Lenovo Legion 24-1r za około 360 zł: tani monitor 280 Hz, który pamięta, po co gracze kupują Full HD

Przez lata producenci monitorów przekonywali nas, że każde biurko marzy o większej liczbie pikseli. Lenovo Legion 24-1r przypomina jednak o grupie graczy, która woli zobaczyć przeciwnika ułamek sekundy wcześniej, niż liczyć źdźbła trawy w 4K. 23,8 cala, Full HD i odświeżanie 280 Hz brzmią jak zestaw z innej epoki, dopóki nie spojrzy się na cenę: 669 juanów, czyli około 360 zł. W tej kwocie trudno oczekiwać cudów, ale można już rozsądnie wymagać, by monitor nie był tylko tanim ekranem z agresywnym logo.

Nowy Legion 24-1r trafił na rynek chiński, a Lenovo nie potwierdziło jeszcze premiery międzynarodowej. Model pojawił się jednak w globalnej bazie specyfikacji producenta, więc jego szanse na szerszą dostępność są realne. I dobrze, bo to jeden z tych produktów, które mają więcej sensu poza prezentacją marketingową niż na niej. Nie obiecuje kinowych doznań ani wirtualnej podróży na Marsa. Ma po prostu zapewnić bardzo szybką, wygodną przestrzeń do grania za pieniądze, które zwykle kończą się na kompromisach.

Full HD na 24 calach wciąż ma swoje miejsce

Rozdzielczość 1920 × 1080 pikseli na przekątnej 23,8 cala nie jest dziś parametrem, którym chwali się przy stole osoba budująca komputer za kilkanaście tysięcy złotych. W e-sporcie i szybkich grach sytuacja wygląda jednak inaczej. Pełne HD jest znacznie łatwiejsze do napędzenia niż QHD, a osiągnięcie bardzo wysokiej liczby klatek nie wymaga karty graficznej z półki, przy której rozsądek zaczyna lekko kaszleć.

Przy tej przekątnej zagęszczenie pikseli nadal jest wystarczające do komfortowej gry z typowej odległości od biurka. Tekst w systemie nie będzie tak ostry jak na 27-calowym ekranie QHD, podobnie jak detale w rozbudowanych grach RPG. Za to w Valorancie, Counter-Strike 2, Overwatchu czy Fortnite’cie większe znaczenie może mieć płynne śledzenie ruchu niż krajobraz gotowy do wydruku na plakacie. Mam wrażenie, że rynek trochę zbyt chętnie traktuje Full HD jak relikt, choć dla wielu osób pozostaje ono najbardziej uczciwym wyborem.

Lenovo Legion 24 1r gaming monitor ports
fot. Lenovo

280 Hz ma sens, ale trzeba dostarczyć mu klatki

Legion 24-1r oferuje odświeżanie do 280 Hz przez DisplayPort, natomiast przez HDMI maksymalnie 240 Hz. To ważny detal, którego nie warto omijać w euforii wywołanej dużą liczbą na pudełku. Osoba kupująca monitor właśnie dla 280 Hz powinna korzystać z DisplayPortu, a na szczęście Lenovo dodaje do zestawu przewód o długości 1,8 metra.

Różnica między 144 a 280 Hz nie działa jak włączenie światła w ciemnym pokoju. Jest subtelniejsza, ale dla wprawnego gracza zauważalna: ruch staje się spokojniejszy, celownik łatwiej utrzymać na poruszającym się obiekcie, a opóźnienie wyświetlania kolejnych klatek spada. Warunek jest prosty i niezbyt romantyczny: komputer musi faktycznie generować odpowiednio wysoką liczbę fps. Kupowanie ekranu 280 Hz do gier działających w 70 kl./s ma podobny urok jak zakładanie sportowych opon do auta, które przez większość życia stoi w korku.

Lenovo deklaruje czas reakcji GtG na poziomie 1 ms po włączeniu jednego z czterech trybów overdrive. Warto zachować zwykłą ostrożność wobec tej wartości. Agresywny overdrive potrafi przyspieszyć przejścia pikseli, ale bywa też źródłem overshootu, czyli jasnych lub ciemnych obwódek za poruszającymi się elementami. Dopiero praktyczne ustawienie sensownego poziomu dopalania pokaże, czy ekran zachowa czysty obraz przy wysokim odświeżaniu.

Core highlights of the monitor (machine translated)
fot. Lenovo

Tryb 0,5 ms ma swój mały rachunek do zapłacenia

Producent podaje też 0,5 ms MPRT, czyli tryb redukujący rozmycie ruchu przez stroboskopowe sterowanie podświetleniem. Taka funkcja może poprawić czytelność bardzo szybkiego obrazu, ale nie jest darmową poprawką do wszystkiego. W Legionie wyłącza AMD FreeSync Premium i może powodować delikatne migotanie. To klasyczny wybór między możliwie ostrym ruchem a adaptacyjną synchronizacją, która wygładza wahania liczby klatek i ogranicza rwanie obrazu.

Osobiście traktowałabym MPRT jako narzędzie na konkretne wieczory z grą turniejową, a nie ustawienie do pracy, seriali i każdego tytułu. Warto też pamiętać, że monitora nie da się oceniać wyłącznie przez tabelkę z milisekundami. Liczy się całość: zachowanie pikseli, opóźnienie sterowania, jakość synchronizacji i to, czy po kilku godzinach oczy nie zaczynają negocjować wcześniejszego zakończenia sesji.

IPS, 400 nitów i HDR10 bez wielkich obietnic

Zastosowano panel IPS o jasności 400 nitów, pokryciu 99% przestrzeni sRGB i matowej powłoce. To rozsądna konfiguracja dla kogoś, kto używa jednego monitora do gry, nauki, pracy i zwykłego internetowego życia. IPS powinien zapewnić przyzwoite kąty widzenia oraz bardziej stabilne kolory niż tanie konstrukcje VA, choć oczywiście nie należy oczekiwać czerni z poziomem znanym z OLED-ów.

Informacja o 8-bitowym kolorze wymaga drobnego dopowiedzenia: panel uzyskuje go metodą 6-bit + FRC, czyli wykorzystuje szybkie przełączanie odcieni, aby symulować szerszą paletę. W segmencie budżetowym jest to normalne rozwiązanie i dla codziennego grania raczej nie będzie problemem. Mniej przekonuje mnie etykieta HDR10. Bez informacji o strefowym wygaszaniu i z jasnością 400 nitów należy traktować ją jako obsługę sygnału HDR, a nie zapowiedź efektu znanego z dobrych telewizorów HDR. Lepiej mieć ustawione oczekiwania na poziomie rzeczywistości niż później szukać kinowego kontrastu w ustawieniach menu.

Ergonomia, której nie powinno się już nazywać dodatkiem

W tym monitorze bardzo cieszy mnie pełna regulacja podstawy. Ekran można podnosić w zakresie do 135 mm, pochylać, obracać na boki i ustawić pionowo. Brzmi zwyczajnie, lecz w tanich monitorach gamingowych nadal zdarza się, że producent daje użytkownikowi podstawkę o możliwościach deski do krojenia. A przecież wysokość ekranu wpływa na wygodę bardziej niż kolejna czerwona dioda na obudowie.

Jest także mocowanie VESA 100 × 100 mm, więc monitor można zawiesić na ramieniu. Złącza obejmują DisplayPort 1.4, dwa HDMI 2.1 TMDS oraz wyjście słuchawkowe 3,5 mm. Dopisek TMDS przy HDMI ma znaczenie: nie należy mylić tych portów z pełnoprawnym HDMI 2.1 o wysokiej przepustowości stosowanym w sprzęcie 4K 120 Hz. Dla Full HD przy 240 Hz to ograniczenie nie boli, ale transparentne nazewnictwo producentów nadal pozostawia wiele do życzenia.

Lenovo dorzuca funkcje Natural Low Blue Light, certyfikat Eyesafe 2.0 i obsługę aplikacji Lenovo Artery do zarządzania ustawieniami obrazu. Tego typu rozwiązania nie zastąpią przerw od ekranu ani rozsądnej jasności wieczorem, ale wygodna regulacja parametrów z poziomu systemu potrafi oszczędzić irytującego klikania joystickiem pod ramką. Monitor obejmuje też trzyletnia ograniczona gwarancja, choć jej warunki mogą zależeć od rynku.

Monitor dla gracza, który liczy, a nie tylko marzy

Lenovo Legion 24-1r nie będzie wyborem dla osób budujących stanowisko do montażu wideo, pracy z dużymi arkuszami czy samotnych wędrówek po otwartych światach w maksymalnych detalach. Tam większa rozdzielczość daje codziennie bardzo konkretny komfort. Własny sens tego modelu widzę gdzie indziej: jako pierwszy szybki monitor do PC, ekran do drugiego stanowiska albo rozsądne uzupełnienie komputera, który w grach sieciowych osiąga ponad 200 kl./s.

Jeśli Lenovo utrzyma cenę z Chin także na innych rynkach, Legion 24-1r może okazać się bardzo mocną propozycją w budżetowym segmencie. Za około 360 zł dostajemy IPS, 280 Hz przez DisplayPort, adaptacyjną synchronizację i ergonomię, której wielu konkurentów nadal skąpi. Nie ma tu technologicznej magii. Jest za to dobrze rozpisany zestaw priorytetów, a w świecie monitorów gamingowych to czasem rzadsze niż kolejny napis HDR na kartonie.