Justice, czyli Francuski band specjalizujący się w muzyce elektronicznej po raz kolejny ukazał swoją niebywałą umiejętność pisania muzycznej „poezji” nowym wydawnictwem o tytule Woman.

 

Xavier de Rosnay i Gaspard Auge, czyli członkowie projektu, podczas produkcji albumu inspirowali taneczną muzyką elektroniczną z lat ’70 i ’80, co da się wyczuć w niemalże każdym utworze. Całość dźwięku na krążku została umiejętnie zmasterowana w klimacie szlagierów z owych dekad, co zapewne spotka się z pozytywnym odbiorem wśród słuchaczy, którzy są koneserami muzyki takich artystów Ace Of Base, Eurythmics, czy Salt-N-Pepa.

Album potrafi urzec swoją nietuzinkową nostalgią. Mimo w zasadzie niemałej różnicy do poprzednich albumów, Woman ujawnia słuchaczom przejmujące melodie, okraszone momentami na prawdę niesłychanymi kompozycjami w dawnym stylu kapeli. W pewnych momentach pojawia się sporo melancholii, a niektóre zaś fragmenty płyty zachęcają do tańca i są bardzo funkowe tym samym powodując uśmiech na naszej twarzy. Na krążku zostały zawarte charakterystyczne sygnatury, które są rozpoznawalne dla każdego fana zespołu. Pomimo żeńsko-brzmiącego tytułu na longplayu udzielają się tylko piosenkarze płci męskiej: Morgan Phalen, Romuald, Johnny Blake. Woman wydaje się mniej wyimaginowaną, prostą, a raczej „dziewiczą” kompozycją utworów, które najtrafniej można zaszufladkować pod muzykę z pogranicza nu-disco, posiadające rytmikę, niebanalne chwyty gitarowe oraz charakterystyczny groove typowy dla tego gatunku.
Utwory po kilkukrotnym przesłuchaniu z pewnością zyskują na swojej wartości i po czasie można polubić je na równi z innymi, starszymi produkcjami Justice.

Przyznam szczerze, że przy pierwszym przesłuchu album nie zrobił na mnie zbyt dużego wrażenia, teraz jednak doceniam „kobietę” zdecydowanie bardziej i słucham krążka z przyjemnością i radością taką samą, jaką przeżywałem ledwo po wydaniu „Cross”. Bajka!
Moimi faworytami z płyty są: Alakazam, Randy, Safe and Sound, Pleasure i Stop.