Honda podobno przygotowuje SUV-a opartego na kolejnej generacji Accorda i przyznam, że ta wiadomość rozbawiła mnie bardziej, niż powinna. Marka raz już próbowała sprzedać Amerykanom podniesiony samochód osobowy z dużą klapą i skończyło się Crosstourem, autem traktowanym jak motoryzacyjny eksperyment, o którym chętnie zapomina się na rodzinnych spotkaniach. Tyle że od tamtej porażki zmieniło się właściwie wszystko: gusty kierowców, proporcje rynku i nasze podejście do słowa SUV.
Jeśli te plany się potwierdzą, nowy model ma powstawać w fabryce Hondy w Marysville w Ohio, obok następnego Accorda. W założeniu byłby to hybrydowy, podniesiony liftback lub crossover z przestronnym wnętrzem, większym prześwitem i napędem dostrojonym pod codzienną uniwersalność. Cel wyznaczono bardzo konkretnie: Subaru Outback oraz Toyota Crown Signia. I tym razem Honda nie wchodziłaby do niszy z dziwnym pomysłem. Wchodziłaby tam, gdzie klienci już nauczyli się wydawać pieniądze.
Crosstour wyprzedził rynek, ale niekoniecznie swój czas
Accord Crosstour trafił do sprzedaży w 2009 roku jako model 2010. Miał wygodę dużego sedana, tylną klapę, lekko podniesione nadwozie i sylwetkę, która wyglądała, jakby projektanci w połowie pracy dostali trzy różne briefy. W pierwszym pełnym roku sprzedaży w USA znalazł 28 851 nabywców, a w 2014 roku już tylko 11 802. Honda zakończyła produkcję po roku modelowym 2015.
Trudno się temu dziwić. Wtedy klienci oczekiwali od SUV-a wysokiej, pudełkowatej kabiny i demonstracyjnej praktyczności. Crosstour był bardziej subtelny, ale też mniej czytelny. Nie oferował prostego komunikatu: jestem terenowy, rodzinny albo prestiżowy. Dziś ten brak jednoznaczności potrafi być atutem. Toyota Crown Signia pokazuje, że można sprzedawać elegancki, wysoki samochód na osobowej architekturze bez konieczności doklejania mu plastikowej zbroi i udawania wyprawy przez Gobi.
Subaru Outback od dawna funkcjonuje według podobnej logiki, choć używa bardziej outdoorowego języka. To w gruncie rzeczy podniesione kombi, które kupuje się dla bagażnika, komfortu i poczucia, że droga szutrowa nie musi kończyć wycieczki. Honda ma tu szansę zaproponować własną interpretację: mniej leśniczówki, więcej spokojnej technologii hybrydowej i asfaltowego komfortu.

Technologia, która już ma sens, nie wymaga rewolucji
Najbardziej prawdopodobnym punktem wyjścia jest układ hybrydowy znany z obecnego Accorda. W wersji Hybrid rozwija on 204 KM, korzysta z wolnossącego silnika 2.0 oraz systemu e:HEV, w którym koła przez większość czasu napędza silnik elektryczny, a jednostka benzynowa często pracuje jako generator energii. W praktyce daje to płynne ruszanie, sprawną reakcję w mieście i rozsądne zużycie paliwa bez ładowania auta z gniazdka.
W amerykańskich pomiarach Accord Hybrid osiąga średnio 4,9 l/100 km. Podniesiony model z większymi kołami, cięższym nadwoziem i ewentualnym napędem na cztery koła z pewnością nie powtórzy tego wyniku co do cyfry. Mimo to właśnie oszczędna hybryda byłaby jego najmocniejszym argumentem. Kierowca dostaje auto wygodniejsze w codziennym użyciu niż klasyczny sedan, bez rachunku paliwowego typowego dla dużego SUV-a.
Honda pracuje też nad mocniejszym układem hybrydowym V6 z AWD dla większych modeli użytkowych. Zapowiedzi mówią o przyspieszeniu lepszym o ponad 10% i zużyciu paliwa niższym o ponad 30% względem obecnych wolnossących silników V6. Nie ma jednak podstaw, by automatycznie przypisywać ten napęd przyszłemu Accordowi SUV. To raczej technologia dla Pilota, Ridgeline’a lub innych dużych konstrukcji marki. W przypadku zgrabniejszego crossovera rozsądniejsza wydaje mi się ewolucja obecnego systemu 2.0 Hybrid, uzupełniona o elektrycznie realizowany napęd tylnej osi.

Wygoda między sedanem a wielkim SUV-em
W całym tym pomyśle chodzi o grupę kierowców, która zniknęła z radarów producentów tylko pozornie. Są to osoby lubiące sposób prowadzenia samochodu osobowego, ale mające dość gimnastyki przy pakowaniu wózka, sprzętu sportowego czy walizek. Nie potrzebują trzeciego rzędu siedzeń, nie planują holować jachtu i nie chcą wozić ze sobą ponad pięciu metrów blachy. Chcą po prostu więcej swobody niż daje sedan.
Samochód oparty na Accordzie może zaoferować niżej położony środek ciężkości i lepszą aerodynamikę niż typowy SUV. To przekłada się na prowadzenie, ciszę oraz zużycie paliwa. Wyższy prześwit przydaje się zimą, na dziurawej drodze i na parkingowych krawężnikach, czyli w miejscach znacznie częstszych niż górskie przełęcze z reklam. Duża klapa i sensownie zaprojektowany bagażnik bywają w życiu cenniejsze niż imponujący kąt natarcia.
Właśnie dlatego projekt ma technologiczny i ekonomiczny sens. Honda mogłaby wykorzystać tę samą platformę, elektronikę, część kabiny i zespół napędowy co w Accordzie. Koszt opracowania modelu byłby wyraźnie niższy niż w przypadku całkowicie nowego SUV-a. Dla klienta korzyść jest równie prosta: dostaje bardziej praktyczną wersję znanego auta, a nie kolejny ogromny pojazd, którego gabaryty trzeba codziennie negocjować z miejscem parkingowym.

Cena zdecyduje, czy to będzie dobry pomysł
Obecny Accord w USA startuje od 28 395 dolarów, czyli około 114 tysięcy zł, a hybrydowy Accord Hybrid kosztuje od 33 795 dolarów, czyli około 135 tysięcy zł. Podniesiona odmiana z bogatszym wyposażeniem i opcjonalnym AWD siłą rzeczy znalazłaby się wyżej. W realiach amerykańskich można spodziewać się poziomu około 40 tysięcy dolarów, czyli około 160 tysięcy zł, choć na oficjalne dane trzeba jeszcze poczekać.
To obszar, w którym konkurencja jest już wymagająca. Subaru ma wiernych klientów i renomę w kwestii napędu AWD, Toyota zaś potrafi przekonać hybrydową efektywnością oraz spokojnym wizerunkiem marki. Honda musiałaby dopilnować jakości wyciszenia, ergonomii systemu multimedialnego i użyteczności bagażnika. W tej klasie same ładne proporcje nie wystarczą, bo kupujący szybko zauważą, czy tylna szyba ogranicza widoczność, a klapa bardziej wygląda niż mieści.
Europejska i polska premiera wcale nie jest przesądzona. Model rozwijany pod USA może nigdy nie trafić do naszego cennika, zwłaszcza że Honda prowadzi w Europie ostrożną politykę modelową. Szkoda byłoby jednak, gdyby został wyłącznie po drugiej stronie Atlantyku. Na naszym rynku też jest miejsce między klasycznym kombi a SUV-em, choć producenci zdają się czasem sądzić, że każdy kierowca marzy o aucie wysokim jak balkon na pierwszym piętrze.

Druga próba może być mądrzejsza
Na razie mówimy o nieoficjalnie ujawnionych planach, więc nazwa, data debiutu i finalna konfiguracja pozostają otwarte. Sam kierunek wydaje się jednak wyjątkowo logiczny. Honda nie musi wskrzeszać Crosstoura jeden do jednego ani udowadniać, że dawny projekt był niezrozumianym arcydziełem. Wystarczy, że wyciągnie z niego właściwy wniosek: idea podniesionego, praktycznego auta osobowego była dobra, tylko wcześniej dostała zbyt niezręczne opakowanie.
Ja chętnie zobaczyłabym Accorda SUV jako spokojną alternatywę dla coraz większych crossoverów. Bez terenowej maskarady, za to z dopracowaną hybrydą, wygodnym wnętrzem i bagażnikiem, do którego da się zapakować życie na weekend bez gry w motoryzacyjne Tetris. Po dekadzie SUV-owego rozpędu taka propozycja nie byłaby ekscentryczna. Byłaby po prostu rozsądna, a rozsądek w motoryzacji wraca dziś do łask zaskakująco powoli.


