Nowe przepisy niosą za sobą liczne zmiany. Przy takich zmianach zawsze są zyski i straty niezależnie od stron. Często pewne straty są kompletnie nieodwracalne. Obecne przepisy w ruchu drogowym dotyczące pierwszych na pasach wywołują wiele kontrowersji. Czy mamy szanse ograniczyć straty lub zabezpieczyć się przed konsekwencjami?

 

Kto zyska na nowych przepisach ruchu drogowego?

Odpowiedzi na to pytanie w mojej ocenie powinniśmy szukać w jednej konkretnej zmianie przepisów. Mowa oczywiście o pieszych i kierowcach, którzy od 1 czerwca muszą w zasadzie mieć oczy dookoła głowy. Z nowy przepisów wynika, że pieszy zbliżający się do pasów będzie objęty pierwszeństwem, co w praktyce oznacza, że kierowca zbliżający się do pasów powinien się już zatrzymywać, aby ustąpić pierwszeństwa. Zmiana wydaje bardzo prosta (oczywiście na etapie czytania), ale w praktyce to nie tylko dodatkowy stres, to również wymuszenie na kierowcach umiejętności dodatkowej oceny sytuacji, kiedy tak naprawdę pieszy ma to pierwszeństwo i czy zdołamy wyhamować przed pasami? Będąc w takiej sytuacji musimy również pamiętać, że to po stronie kierowcy będzie liczyła się ocena zachowania pieszego, który może postąpić kompletnie nieprzewidywalne.

Kamerka Xiaomi 70mai Mini Dash Cam / fot.technologiczna.pl

Okazuje się, że w każdym takim zdarzeniu bazujemy głównie na przewidywaniach i dodatkowych umiejętnościach, które mogą zawieść każdego. Konsekwencje tego mogą być przerażające z nauczką oczywiście dla kierowcy. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się jednak pytanie. Czy jest ktoś, kto zyska na takich sytuacjach? Z punktu widzenia uczestników ewentualnych kolizji lub zdarzeń drogowych z pewnością nikt. Są jednak firmy, które po wprowadzeniu przepisów o zmianie ruchu drogowego mogą zacierać rączki, aby liczyć zyski. Obecna sytuacja to idealne „5 minut” dla wszystkich producentów kamerek samochodowych. Kierując pojazdem bez takiego urządzenia rejestrującego obraz w sytuacji konfliktowej (niekoniecznie zakończonej śmiercią pieszego) mamy w zasadzie tylko słowo przeciwko słowu, bez wsparcia prawa po stronie kierowcy. Nowe przepisy wyraźnie wskazując, co zresztą podaje również Policja na swojej stronie:

„W celu zwiększenia ochrony pieszego w rejonie przejścia dla pieszych ustawodawca doprecyzował przepisy dotyczące zachowania się kierujących pojazdami, zobowiązując ich do obserwacji nie tylko przejścia dla pieszych, ale i jego okolicy oraz do stworzenia możliwości bezpiecznego przejścia przez jezdnię dla pieszych znajdujących się na przejściu dla pieszych oraz tych, którzy na to przejście wchodzą”.

Jak widzimy, od teraz kierujący pojazdem musi mieć oczy szeroko otwarte obserwując okolice przejścia i oczywiście lusterka wstecznego, aby nie narazić siebie na ewentualną kolizję. Kamerki samochodowe umożliwiające rejestracje obrazu nie będą lekiem na sytuacje, ale z pewnością pozwolą nam ucinać niepotrzebne dyskusje w sytuacji, kiedy pieszy nie zachowa się należycie na pasach np. wtargnie nam tuż przed jadący pojazd. Kupując tego typu produkty z pewnością będziemy rozważać „zabezpieczenie” obrazu również na tył, co w znaczącej ilości przypadków może wiązać się z zakupem droższych kamerek połączonych w zestawie. Na ten moment trudno spekulować, czy sprzedaż już wzrosła. Prognozy jednak wskazują, że wielu kierowców postanowi wyposażyć się w dodatkowe „oko” zapamiętujące sytuacje, bo nigdy nie wiadomo co może nas spotkać na drodze (nie mówię tutaj tylko o pieszych).

Są zyski, są i straty. Kogo będą dotyczyć?

Wszystko zależy, o jakich stratach mówimy. Poruszając się tylko na płaszczyźnie finansowej, stratne będą pewne firmy. Mowa oczywiście o ubezpieczycielach, którzy na pewno będą szukać dodatkowego planu na ewentualne wypadki, uszkodzenia pojazdów lub pokrycie kosztów obrażeń pieszego. W tym momencie ubezpieczycielem mają twardy orzech do zgryzienia, ponieważ koszty napraw pojazdów lub koszty leczenia mogą być ogromne. Nie chciałbym wspominać o kosztach za ewentualnie trudniejsze i bardziej bolesne tematy, ale z tym też trzeba się liczyć.

Tutaj wchodzimy na kolejną płaszczyznę. Mowa o stratach bardziej dotkliwych dla wielu ludzi. Wypadki z udziałem pieszych mogą skończyć się różnie, jednak najczęściej są to wypadki śmiertelne (zakładając, że kierowca nie wyhamuje). Straty bliskiego nie da się wycenić, ale cierpi na tym dużo osób: rodzina, przyjaciele. Pomijając już kwestię kosztów musimy liczyć się ze wszystkim, co może nas spotkać. Oczywiście nie każdy wypadek samochodowy kończy się śmiercią pieszego, ale na pewno niesie za sobą konsekwencje (np. paraliż, złamanie kręgosłupa). W tej płaszczyźnie zawsze tracą najbliżsi. Są to straty, których nie da się nawet wyliczyć (mimo przysługujących odszkodowań – co znowu bije po kieszeniach ubezpieczyciela lub sprawcy) wypłacając rentę lub odszkodowanie za spowodowanie śmierci. O ile producenci kamerek się wzbogacą, to na pewno nie chcieliby wzbogacać się takim kosztem. Nie możemy oczywiście zakładać z góry najgorszego, a kamerkę kupujemy również do tych sytuacji, gdzie niekoniecznie jesteśmy sprawcami całej (nawet przykrej sytuacji).

Skoro jesteśmy już przy tych nieprzyjemnych sytuacjach. Wśród osób, które coś stracą są również sami kierowcy. Po wypadku będziemy musieli liczyć się z konsekwencjami. Co prawda są one „wyliczane” na podstawie uszkodzenia ciała pieszego lub jego całkowitej śmierci. Zakładając jednak najgorsze, możemy stracić świat, którego przed wypadkiem byliśmy częścią. Wpływ na to wszystko miała tylko chwila, której już nie cofniemy. Jest to kolejna płaszczyzna, w której możemy zmienić życie na inne, bardziej skomplikowane. Mówię oczywiście o więzieniu (co zależy od sądu i rodzaju czynu, jaki popełniliśmy), którego nikt z nach nie chciałby w najgorszych snach, a co dopiero w realnym życiu.

Czy kamerka samochodowa daje nam bezpieczeństwo?

Bez względu na wszystko, lepiej mieć kamerkę niż jej nie mieć tłumacząc się w mało wygodnych sytuacjach opierając przy tym słowo przeciwko słowu. Z pewnością większość kierowców zdaje sobie sprawę z tego, o czym piszę. Ile razy musieliśmy udowadniać, że przy najdrobniejszych stłuczkach, że nie była to nasza wina? Otóż to, kamerka samochodowa w niektórych sytuacjach może uratować nam skórę, zaś w innych może być obarczającym dowodem naszej winy. Jeśli dochodzi do tego wszystkiego niejasne prawo, kontrowersyjne zapisy i niejasne informacje w przepisach, to warto zastanowić się nad tym co jest ważniejsze? Prawda, czy interpretacja osób trzecich.

Kamerka samochodowa to poczucie wsparcia, ale nie bezpieczeństwa. Naszym włącznikiem i wyłącznikiem zawsze powinna być nasza głowa, myślenie, refleks i możliwość przewidywania tego, co może nas spotkać za rogiem. Kwestię myślenia idealnie oddaje krótki fragment filmu Helikopter w ogniu. Podsumowując pamiętajmy, że kamerka samochodowa może uratować więcej niż myślimy, za całkiem nieduże pieniądze.

Źródło: Policja