiast przekonywać nas, że założenie headsetu zawsze musi oznaczać rewolucję, firma proponuje po prostu więcej powodów, by po niego sięgnąć. I akurat od tej strony wirtualna rzeczywistość wydaje mi się najbardziej wiarygodna.

