TP-Link HA100 – recenzja odbiornika dźwięku

1

Jeśli posiadasz starszy sprzęt audio bez Bluetooth, a jednocześnie jesteś miłośnikiem serwisów streamingowych, mamy dla Ciebie rozwiązanie co zrobić aby bez zbędnych kabli odtwarzać muzykę mając telefon przy sobie.

 

Do naszej redakcji trafił właśnie produkt, który wyglądem może zaskoczyć nie jednego klienta. Jest to bezprzewodowy odbiornik dźwięku TP-Link HA100. Dzięki technologii Bluetooth będziemy mogli bez zbędnych kabli w domu lub na imprezie słuchać swojej ulubionej muzyki nie rozstając się z telefonem. Urządzenie należy podłączyć do zasilania oraz kablem jack-jack lub chinch-jack do wzmacniacza, wieży lub innego urządzenia.

Zawartość pudełka i wygląd

Produkt otrzymujemy zapakowany w tekturowe pudełko. Poza samym urządzeniem otrzymujemy od producenta przewód USB-microUSB, zasilacz sieciowy, przewód Jack-Jack, przewód Chinch-Jack, nakleję NFC, instrukcję oraz kartę gwarancyjną.

Na pierwszy rzut oka, nie każdy jest w stanie stwierdzić do czego służy odbiornik HA100. Urządzenie można porównać do spłaszczonego jajka. Ma bowiem owalny kształt o wymiarach 66.5 x 60.5 x 18.5 mm. Jeden z moich znajomych porównał go do małego czarnego latającego spodka. Odbiornik TP-Linka jest wykonany z błyszczącego czarnego plastiku, a jego spód został pokryty gumową warstwą, dzięki czemu dość dobrze trzyma się podłoża.

Z przodu znajduje się dioda, która białym kolorem sygnalizuje pracę urządzenia a niebieskim aktywne połączenie np. ze smartfonem. Z tyłu znajdziemy złącze USB służące do podłączenia kabla zasilającego, oraz złącze Jack, które jest wyjściem dźwięku.

Działanie

Odbiornik nie posiada żadnych przycisków. Aby go włączyć wystarczy podłączenie do zasilania. W smartfonie lub innym urządzeniu, z którego chcemy odtwarzać muzykę wchodzimy w ustawienia Bluetooth i wyszukujemy odbiornik, który wyświetli się pod nazwą TP-Link Music, a następnie parujemy je. Alternatywnie jeśli nadajnik dźwięku posiada NFC możemy przyłożyć je do odbiornika muzyki, a proces parowania rozpocznie się automatycznie. Producent aby ułatwić nam korzystanie z HA100 dołączył do niego naklejkę na NFC, którą możemy umieścić w miejscu gdzie zazwyczaj będziemy sterować odtwarzaniem muzyki. Dzięki temu za pomocą jednego ruchu możemy podłączyć urządzenie. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Odbiornik posiada możliwość sparowania aż 8 urządzeń. Podczas testów z powodzeniem odtwarzałam muzykę z telefonów pracujących na systemach Android i iOS oraz komputera pracującego z Windows 10.

Jak sprawdza się w praktyce?

Podczas odtwarzania muzyki za pomocą HA100 nie odczułam utraty jakości dźwięku w stosunku do tej, którą można by osiągnąć podczas podłączenia telefonu przez kabel. Dźwięk jest czysty, a jeśli nadajnik znajduje się w jego zasięgu nie występują zakłócenia lub przerwy w odtwarzaniu. Producent zapewnia nas o zasięgu do 20 metrów, jednak w domu w linii prostej po przekroczeniu około 10 metrów dźwięk zanikał. Jeśli jednak pomieszczenie jest mniejsze nie będzie stanowić to problemu.

Urządzenie testowałam z: HTC 10, Denon PMA-980R, Tonsil Zeus.

Podsumowanie

TP-Link HA100 jest bardzo prosty w użyciu, a jego design jest nowoczesny. Jego niewielki rozmiar pozwoli umieścić go w dowolnym miejscu. Szkoda, że producent nie wyposażył go w baterię, ale wtedy musielibyśmy pamiętać o jego częstym ładowaniu. Ogromnym plusem jest różnorodność dostępnych kabli, które ułatwiają nam połączenia nie tylko naszego HA100, ale również innych urządzeń z podobnymi portami. Jeśli za jego pomocą możemy zamienić dowolny głośnik w urządzenie z modułem Bluetooth warto rozważyć jego zakup.

Urządzenie dostępne jest w cenie od 80 zł.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułApple wart bilion?
Następny artykułAndroid Nougat oficjalnie dla Galaxy S7 i S7 Edge
Miłośniczka gadżetów i nowych technologii. Prywatnie: studentka prawa, księgowa i opiekunka papugi. Uwielbiam muzykę na żywo - spotkacie mnie na większości festiwali w Polsce, a już na pewno na każdym koncercie The Prodigy. Wielka fanka serialu Suits. Jestem zadowoloną właścicielką HTC 10. Postaram się pokazać Wam, że kobieta też może interesować się telefonami i gadżetami z „męskiego” świata.