Phantogram – „Three” | Po raz trzeci

0

Three, czyli dosłownie trzecie już wydanie w dorobku ekstrawaganckiej, nowojorskiej grupy trip-hopowej Phantogram, w której skład wchodzą gitarzysta Josh Carter oraz niezwykle charyzmatyczna wokalistka i pianistka – Sarah Bartel.

 

Płyta została napisana w nieco dołujących okolicznościach. Jest po części kulminacją i skutkiem emocji, a także odczuć jakie towarzyszyły członkom zespołu po nagłej, samobójczej śmierci siostry piosenkarki Phantogram’u. W pewnych momentach na płycie pojawia się wiele nawiązań do tych przykrych doświadczeń.

Posiadając bardzo sentymentalne podejście podczas produkcji krążka, zespół zaskoczył mnie niezwykłą różnorodnością i sposobem zaaranżowania swoich piosenek jak nigdy dotąd. Utwóry zadziwiają swoją natychmiastową chwytliwością, pomysłowymi sekwencjami perkusyjnymi, wyszukanymi samplami idealnie zgranymi z całością poszczególnych utworów. Część piosenek wprowadza w mroczny nastrój, inne dodają niesamowitej energii, kolejne zaś uspokajają. W pewnych fragmentach zostały użyte pomysłowe chwyty i tak zwane „hooki”, na miarę bardzo doświadczonych i profesjonalnych muzyków np. Massive Attack. Każdy zainteresowany słuchacz znajdzie na Three coś dla siebie i pokocha je na długo.

Głos wokalistki na płycie zwali z nóg nie jednego słuchacza, jest niespotykanie energiczny oraz wywołuje ciary na plecach – jest niezwykle ożywiający. Gitarzysta podobnie jak na każdym poprzednim albumie udziela ciekawych wstawek i „leadów” gitarowych stanowiących idealne dopełnienie do piosenek oraz dodanie im głębi.

W porównianiu z poprzednimi dziełami formacji, „Trzeci” album został napisany z pasją, nawet minimalne elementy zostały dobrze przemyślane i wykorzystane w bardzo zadowalający sposób. Wszystkie utwory tworzą solidną pozycję w gatunku trip-hop oraz alternative-pop, a już zdecydowanie w dyskografii Phantogramu. Three polecam każdemu słuchaczowi, który szuka wyjątkowości i przestrzeni w muzyce.
Moi faworyci to Run Run Blood, Answer, You’re Mine, You Don’t Get Me High Anymore i Funeral Pyre.