Ducati Monster 821 w płynnym metalu. Bandit9 zrobiło motocykl dla ludzi, którzy nie chcą zniknąć w tłumie

Customowe motocykle często budzą we mnie ostrożność. Łatwo zamienić udaną fabryczną konstrukcję w obiekt, który świetnie wygląda pod kawiarnią, a po pierwszych 30 kilometrach przypomina, dlaczego inżynierowie tak długo liczą geometrię ramy, skok zawieszenia i ergonomię. Bandit9 Liquid Metal Ducati 821 jest jednak tym rzadkim przypadkiem, przy którym sceptycyzm szybko ustępuje ciekawości. Ten motocykl wygląda jak aluminiowa kapsuła znaleziona w hangarze z alternatywnej przyszłości, a przy tym nie zgubił mechanicznego sensu.

Studio Bandit9 z Sajgonu wzięło na warsztat Ducati Monster 821 i stworzyło projekt początkowo przeznaczony dla jednego kolekcjonera z San Francisco. Pomysł najwyraźniej okazał się zbyt dobry, by zamknąć go w jednym garażu, dlatego powstanie seria ograniczona do dziewięciu egzemplarzy. To liczba, która od razu ustawia sprawę jasno: Liquid Metal nie będzie rozsądnym wyborem dla osoby porównującej raty leasingu, koszty części i pojemność kufra. Jest za to ciekawym przykładem, jak daleko można przesunąć motocyklową estetykę bez rezygnowania z osiągów.

Monster jako dawca, czyli bardzo dobry punkt wyjścia

Wybór Monstera 821 nie był przypadkowy. Seryjne Ducati już samo w sobie ma wyrazistą sylwetkę, ale oferuje też solidny fundament techniczny: chłodzony cieczą silnik Testastretta L-Twin o pojemności 821 cm3 rozwija 110 KM i 89 Nm. To jednostka, która potrafi być dość cywilizowana w mieście, lecz po odkręceniu manetki przypomina, że włoskie motocykle mają własne zdanie o pojęciu umiarkowania.

Przyspieszenie do 96 km/h w około 3,3 sekundy i prędkość maksymalna rzędu 201 km/h są w tej klasie więcej niż wystarczające. Zwłaszcza że naked bike nie zachęca do długiego życia na autostradzie z prędkością, przy której wiatr próbuje negocjować z kaskiem zmianę właściciela. Liquid Metal nie dostał więc przypadkowego silnika do ozdobnej obudowy. Dostał napęd, który nadal zapewnia realne emocje i pozwala potraktować motocykl jak maszynę, a nie eksponat.

Bandit9’s Liquid Metal Ducati 821 Is An Art Deco Rocketship
fot. RideApart.com

Karoseria bez widocznych szwów

Największe wrażenie robi oczywiście nadwozie. Ręcznie wykańczane aluminium przechodzi w elementy z włókna węglowego tak płynnie, że trudno od razu wychwycić miejsca łączeń, punkty mocowania czy klasyczne podziały paneli. Część powierzchni jest szczotkowana, część odbija światło niemal jak lustro. Dzięki temu motocykl nie wygląda jak jednolity srebrny blok. Zmienia się wraz z kątem patrzenia i oświetleniem, co w przypadku dwóch materiałów o tak odmiennym charakterze mogło skończyć się wizualnym bałaganem.

Tu udało się zachować dyscyplinę. Jest odrobina art déco, są skojarzenia z lotnictwem i retrofuturyzmem, ale projekt nie wpada w pułapkę stylizacji na dekorację z restauracji urządzonej przez fana steampunku. Bandit9 ograniczyło liczbę detali, a każdy z nich ma swoje miejsce. Smukły przód, długa linia zbiornika i odsłonięte mechaniczne fragmenty tworzą spójną kompozycję, zamiast walczyć o uwagę.

Doceniam też, że minimalizm nie zatrzymał się na dużych powierzchniach. Autorskie podnóżki, lusterka oraz elementy sterowania utrzymano w tym samym języku projektowym. Jednostronny wahacz eksponuje tylne koło z dzielonymi ramionami, co jest detalem dobrze znanym fanom Ducati, lecz tutaj dostał właściwą oprawę. Zwykle producenci chwalą się jednostronnym wahaczem jak obowiązkowym dodatkiem do espresso. W Liquid Metal faktycznie jest co oglądać.

Bandit9’s Liquid Metal Ducati 821 Is An Art Deco Rocketship
fot. RideApart.com

Pod rzeźbą jest normalny motocykl, i to dobra wiadomość

Największą pochwałą dla tego projektu pozostaje fakt, że Bandit9 nie potraktowało techniki jako niewygodnego obowiązku. Motocykl korzysta z rurowej ramy kratownicowej ze stalowych rur i odlewanych elementów aluminium. Z przodu pracuje widelec Sachs o średnicy 43 mm, z tyłu amortyzator Sachs z regulacją napięcia wstępnego sprężyny oraz tłumienia odbicia. To konfiguracja pozbawiona wyścigowego nadmiaru pokręteł, ale daleka od przypadkowej dekoracji.

Za hamowanie odpowiadają dwa przednie tarcze Brembo o średnicy 320 mm z czterotłoczkowymi zaciskami monoblock oraz tylna tarcza 245 mm. Jest też ABS, co dla części purystów customu bywa zapewne mniej romantyczne niż skórzana sakwa i mechaniczny licznik, ale dla użytkownika pozostaje bardzo konkretnym argumentem. Sztuka sztuką, jednak mokry asfalt ma wyjątkowo chłodny stosunek do artystycznych intencji.

Sucha masa wynosi około 175 kg, a 16-litrowy zbiornik ma zapewniać około 233 km zasięgu. Nie są to liczby, które zmieniają zasady gry, lecz oznaczają, że da się wyjechać za miasto bez planowania postoju po każdym dłuższym spojrzeniu na własne odbicie w baku. W praktyce właśnie taka używalność odróżnia dojrzały custom od drogocennego pomysłu, który powinien zostać wizualizacją.

Limitowana piękność ma swoją cenę, także po zakupie

Przy serii liczącej dziewięć motocykli trudno udawać, że będzie to zakup bez kompromisów. Cena nie została publicznie podana, ale ręczna obróbka aluminium, panele z karbonu i indywidualnie wykonywane elementy oznaczają poziom wyraźnie poza katalogowym Monsterem 821. Ważniejsza od samej kwoty może być późniejsza eksploatacja. Każda nietypowa część nadwozia, sterowania czy mocowania wymaga kontaktu z twórcami albo wyspecjalizowanym warsztatem, a ewentualna naprawa lustrzanej powierzchni nie skończy się wizytą w pierwszym lepszym serwisie lakierniczym.

Właściciel musi też zaakceptować specyficzną formę uwagi otoczenia. Taki motocykl nie daje anonimowości nawet wtedy, gdy stoi na końcu parkingu. Dla jednych będzie to nagroda, dla innych męczący dodatek do każdej przerwy na kawę. Ja widzę w tym jednak uczciwy układ: ktoś, kto kupuje ręcznie budowane Ducati wyglądające jak metalowa rakieta, prawdopodobnie nie szuka życia w trybie incognito.

Gdy design nie odbiera prawa do jazdy

Bandit9 Liquid Metal Ducati 821 przekonuje mnie właśnie dlatego, że jego forma nie wydaje się karą za ambicję stylistyczną. Owszem, jest ostentacyjny i z pewnością bardziej pasuje do kolekcji niż do codziennych dojazdów przez listopadowe miasto. Ale pod wypolerowanym aluminium wciąż pracuje 110-konny V-twin, są porządne hamulce, sensowne zawieszenie i zasięg pozwalający przejechać coś więcej niż rundę wokół kwartału.

W czasach, gdy wiele limitowanych maszyn myli ekskluzywność z doklejeniem kilku anodowanych dodatków, Bandit9 pokazało odważniejszy kierunek. Nie każda przeróbka musi być praktyczniejsza od seryjnego motocykla. Wystarczy, że rozumie, co poświęca, i daje w zamian coś prawdziwie własnego. Liquid Metal daje charakter, który trudno pomylić z czymkolwiek na dwóch kołach, a przy okazji nadal zostawia kierowcy powód, by założyć kask i ruszyć przed siebie.