Moustache Lundi 27 ES przypomina, że miejski e-bike ma wozić człowieka, nie ego

W świecie rowerów elektrycznych łatwo ulec pokusie liczb: więcej niutonometrów, większa bateria, grubsze opony i coraz bardziej bojowy wygląd. Moustache Lundi 27 ES idzie w wyraźnie spokojniejszą stronę. To miejski e-bike zaprojektowany dla osoby, która chce przewieźć zakupy, laptopa albo dziecko w foteliku, dojechać bez zadyszki i nie zamieniać codziennej trasy w demonstrację sprzętowych ambicji.

Muszę przyznać, że taki kierunek rozumiem coraz lepiej. Miasto nie nagradza za posiadanie najbardziej muskularnego roweru na rynku. Nagradza za to za wygodną pozycję, sensowny bagażnik, światła, które działają bez pamiętania o ładowaniu kolejnego akumulatora, i napęd, który pomaga wtedy, gdy rusza się spod świateł z pełną sakwą. Lundi 27 ES wygląda właśnie jak sprzęt ułożony pod tę prozę dnia.

Bosch bez napinania mięśni

Sercem roweru jest centralny silnik Bosch Active Line Plus o momencie obrotowym 50 Nm. Na tle jednostek spotykanych w szybszych i cięższych e-bike’ach trekkingowych ta wartość może wydawać się zachowawcza. W miejskim użyciu nie odbieram tego jednak jako zasadniczej wady. W Unii Europejskiej wspomaganie klasycznego pedeleka kończy się przy 25 km/h, więc przy spokojnej jeździe po asfalcie mocniejszy silnik często daje przede wszystkim bardziej energiczne ruszanie, a nie magicznie krótszą drogę do pracy.

50 Nm powinno wystarczyć do codziennych podjazdów, ruszania z bagażem i utrzymania przyjemnego rytmu jazdy. Oczywiście osoby mieszkające na bardzo stromych ulicach, wożące regularnie ciężki ładunek albo oczekujące reakcji godnej sportowego e-MTB mogą czuć niedosyt. Lundi 27 ES nie jest rowerem dla nich. Jego charakter sugeruje raczej płynność i przewidywalność niż gwałtowne szarpnięcie po naciśnięciu pedału.

Energię dostarcza zintegrowany akumulator Bosch PowerTube o pojemności 500 Wh. To pojemność, którą uznałabym za rozsądny punkt wyjścia dla miejskiego e-bike’a. Realny zasięg zawsze zależy od masy użytkowniczki lub użytkownika, temperatury, ciśnienia w oponach, wybranego trybu wspomagania i profilu trasy, ale 500 Wh daje komfort, którego brakuje rowerom z małymi bateriami. Nie trzeba planować ładowania po każdym krótkim wypadzie do biura czy sklepu.

An optional front carrier can be fitted on the bike
fot. Moustache

Komfort jest tu przemyślany, choć bez pełnego zawieszenia

Moustache zastosował aluminiową ramę z przewodami poprowadzonymi wewnątrz. To dziś oczekiwany standard, ale nadal ważny w rowerze używanym cały rok: przewody są lepiej osłonięte, a całość wygląda schludniej. Widelec pozostaje sztywny, co odróżnia Lundi 27 ES od wielu modeli trekkingowych. Na bardzo zniszczonych drogach kostka i popękany asfalt będą więc odczuwalne wyraźniej.

Producent próbował złagodzić ten kompromis amortyzowaną sztycą podsiodłową. I dobrze, bo w mieście to właśnie tylna część roweru często przyjmuje serię drobnych uderzeń od krawężników, studzienek i nierównego bruku. Sztywny widelec ma też swoje argumenty: jest prostszy, lżejszy w obsłudze i nie wymaga troski typowej dla tanich amortyzatorów, które po kilku sezonach potrafią działać bardziej dekoracyjnie niż skutecznie. Osobiście w rowerze poruszającym się głównie po mieście wolałabym taki uczciwy zestaw niż przypadkowy amortyzator dodany wyłącznie do tabelki ze specyfikacją.

The Lundi 27 ES is powered by a mid-drive motor
fot. Moustache

Rower, który ma prawo coś przewieźć

Lundi 27 ES waży 26,2 kg, więc nikt rozsądny nie będzie udawał, że wnosi się go lekko po schodach. To masa typowa dla solidnie wyposażonego e-bike’a z centralnym silnikiem, baterią i kompletem miejskich dodatków. Istotniejszy jest dopuszczalny ciężar całkowity wynoszący 150 kg. Po odjęciu masy samego roweru zostaje około 124 kg na osobę jadącą i bagaż. Przy rowerzystce lub rowerzyście ważącym 100 kg oznacza to blisko 24 kg zapasu.

Ten zapas dobrze współgra z tylnym bagażnikiem zgodnym z systemem MIK HD, który pozwala wygodnie montować kompatybilne akcesoria. Można też dobrać przedni bagażnik. To detal, ale ważny dla realnej użyteczności: miejski rower elektryczny zaczyna mieć sens wtedy, gdy potrafi przejąć część kursów wykonywanych dotąd samochodem. Zakupy, torba do pracy czy niewielki pakunek powinny mieć swoje miejsce, zamiast kończyć na kierownicy w reklamówce, która od pierwszego zakrętu wprowadza chaos.

Do tego dochodzą błotniki, osłona łańcucha, podpórka oraz oświetlenie Spanninga z przodu i z tyłu. Są to elementy mało widowiskowe, ale właśnie one odróżniają gotowy środek transportu od roweru, który po zakupie wymaga jeszcze listy dodatków i kolejnych rachunków. Osłona łańcucha szczególnie zasługuje na odrobinę uznania. Chroni ubrania przed smarem, a to dla osób dojeżdżających w zwykłych spodniach lub sukience bywa ważniejsze niż kolejny sportowy akcent na ramie.

Napęd tradycyjny, serwis bez egzotyki

Producent pozostał przy klasycznym łańcuchu i 10-rzędowej przerzutce Shimano Deore. To rozwiązanie mniej bezobsługowe niż piasta z przekładnią wewnętrzną i pasek, ale łatwe do serwisowania oraz dobrze znane każdemu rozsądnemu warsztatowi rowerowemu. W przypadku miejskiego e-bike’a ma to znaczenie. Rower ma zachęcać do jazdy, a nie budzić obawę, że drobna regulacja zamieni się w logistyczną wyprawę.

Za hamowanie odpowiadają hydrauliczne hamulce tarczowe. Tarcza 180 mm z przodu i 160 mm z tyłu to klasyczny, sensowny układ. Przód wykonuje większą część pracy podczas hamowania, zwłaszcza gdy rower jest obciążony, dlatego większa tarcza w tym miejscu jest praktycznym wyborem. Przy masie przekraczającej 26 kg oraz dodatkowym bagażu hydraulika nie jest luksusem. Jest po prostu właściwym wyposażeniem.

Cena jest wysoka, ale wyposażenie ma sens

Moustache Lundi 27 ES kosztuje 2699 euro, czyli około 11 600 zł. To dużo jak na rower miejski, zwłaszcza gdy obok wciąż można znaleźć elektryczne konstrukcje za połowę tej kwoty. Tyle że tańsze propozycje często oszczędzają tam, gdzie potem zaczyna się codzienna irytacja: na hamulcach, baterii, jakości osprzętu, integracji oświetlenia czy nośności bagażnika.

Nie oznacza to, że cena automatycznie staje się okazją. Przy takim budżecie warto porównać ergonomię, warunki gwarancji, dostępność serwisu Bosch w okolicy oraz akcesoria, które naprawdę chcemy podpiąć do systemu MIK HD. Warto też uczciwie policzyć własną trasę. Jeśli rower będzie jeździł wyłącznie po idealnie równych ścieżkach przez kilka kilometrów tygodniowo, 500 Wh i rozbudowana konstrukcja mogą okazać się nadmiarem. Jeśli jednak ma regularnie zastępować samochód lub komunikację, sens tej konfiguracji rośnie szybko.

Wygoda jako technologia codziennego życia

Moustache Lundi 27 ES nie przekonuje obietnicą rekordów. Przekonuje zestawem decyzji, które mają zmniejszyć tarcie w zwykłym dniu: centralny napęd Bosch, rozsądna bateria, hamulce adekwatne do masy, bagażnik i osłona łańcucha. Brakuje mu amortyzowanego widelca, a 50 Nm nie oczaruje łowców mocnych wrażeń. Mimo to widzę w nim bardzo dojrzałą propozycję dla miasta.

Technologia w miejskim rowerze bywa wartościowa wtedy, gdy po tygodniu przestajemy o niej myśleć. Gdy wspomaganie po prostu pomaga ruszyć, bateria nie wymaga codziennej uwagi, a zakupy wracają z nami stabilnie do domu. Lundi 27 ES ma wszelkie dane, by działać właśnie w ten sposób. I szczerze mówiąc, to znacznie sympatyczniejsza ambicja niż kolejny e-bike, który wygląda, jakby codziennie planował ucieczkę w Alpy.